Strona główna / Redaktorskim okiem / Nie darują nikomu

GP 8, 19 kwietnia 2014 r.

Nie darują nikomu

Jacek HilgierNie wdając się w techniczne szczegóły, bo nie o nich chciałbym mówić, nasza redakcja korzysta z przeglądarki internetowej Firefox, która jest produktem Mozilli. Dzięki niej możliwy jest kontakt z Internetem, a także korzystanie z poczty mailowej. Dla wszystkich, którzy w swoich komputerach mają zainstalowane programy Mozilli, nie mamy dobrej nowiny.

Oto w ostanich dniach nowy prezes Fundacji Mozilla, Brendan Eich, zaledwie po paru dniach urzędowania zrezygnował ze stanowiska w obliczu presji środowisk homoseksualnych w Ameryce. Oznacza to, że w zarządzie Fundacji nie ma teraz żadnego człowieka znającego się na współczesnej technice. Niejednokrotnie już można się było przekonać, że nie darują one nikomu nawet najmniejszej formy sprzeciwu i protestu wobec głoszonych przez nie poglądów. Od polityków po właścicieli barów szybkiej obsługi, wszyscy muszą uważać na słowa, by przypadkiem nie narazić się „kochającym inaczej”.

Podobnie było i w tym przypadku. Mimo że prezesowi Mozilli nie brakuje koniecznych kompetencji – jest znanym programistą, twórcą m.in. języka JavaScript – musiał pożegnać się ze stanowiskiem. Wszystko za sprawą wpłaty tysiąca dolarów, jakiej dokonał sześć lat temu na kampanię referendalną w sprawie zakazu małżeństw homoseksualnych w Kalifornii. Krok ten nie został mu zapomniany i krótko po tym, jak Eich został szefem Mozilli, organizacje gejowskie natychmiast ogłosiły bojkot przeglądarki Firefox, do którego przyłączyły się niektóre inne portale, serwisy randkowe, a także homoseksualni pracowicy firmy.

Początkowo prezes zapowiadał, że nie zamierza ugiąć się pod presją, jednak nie zdołał długo wytrzymać w swoim postanowieniu. Na blogu Mozilli ukazał się komunikat odwołujący się – jak często w takich wypadkach bywa – do uchybień w stosunku do wysokich standardów działalności firmy. Napisano w nim, że pozostała ona wierna swoim ideałom, a prezes podjął decyzję o odejściu z własnej woli dla dobra firmy oraz wspólnoty i nie został do niej przez nikogo zmuszony.

Nie na darmo wcześniej wspomniałem o sieciach barów fast food. Jeden z właścicieli takiej sieci, może nie tak wielkiej jak McDonald’s, ale liczącej się szczególnie na zachodnim wybrzeżu USA, miał również wątpliwe szczęście skrytykować ustawę promującą małżeństwa homoseksualne. Niemal natychmiast ogłoszony został bojkot jego restauracji, a sam właściciel z dnia na dzień stanął na granicy bankructwa i musiał wycofać się ze swoich poglądów.

Presja środowisk homoseksualnych powoduje, że w Ameryce, mimo głoszonej wszem i wobec wolności słowa i równości, znalezienie sposobu, by bronić tych dwóch wartości równocześnie może być trudne.

Jacek Hilgier
pointpub@sbcglobal.net