Strona główna / Redaktorskim okiem / Ryzyko zawodowe

GP #5, 26 lutego 2011 r.

Ryzyko zawodowe

Jacek HilgierTematyka sportowa stosunkowo rzadko pojawia się na łamach Gwiazdy Polarnej. Trochę nad tym boleję, bo przed laty swoją przygodę dziennikarską rozpoczynałem właśnie od pracy w redakcji sportowej jednej z największych polskich gazet codziennych i sprawami sportu nadal się interesuję. Dlatego też z wielkim smutkiem przyjąłem wiadomość o tragicznym wypadku, jakiemu uległ polski kierowca Formuły 1 Robert Kubica podczas rajdu ulicznego, który odbywał się we Włoszech w połowie lutego br.

Fakt ten jest o tyle bolesny, że Polak wcale nie musiał w nim startować. Jednak jego zamiłowanie, a wręcz pasja ścigania sprawiała, że blisko półroczną przerwę w wyścigach na torach Formuły 1 często wykorzystywał na udział w rajdach ulicznych rozgrywanych w Europie. Niestety, ostatni zakończył się tragicznie. Niemal dwa tygodnie po wypadku, w wyniku odniesionych obrażeń Robert Kubica nadal przebywa w szpitalu, a jego dalsza kariera sportowa stoi pod bardzo dużym znakiem zapytania.

Jeśli tak miałoby się stać, byłaby to niepowetowana strata dla polskiego sportu. Robert Kubica jest jednym z nielicznych polskich sportowców, którego nazwisko rozpoznawane jest na całym świecie. Niestety, czasy świetności biało-czerwonych reprezentacji dawno minęły. Praktycznie nie liczymy się w walce o medale, puchary, tytuły mistrzów świata, a szczególnie tutaj, w Ameryce, o polskich sportowcach nikt nic nie wie.

Mimo że wyścigi Formuły 1 nie cieszą się w Stanach Zjednoczonych wielką popularnością, są jednak transmitowane i na bieżąco komentowane w fachowej prasie i telewizji. Miło było słuchać, gdy nazwisko polskiego kierowcy często wymieniano wśród faworytów do tytułu mistrza.

Teraz jego miejsce zajmie ktoś inny. Wielu fachowców, ale także zwykłych kibiców zadaje sobie pytanie, czy do tego wypadku musiało dojść. Oczywistą odpowiedzią jest, że nie. Kubica, jako kierowca Formuły 1, nie miał żadnego obowiązku startować w innych rajdach. Można powiedzieć, że uczynił to na własną odpowiedzialność i za cichą zgodą przełożonych zespołu, którego barwy reprezentuje. Sam podjął ryzyko w imię zamiłowania do ścigania. Jednak tym razem cienka granica między własną pasją a zobowiązaniami wobec pracodawcy została przekroczona. Wielu zawodowym sportowcom, i to nie tylko kierowcom rajdowym, w ich kontraktach o pracę po prostu zabrania się podejmowania zbytniego ryzyka i zajmowania się działalnością, która takiemu ryzyku sprzyja. Niestety, w kontrakcie Kubicy takiego zapisu zabrakło, ze szkodą dla samego Roberta przede wszystkim.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net