Strona główna / Redaktorskim okiem / O kilku takich, co ukradło barak

GP #7, 24 marca 2012 r.

O kilku takich, co ukradło barak

Jacek HilgierMuzeum Holokaustu w Waszyngtonie nie jest instytucją, którą w najbliższym czasie chciałbym odwiedzić. Za olbrzymie pieniądze powstała placówka, która w sposób jednostronny i tendencyjny interpretuje historię II wojny światowej, zapominając niejednokrotnie, że Żydzi nie byli jedynymi ofiarami nazistów w Europie.

Również w praktyce współpraca Muzeum z polskim rządem i polskimi placówkami kulturalnymi nie układa się dobrze. W ostatnim czasie na łamach amerykańskiej prasy ukazały się artykuły wywołujące w Polsce zrozumiałe oburzenie. Dotyczą one sporu wokół wypożyczonego przez waszyngtońską placówkę baraku więziennego z terenu Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Barak ten został wypożyczony Amerykanom w 1989 r. na dziesięć lat. Potem umowę przedłużono, ale w międzyczasie w Polsce zmieniły się przepisy. Obecnie każdy obiekt muzealny wypożyczony za granicę musi być zwrócony po pięciu latach. Jak więc słusznie uważa strona polska, „nie ma żadnej możliwości, żeby barak nie wrócił do kraju”. W przeciwnym razie można uważać, że został po prostu skradziony.

Z tak kompromitujących zarzutów nic jednak nie robi sobie zarząd waszyngtońskiego muzeum. Wręcz odwrotnie, rozpowszechnia w prasie oburzające insynuacje. Współtwórca tego Muzeum i jego były dyrektor na łamach waszyngtońskiej gazety pisze: „wszystkie obiekty (z polskiego muzeum w Oświęcimiu) rzeczywiście otrzymaliśmy na podstawie długoterminowego wypożyczenia, ale nie spodziewaliśmy się, że kiedykolwiek będziemy je musieli zwracać”.

W kolejnej części artykułu autor posuwa się jeszcze dalej, apelując do Rady Muzeum, kongresmenów i ministrów, by korzystając z faktu przyznania amerykańskiej pomocy finansowej na utrzymanie Auschwitz, wywarli nacisk na polski rząd i przekonali go, by te obiekty zostały tam, gdzie są.

Takie stawianie sprawy to czysty szantaż i korupcja. Tym bardziej że wspomniana pomoc finansowa amerykańskiego rządu to nie 65 milionów dolarów, a tylko 15, z których zresztą oświęcimskie muzeum do dzisiaj nie dostało ani centa.

Każde szanujące się muzeum na świecie zwraca wypożyczone obiekty. Chyba, że chce stanąć w jednym szeregu z tymi, którzy rabowali dzieła sztuki podczas II wojny światowej i do dzisiaj nie zwrócili ich prawowitym właścicielom.

Waszyngtońskie muzeum nie odpowiada na kolejne zarzuty, a na dodatek mobilizuje środowiska żydowskie, które jak zawsze sugerują, że Polacy jako „współodpowiedzialni za Holokaust” nie zasługują na to, by opiekować się takimi obiektami.

Odpowiedzią na bezczelne zarzuty powinno być zerwanie wszelkiej współpracy z muzeami żydowskimi w Ameryce. To nie w Waszyngtonie byli mordowani ludzie i nie Waszyngton jest ich cmentarzem.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net