Strona główna / Redaktorskim okiem / Bomby nie stawiają pytań

GP 7, 2 kwietnia 2016 r.

Bomby nie stawiają pytań

Jacek HilgierWybuchające bomby nie stawiają żadnych pytań. Jest im też obojętne, kogo zabijają i okaleczają. Jedyne, czego oczekują, to by ofiar było jak najwięcej. Czytając jednak dramatyczne doniesienia – jak ostatnio z Brukseli, gdzie w zamachach terrorystycznych w metrze i na lotnisku śmierć poniosło ponad 50 osób, a setki dalszych zostało rannych – nie sposób uciec od pytań.

Stan permanentnego zagrożenia, w jakim znalazła się Europa i cały świat zachodni, z USA na czele, to pokłosie wielu zdarzeń i chybionych kalkulacji. Wojna w Syrii – poza spowodowaniem najgorszego kryzysu z uchodźcami od czasu zakończenia II wojny światowej – przyniosła śmierć kilkuset tysięcy ludzi i ogrom cierpień. Od samego początku administracja Obamy miała błędne wyobrażenie, iż rządzącego od lat Syrią al-Asada będzie można łatwo odsunąć od władzy, tak jak w innych państwach, gdzie dokonało się tego w wyniku „arabskiej wiosny”. Tak jednak się nie stało, bowiem syryjski reżim to prawie idealne państwo policyjne, całkowicie podporządkowane al-Asadowi, w dodatku cieszący się dużym poparciem większości społeczeństwa.

Pokładano złudne nadzieje, że wystarczy sama pomoc dla syryjskiej opozycji. Jak ognia Obama bał się wojskowej interwencji, co było istotnym sygnałem tak dla prezydenta Syrii, jak i rebeliantów, którzy wzmacniali swoje pozycje. Teraz USA i Rosja negocjują zawieszenie broni, które ma zachować al-Asada u władzy. Tzw. umiarkowani rebelianci, popierani przez USA, przegrywają jednak wciąż w starciach z IS i innymi grupami radykalnymi. Taka niekonsekwentna polityka Obamy utwierdziła Rosjan i Irańczyków w przekonaniu, że USA nie będą już bezwzględnie zabiegały o usunięcie syryjskiego przywódcy, co przecież było jednym z podstawowych żądań, gdy wybuchł konflikt. Jest to więc porażka administracji Obamy.

Koszt tej porażki jest jednak znacznie większy. Przybywający masowo do Europy imigranci, a wśród nich islamscy ekstremiści, odpowiedzialni za takie zamachy jak ostatni w Brukseli, doskonale zdają sobie sprawę, w jakim stanie znajduje się obecnie Europa i Ameryka. Wiedzą, że ich brutalne wtargnięcie nie spotka się z żadnym oporem. Zresztą jak tu mówić o oporze, gdy europejskie rządy, z niemieckim na czele, na własne życzenie i na swój koszt „zaprosiły” do siebie idące już w miliony rzesze uchodźców, a wśród nich terrorystów bezkarnie przekraczających granice.

W tej sytuacji kalkulacje morderców detonujących bomby zdają się być proste, można nawet rzec upiornie banalne do przeprowadzenia: zabić jak najwięcej i w jak najbardziej spektakularnie. Terroryści doskonale wiedzą, że tylko w ten sposób trafią na czołówki gazet i portali. Niestety za każdym razem im się to udaje. By temu zapobiec, potrzebne są zdecydowane, bezwzględne działania od Waszyngtonu po Brukselę, a nie jałowe dyskusje eurokratów w zaciszu ich gabinetów.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net