Strona główna / Redaktorskim okiem / Trudne pożegnanie

GP 4, 22 lutego 2014 r.

Trudne pożegnanie

Jacek HilgierTrudno jest się żegnać z przyjacielem, najtrudniej, gdy jest to pożegnanie na zawsze. Śmiało mogę powiedzieć, że Miłosz P. Wnuk był przyjacielem Gwiazdy Polarnej, a także moim osobiście. Jeszcze w końcu stycznia opublikowaliśmy jego artykuł, w którym dzielił się swoimi refleksjami z kolejnej wizyty w Polsce, ukochanym Krakowie, gdzie jak zawsze wszędzie go było pełno. Miał tam szerokie grono znajomych, a z przebiegu swoich spotkań przesyłał barwne opowieści. Nie przypuszczałem wtedy, że jego relacja z wizyty u Wielkiego Księcia Ryszarda będzie ostatnią, jaka ukazała się na pierwszej stronie Gwiazdy Polarnej.

Pisał do nas od bardzo dawna. Ja osobiście poznałem go na początku lat 90. Mimo sporej różnicy wieku – często żartowaliśmy sobie, że spokojnie mógłby być moim ojcem – od razu zawiązała się między nami nić zrozumienia i przyjaźni. Jego skromne mieszkanko w Milwaukee stało zawsze dla mnie otworem, gdy odwiedzałem to miasto. Gustownie urządzone, pełne książek i pamiątek z licznych podróży gospodarza, było idealnym miejscem na długie wieczorne rozmowy. Odbywaliśmy je przy stole zastawionym polskimi smakołykami i trunkami, a słuchać opowieści Miłosza można było bez końca.

Tak samo było z jego artykułami. Potrafił opowiadać i pisać niezwykle barwnie i dowcipnie. Mimo że był specjalistą od nauk ścisłych, jego talent literacki był niezrównany. Był prawdziwą kopalnią tematów i wiedzy na temat środowiska polonijnego w Milwaukee, swojego ukochanego Krakowa, a także Rosji i Ukrainy, gdzie również chętnie jeździł i miał tam szerokie znajomości. Ze swoich podróży i spotkań potrafił składać relacje, których nie powstydziliby się najlepsi reportażyści i podróżnicy. Tematyka jego korespondencji i opowiadań często bywała kontrowersyjna i nie ze wszystkim można się było zgadzać, ale czytało się je jednym tchem. W każdym razie to jest pewne, że autor zawsze ukazywał się nam jako postać nietuzinkowa. Zadziwiała też jego łatwość nawiązywania nowych znajomości – z każdym pobytem Miłosza w Europie powiększało się grono jego znajomych i przyjaciół.

Miłosz zawsze był otwarty na krytykę i dyskusję. Czasami spieraliśmy się na tematy, które go pasjonowały i o których pisał. Nigdy jednak nie obrażał się, wręcz odwrotnie, było to zaczątkiem dyskusji prowadzącej do kompromisu.

Od dłuższego czasu wiadomo było, że poważnie choruje, nie przeszkadzało mu to jednak w kolejnych planach na przyszłość. Przesyłając swój ostatni artykuł do naszej redakcji, zapowiadał kolejny. Niestety, nie dowiemy się już, o czym chciał napisać. Ciężka choroba, z którą uporczywie walczył, w końcu go pokonała.

Żegnaj, Przyjacielu!

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net