Strona główna / Redaktorskim okiem / Skarb na strychu

GP #6, 13 marca 2010 r.

Skarb na strychu

Jacek HilgierCzas leci bardzo szybko i właśnie mijają dwa lata od pamiętnej rocznicy, kiedy Gwiazda Polarna obchodziła swoje setne urodziny. Ukazało się z tej okazji specjalne wydanie gazety, praktycznie w całości przypominające bogatą historię i dzień dzisiejszy zasłużonego dla Polonii wydawnictwa. Na przestrzeni lat Gwiazda Polarna była świadkiem wielu ważnych, epokowych i sensacyjnych wydarzeń, którymi dzieliła się ze swoimi czytelnikami. Dowody na to istnieją do dzisiaj, o czym wielokrotnie miałem okazję się przekonać. Jeden z nich leży w tej chwili przede mną. Ale po kolei.

Niedawno zgłosił się do redakcji jeden z mieszkańców Stevens Point, gdzie Gwiazda od początku istnienia jest wydawana, z informacją, że podczas remontu swego ponadstuletniego domu dokonał na strychu ciekawego odkrycia. Na tyle był nim przejęty, że z zawartością odkrytych paczek udał się do burmistrza miasta, gdyż sam nie bardzo wiedział, co ma w ręku. A były to pożółkłe egzemplarze gazety, zapisane niezrozumiałym dla znalazcy językiem.

Na szczęście, burmistrz miasta zna doskonale jego historię i od razu zorientował się, że są to oryginalne egzemplarze Gwiazdy Polarnej, pochodzące z lat 1911-32. Wprawdzie obaj panowie nie mieli pomysłu, co ze znaleziskiem zrobić, ale burmistrz przytomnie skierował odkrywcę do mnie.

Niestety, prawie sto lat na wilgotnym, zakurzonym poddaszu zrobiło swoje. Większa część gazet jest w bardzo złym stanie i w zasadzie nie do uratowania. Na szczęście jednak, niektóre z nich zachowały się właściwie nienaruszone, do tego stopnia, że można je przeczytać od deski do deski. Jednym z takich egzemplarzy jest numer 21 Gwiazdy Polarnej z 20 maja 1932 r. Na pierwszej stronie, jako główny materiał, znajduje się historia, którą pasjonowała się w tamtym czasie cała Ameryka, a i później przez kolejne miesiące nie schodziła z czołówek prasy światowej. Chodzi o tragiczne w skutkach porwanie jedynego dziecka Charlesa Linbergha, słynnego pilota, który jako pierwszy przeleciał samotnie przez Atlantyk z Ameryki do Europy. Historię tego porwania, zakończoną odnalezieniem martwego dziecka, zamieścimy w jednym z najbliższych wydań Gwiazdy Polarnej, w tym miejscu zacytujmy jednak fragment tego, co pisała Gwiazda w 1932 r. Na pierwszej stronie wielkimi literami – „Dziecko Lindbergha znaleziono nieżywe”, a dalej: „Gubernator stanu New Jersey A. Harry Moore oznajmił światu smutną dla całego kraju wiadomość, że porwane dziecko Linberghów nie żyje. Pułkownik policji stanowej H. Norman Schwarzkopf powiadomił gubernatora, że ciało dziecka znaleziono porzucone na polu w pobliżu miejsca zamieszkania sławnego lotnika w Hopewell, NJ. Ciało znaleźli sąsiedzi i powiadomili natychmiast władze stanowe.”

Tak oto historia zatoczyła swoje koło. Dla ówczesnych czytelników Gwiazdy była to wiadomość dnia, dla nas jest to historia, o której mało kto już pamięta.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net