Strona główna / Redaktorskim okiem / Sponsorom pod rozwagę

GP #8, 9 kwietnia 2011 r.

Sponsorom pod rozwagę

Jacek HilgierW poprzednim wydaniu Gwiazdy Polarnej, na pierwszej stronie znalazły się artykuły opisujące sytuację w dwóch instytucjach polonijnych. Zarówno jedna, jak i druga, a mówimy o Centrum Polsko-Słowiańskim w Nowym Jorku i Zakładach Naukowych w Orchard Lake, MI, powinny być wizytówką całej Polonii, przynosić jej chlubę, świecić przykładem dla innych.

Niestety, wymowa i fakty przedstawione w obu artykułach są krańcowo inne i prowadzą do zupełnie odmiennych wniosków. Zamiast wzorów do naśladowania, mamy przykład niegospodarności, wzajemnych konfliktów, bałaganu, personalnych przepychanek.

W ostatnim czasie, jeszcze przed ukazaniem się obu wspomnianych artykułów, zwrócili się do mnie o opinię przedstawiciele jednego z kół weterańskich. Krótko mówiąc chodziło o to, czy zasadnym byłoby przyznanie kolejnej donacji finansowej na rzecz Zakładów Naukowych w Orchard Lake w Michigan. Niestety, moja odpowiedź mogła być tylko jedna. Poddałem w wątpliwość słuszność takiego przedsięwzięcia. Oparłem się tutaj zarówno na licznych publikacjach prasowych na temat Seminarium, jak i na własnym doświadczeniu, kiedy byłem świadkiem, co dzieje się w tej polonijnej instytucji powołanej do wychowywania kapłanów, a także opieki nad archiwum, księgozbiorami i dziełami sztuki od dziesięcioleci przekazywanymi tam przez Polonię.

Zakłady Naukowe i polonijne Seminarium śś. Cyryla i Metodego założone zostały w 1885 roku. Praktycznie od samego początku istnienia Polonia wspierała finansowo tę instytucję. Prywatni darczyńcy i sponsorzy w dobrej wierze przekazywali tam na przechowanie niejednokrotnie bezcenne zbiory dzieł sztuki, książki, roczniki polonijnej prasy, listy, pamiętniki. Z biegiem lat pęczniało od nich archiwum, które teraz powinno być szeroko dostępnym źródłem wiedzy o Polonii, jej kulturze i sztuce. I mam tu na myśli dostęp w pełnym, nowoczesnym tego słowa znaczeniu, z własną stroną internetową, z profesjonalnie skatalogowanym zbiorem dzieł tam nagromadzonych.

Zamiast tego zebrane przez lata w Orchard Lake książki, czasopisma, dokumenty i pamiętniki osób prywatnych przypominają raczej punkt skupu makulatury, dzieła sztuki bez ładu i składu przechowywane są na strychu, pod meblami w ciasnych pakamerach, a dyrektorem wszystkiego jest człowiek odpowiedzialny wcześniej za zbyt wyrobów tytoniowych w Małopolsce.

W tym miejscu można i trzeba postawić sobie dwa wynikające z siebie pytania. Gdzie i na co przez lata szły pieniądze od prywatnych sponsorów i organizacji polonijnych i czy nadal jest sens i potrzeba je tam przekazywać? Może lepiej poczekać z tym do czasu, kiedy Zakłady Narodowe zaczną normalnie funkcjonować, kierowane przez odpowiedzialny i fachowy personel. A póki co znajdą się na pewno instytucje od lat służące Polonii, jak chociażby nasza redakcja, które potrzebują takiego wsparcia, by móc nadal wypełniać swoje zadania.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net