Strona główna / Redaktorskim okiem / Uczniowska fala

GP #7, 26 marca 2011 r.

Uczniowska fala

Jacek HilgierNie milkną protesty pracowników sektora publicznego, którzy nie zgadzają się na cięcia w budżetach stanowych, ograniczające prawa związków zawodowych, a także wprowadzające wyższe składki na stanowe fundusze emerytalne. Najgłośniej protestowali i nadal protestują nauczyciele z Wisconsin, ale podobne żądania wysuwa się również w Ohio, New Jersey, w Nowym Jorku. Niektórzy mówią już nawet o wojnie klas, która może na długo podzielić amerykańkie społeczeństwo.

Jednak zanim nauczyciele wypowiedzą taką wojnę swoim ustawodawcom, czy nie powinni wcześniej przyjrzeć się swojej pracy i wynikom jakie uzyskują? Nie od dziś wiadomo, że poziom wiedzy amerykańskiej młodzieży jest katastrofalny. Szczególnie chodzi o asbsolwentów szkół publicznych w wielkich aglomeracjach. Są one właściwie wylęgarnią niedouczonych nastolatków, którzy później nie mogą się dostać do szkół średnich, a jeśli już,m to ich wykształcenie nadal pozostawia dużo do życzenia.

Praca wychowawcza w wielu szkołach również poważnie szwankuje. A to przecież, obok nauczania, jeden z podstawowych obowiązków grona pedagogicznego. Nie raz pisaliśmy i czytaliśmy o szkolnych strzelaninach w wykonaniu uczniów, którzy zamiast z książką i długopisem, przychodzą do szkoły z pistoletem lub myśliwską strzelbą wykradzioną rodzicom.

Kolejnym problemem wychowawczym w skali krajowej jest wzajemne prześladowanie się uczniów, potocznie zwane „uczniowską falą”, po angielsku „bullying”. Oblicza się, że co trzeci uczeń amerykańskich szkół doświadcza ataków ze strony kolegów i koleżanek. Ostatnio głos zabrał w tej sprawie sam prezydent Barack Obama, który przyznał, że również był nękany w szkole przez kolegów. Mówił, że w szkole nie miał łatwo, a powodem żartów i ataków były np. jego duże uszy i nietypowe imię. Według prezydenckiej administracji ofiarami prześladowania pada codziennie jedna trzecia – a więc ok. 13 milionów – amerykańskich uczniów.

Dobrze, jeśli takie prześladowania kończą sie na uszach i przekręcaniu imienia. Najczęściej jednak nie jest to tylko nieszkodliwy uczniowski rytuał związany z problemami wieku dorastania. W wielu przypadkach takie stałe, przybierające coraz bardziej wyszukane formy zadręczanie, może prowadzić i ma niszczycielski wpływ na psychikę młodego człowieka. Często kończy się to ucieczką w narkotyki i alkohol, alienacją, a w skarajnych przypadkach samobójstwem tych, którzy nie mogli już dalej poradzić sobie z atakami kolegów.

Szkoła powinna uczyć nie tylko czytania, pisania i tabliczki mnożenia, ale również szacunku do starszych i - w takim samym stopniu - rówieśników. Niestety, żaden z tych elementów w amerykańskich szkołach publicznych  nie zasługuje na wzorową ocenę.

Tym, co wyprawiają w szkołach ich pociechy, powinni się również interesować rodzice i odpowiednio reagować na najmniejszy nawet niepokojący sygnał. Często bowiem brak opieki i pozostawienie dzieci samym sobie, prowadzi później do sytuacji bez wyjścia. A wtedy już nawet najlepszy nauczyciel i wychowawca nie jest w stanie pomóc.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net