Strona główna / Redaktorskim okiem / Lista perfum zakazanych

GP #8, 10 kwietnia 2010 r.

Lista perfum zakazanych

Jacek HilgierPaluszek i główka to szkolna wymówka. Stare uczniowskie powiedzenie okazuje się przydatne nie tylko w szkołach, ale również w miejscach pracy. Pomysłowość urzędników wymigujących się od swoich obowiązków nie zna granic. A że przy okazji mogą ucierpieć inni, przekonają się wkrótce komunalni pracownicy z Detroit zatrudnieni w trzech należących do miasta budynkach. Już niedługo, przychodząc do pracy nie będą oni mogli pachnieć perfumami, dezodorantami, mleczkami do ciała czy twarzy ani wodą kolońską.

Na czarnej liście zapachów zakazanych w pomieszczeniach biurowych znalazły się też próbki kosmetyków dołączane do kolorowych magazynów, świece zapachowe, a także odświeżacze powietrza.

Zapachowa rewolucja to efekt sądowej ugody, jaką miasto zawarło z pracownicą, która poskarżyła się, że perfumy kolegi oraz zainstalowany w pokoju odświeżacz powietrza utrudniały jej normalną pracę. Susan McBride wykorzystała swój wyjątkowo wrażliwy zmysł powonienia i skierowała sprawę do sądu. Uskarżała się tam, że przez trudne do zniesienia dla niej zapachy miała kłopoty z oddychaniem. Twierdziła, że cierpi przez to na migreny, mdłości i kaszel.

Po raz kolejny okazało się, że amerykańskie sądy niższej instancji są w takich przypadkach wyjątkowo hojne i wyrozumiałe. Sąd przyznał pani McBride nawet dość pokaźne odszkodowanie za doznane uszczerbki na zdrowiu i inne niedogodności. Jeden z prawników pracujących przy tej sprawie, trzeźwo jednak zauważył, że wkrótce posypią się, jak z rogu obfitości, podobne pozwy od pracowników innych prywatnych firm. No, bo jak tu nie skorzystać z tak wyjątkowo błahej i trudnej do udowodnienia wymówki, by wykręcić się od swoich obowiązków w pracy, a na dodatek jeszcze na tym zarobić parę groszy?

Dziwne przy tym jest właśnie stanowisko sądów i miejskich urzędów w ogóle przyjmujących do rozpatrzenia podobne skargi i zażalenia. Powinny one być rozpatrywane w pierwszym rzędzie na poziomie firm, między pracodawcą a pracownikiem, którzy powinni dążyć do satysfakcjonującej obie strony ugody. A na dodatek wypłata odszkodowania za podobne przypadki to już zupełny skandal i marnotrawstwo pieniędzy.

Na zakończenie tego „pachnącego” tematu pojawia się jeszcze tylko jedno pytanie. Czy – gdy już każdy w biurze zamiast perfumami będzie pachniał swoim naturalnym zapachem – rzeczywiście będzie łatwiej pracować? Przecież w niektórych przypadkach takie naturalne zapachy również mogą przyprawiać o ból głowy i nie trzeba będzie nadmiaru perfum, by sprawę skierować do kolejnego sądu.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net