Strona główna / Prosto z Polski / Przyszłość ma na imię Polska

GP #12, 13 czerwca 2015 r.

Andrzej Duda –
Przyszłość ma na imię Polska

JACEK MAJEWSKI

Andrzej Duda
Prezydent elekt Andrzej Duda (fot. Bartek Syta)

Niedziela, 24 maja 2015 r. Godzina 9.00 wieczorem. Cała Polska czeka w napięciu na wstępne wyniki II tury wyborów prezydenckich, najbardziej intrygujących w ostatnim 25-leciu. Na ekranach pojawiają się zdenerwowani Piotr Kraśko i Beata Tadla oznajmiając, że Państwowa Komisja Wyborcza podjęła decyzję o przedłużeniu ciszy wyborczej o półtorej godziny. Powodem tak kuriozalnej decyzji była śmierć starszej kobiety tuż przed oddaniem głosu we wsi Kowale w województwie śląskim. „Cała Polska czeka na Kowale” – brzmiały tytuły na ekranach telewizyjnych. Czekano na zakończenie głosowania we wsi, w której było 536 uprawnionych do głosowania, a wydano 216 kart wyborczych. Wszystkie pozostałe lokale były zamknięte, dziennikarze znali wyniki exit poll, Tweeter, Facebook, cały Internet podawał już wyniki, ale oficjalnie panowała cisza wyborcza. I wreszcie o 10.30 było już wszystko jasne – nowym prezydentem RP został wybrany dr Andrzej Sebastian Duda, uzyskując 53 proc. głosów. Dotychczasowy prezydent Bronisław Komorowski otrzymał 47 proc. głosów.

Andrzej Duda urodził się 16 maja 1972 r. w Krakowie. Jego rodzicami są pracownicy naukowi, profesorowie Akademii Górniczo-Hutniczej Jan Duda i Janina Milewska-Duda.

Przeszłość mojej rodziny to typowe losy dobrych Polaków z różnych grup społecznych – mówi Andrzej Duda. Jego rodzice kontynuowali tę tradycję.

Uczyliśmy dzieci od początku wrażliwości na człowieka, wynieśliśmy to z domów. Nasz dom otwierał drzwi przed każdym człowiekiem. I my tacy jesteśmy. Gość w dom, Bóg w dom – mówili w jednym z wywiadów. – Ideą wiodącą, jaką dzieciom przekazywaliśmy, jest szacunek do ludzi, stąd jego podejście do innych, w tym kolegów pochodzących z różnych środowisk. Zostaliśmy wychowani patriotycznie, z domu wynieśliśmy przekonanie, że wspólnota narodowa to jest wielka wartość. I o tę wartość trzeba dbać. Andrzej w dzieciństwie pasjonował się książkami historycznymi Bunscha, potem czytał książki o powstaniu warszawskim. Wstąpił do drużyny harcerskiej, która kultywowała wartości patriotyczne i religijne, i to w czasach komunistycznych. Był także ministrantem, pełnił funkcję lektora.

U nas było takie podejście, że jesteśmy na służbie. Żyliśmy skromnie, ale mimo to nigdy nie narzekaliśmy.

Choć rodzice Andrzeja Dudy są profesorami nauk ścisłych, on sam wybrał prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Nie miał problemów z naukami ścisłymi, ale interesował się historią, był finalistą olimpiady z wiedzy o społeczeństwie, w której pisał na temat polskich konstytucji – twierdzą rodzice.

W 1997 r. w swojej Alma Mater rozpoczął pracę naukowo-dydaktyczną. W 2005 r. uzyskał doktorat i założył własną kancelarię prawną.

W tym samym roku rozpoczął współpracę z Prawem i Sprawiedliwością. Pełnił kilka odpowiedzialnych funkcji: najpierw był wiceministrem sprawiedliwości, następnie wszedł w skład Trybunału Stanu, a w 2008 r. objął urząd podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po tragedii smoleńskiej był jednym z założycieli Ruchu Społecznego im. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

Nazajutrz po wyborze na prezydenta Polski Andrzej Duda oddał hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. W wawelskiej krypcie, nad grobowcem prezydenckiej pary powiedział:

Jestem na Wawelu, bo to bardzo ważny dzień dla mnie. Jestem tu, bo jest tu nasza narodowa katedra, tu spoczywa p. prof. Lech Kaczyński, dzięki któremu jestem tu, gdzie jestem, i jestem, kim jestem. To przy nim uczyłem się etosu prezydentury, to przy nim uczyłem się tego, kim jest prezydent, a także godności urzędu i godności sprawowania urzędu. To właśnie pan profesor mnie uczył. Stąd moja obecność tutaj. To był mąż stanu, wielki człowiek, który całe swoje dorosłe życie poświęcił służbie Polsce.

A na Jasnej Górze oświadczył: – Chciałbym, by Polacy niezależnie od tego, czy na mnie głosowali czy nie, mogli za te pięć lat powiedzieć, że mają to poczucie, że rzeczywiście starałem się przynajmniej być prezydentem wszystkich Polaków, że starałem się odpowiadać na ich potrzeby, że byłem takim człowiekiem.

W 2011 r. został posłem do Sejmu, krótko pełnił funkcję rzecznika PiS, a w 2014 został eurodeputowanym.

Kiedy 11 listopada 2014 r., w święto Niepodległości, Jarosław Kaczyński przedstawiał w Krakowie kandydata PiS do wyścigu prezydenckiego, mówił o potrzebie zmiany.

Pierwszym krokiem do tej zmiany jest zmiana władzy. Polska potrzebuje nowego obywatela nr 1. Człowieka łączącego młodość z doświadczeniem. W Krakowie jest taki ktoś: Andrzej Duda. To kandydat wszystkich tych, którzy chcą silnej Polski – mówił Kaczyński.

Komorowski od samego początku był pewny zwycięstwa. Jego przewaga była olbrzymia. – Który to jest ten Duda? – pytał ironicznie, myląc kandydata na prezydenta z szefem Solidarności. A jego doradca, Tomasz Nałęcz, nazywał Dudę „giermkiem wysłanym przez Kaczyńskiego”. Poseł PO Stefan Niesiołowski krzyczał: „Nie ma najmniejszych szans, że Duda zostanie wybrany!”.

Andrzej Duda startował do wyborów prezydenckich z niewielkim poparciem, zaledwie kilkunastoprocentowym. Szefowa jego sztabu Beata Szydło wspomina o niewielkiej garstce ludzi, którzy przychodzili na pierwsze spotkania. Ona sama nie wzbudzała entuzjazmu jako prowadząca kampanię. Trochę wycofana, niezbyt charyzmatyczna, sprawiająca wrażenie niepewnej siebie. Przełom nastąpił w lutym, kiedy na pierwszej konwencji uwierzyła w zwycięstwo.

Powiedziano mi, że na początku ma być zabawne intro, żeby sala się rozgrzała. Myślę, że zabawne jest to, że to ja mam być tym charyzmatycznym mówcą, który zagrzeje Was do boju. Jeśli ja uwierzyłam, że mogę wygłosić taką charyzmatyczną mowę i zagrzać Was do boju, to Wy uwierzcie, że zwyciężymy – wspominała.

Beata była wspaniałym, dobrym duchem tej kampanii. To dzięki niej sztab pracował tak sprawnie, a ja mogłem odbyć tyle spotkań – ocenił po wyborach prezydent elekt.

Nawet Jarosław Kaczyński przyznał, że na samym początku szanse na zwycięstwo swojego kandydata szacował na 10 proc. Później na 25-30 procent, a dopiero po zwycięstwie w I turze przypuszczał, że Duda powinien wygrać:

Wynikało to z jego ogromnej dynamiki, niebywałej siły – dokonał pracy niesłychanej. Odporność jakaś młota pneumatycznego. Ale to, że on potrafił w takiej sytuacji, gdy ręce drżą ze zmęczenia, wychodzić na mównicę i wygłaszać fantastyczne przemówienia, pokazują, jak silny to człowiek.

W przeciwieństwie do Komorowskiego, który był arogancki, butny, pewny siebie i gardzący ludźmi, Duda był sobą – grzeczny, uprzejmy, o miłym uśmiechu – zjednywał szybko ludzi.

To był morderczy wyścig. Dziesiątki tysięcy przejechanych kilometrów, odwiedzonych 250 powiatów, setki spotkań, tysiące uściśniętych rąk. Z każdym tygodniem różnica między konkurentami zmniejszała się. Czasu było coraz mniej, ale analitycy wskazywali na rosnącą falę poparcia dla Dudy i na odwrotny trend u Komorowskiego. Sztab prezydenta, krytykowany nawet przez zagorzałych zwolenników Platformy Obywatelskiej, rzeszę dziennikarzy i media głównego nurtu, zaczął bezpardonowo atakować Dudę. Liczba spotów telewizyjnych pokazujących kandydata PiS a to jako przeciwnika kobiet, in vitro, jako człowieka niedoświadczonego była trudna do zliczenia. Duda to wszystko wytrzymywał z olimpijskim spokojem. Nie wytrzymał tylko raz, kiedy prorządowy dziennikarz Tomasz Lis zaatakował w swoim programie telewizyjnym córkę Andrzeja Dudy, Kingę, za wpis na Facebooku: „Tata mówi, że jak zostanie prezydentem, to odda Oskara Amerykanom. Prawda jest ważniejsza od jakiejś tam nagrody z żółtej blachy”.

Natychmiast wykazano, że Lis posłużył się fałszywym wpisem. Andrzej Duda zareagował: „Wystarczy niszczenia ludzi. Tego, co obserwujemy ostatnio w mediach. Okropnych ataków. Kingo, tobie dziękuję w szczególności – przeżywałaś w ostatnich dniach ciężkie chwile”.

Bezpardonowe, brudne metody jednak pozostały.

Prof. Bogusław Wolniewicz ocenił: – Specjaliści od PR-u to cwaniaki, ale nie wtedy, gdy wieje wiatr historii. A tu zawiał wiatr historii… Wiem natomiast, że Bronisław Komorowski jest zdrajcą sprawy polskiej i że prezydentem być nie powinien. To mi wystarczy, by głosować na Andrzeja Dudę.

Pewny wygranej Komorowskiego, ten sam Lis tak pisał w Newsweeku przed II turą:

Prezydentura Dudy oznaczałaby totalny regres. Wystarczy posłuchać, co ma do powiedzenia ten lobbysta SKOK-ów w sprawie in vitro, euro czy wieku emerytalnego. Gdyby jakiś nowy premier oszalał i zrealizował program Dudy, państwo by zbankrutowało, i tak już marne emerytury byłyby głodowe, a młodzi ludzie jeszcze bardziej byliby obciążeni płaceniem za starszych. Andrzej Duda nawet bez prezydentury może jednak w tych wyborach mówić o wyniku fenomenalnym. Jeszcze nigdy w najnowszej historii Polski tak dużej liczby głosów nie zdobył człowiek całkowicie pozbawiony osiągnięć, charyzmy, samodzielności i charakteru. Będzie to dobrze dla Polski, gdy Duda na tym sukcesie poprzestanie. Pani Szydło z PiS orzekła ostatnio, że Duda okazał się politykiem wielkiego formatu. Wykazała tym podobne poczucie humoru co jeden z działaczy SLD twierdzący, że pani Ogórek weszła do pierwszej ligi europejskiej polityki”.

Komorowski w akcie desperacji zaczął być postrzegany jako polityk niewiarygodny i hipokratyczny. Jednego dnia mówił, że tylko frustraci chcą zmieniać konstytucję, a następnego sam proponował w niej zmiany. Po osiągnięciu przez Pawła Kukiza dobrego wyniku w I turze wyborów, prezydent wyraźnie zaczął podlizywać się jego elektoratowi. Zaproponowanie referendum uwzględniającego postulaty Kukiza ośmieszyło Komorowskiego doszczętnie. A że hasłem przewodnim tegorocznych wyborów prezydenckich była „zmiana”, tej fali protestu przeciwko elitom rządzącym nie można było zatrzymać. Warto tutaj zacytować słowa śp. Lecha Kaczyńskiego:

Czasem wierzę tylko w jedno – może jest to wiara zupełnie naiwna, a na pewno nie naukowa. Wierzę jednak, że czasami stan nasilenia zjawisk negatywnych osiąga taki poziom, że coś pęka.

I pękło. Ludzie zobaczyli sztuczność, nieporadność i śmieszność prezydenta Komorowskiego. Spotkanemu na ulicy Warszawy młodemu chłopakowi, który pyta jak żyć, odpowiada: „Weź kredyt i znajdź pracę”.

Ogromną rolę w tych wyborach odegrał Internet. Natychmiast obśmiewano wpadki, sztuczność, obłudę.

Jeżeli nie nastąpi zmiana na urzędzie Prezydenta RP, to nastąpi koniec demokracji w Polsce. To jest zasadnicza stawka w tej grze – powiedział historyk prof. Andrzej Nowak.

A przekaz Dudy był prosty – zmiana. Tuż przed II turą wyborów, mówił:

Polska dzisiaj potrzebuje dobrej zmiany i naprawy. Ta władza uczciwa nie jest i od samego początku nie była.

Chcę państwa, które nie będzie was ścigać, tylko będzie was wspierać. Które będzie z dumą promowało wasze marki. Bo jakaż to duma dla prezydenta, kiedy wie, że może na forum międzynarodowym promować polską markę.

Dla emerytów i rencistów przede wszystkim należy podwyższyć kwotę wolną od podatku. Deklaruję, że to będzie zrobione!

Gdzie jest wolność, skoro PO wprowadza rozwiązania nakazujące 6-latkom iść do szkół wbrew woli rodziców? Gdzie jest wolność, gdy nakazuje się nam pracować ponad siły – nie z wyboru a przymusu?

Jak się obóz władzy przestraszył, że ich prezydent przegra, to się nagle pieniądze znajdują. A jak mówiłem, że można je znaleźć, to (…) śmiano się ze mnie, szydzono. A ja powiem krótko: pieniądze są i muszą się znaleźć.

Nasz kraj musi być przyjazny dla obywateli, a oni sami muszą mieszkać tam, gdzie chcą, a nie tam, gdzie ich się zmusza. Jak koniec z końcem ma związać rodzina, której dochód miesięczny wynosi 500 czy 400 zł?

Ochrona polskiej ziemi przed wykupem przez cudzoziemców i kapitał spekulacyjny. Prawo i Sprawiedliwość już 2 lata temu wniosło projekt takiej ustawy, uczestniczyłem w pracach nad tym projektem jako poseł i prawnik. Ten projekt powinien być niezwłocznie uchwalony, niestety, blokuje go obecna większość sejmowa.

Podczas debaty atakował Komorowskiego:

Pan był partyjnym prezydentem przez pięć lat. Podpisywał pan wszystko, co PO chciała. Podwyższenie wieku emerytalnego, podatki, zabranie bezpłatnego kierunku.

Pan chętnie zrzuci na mnie odpowiedzialność za wszystkich. Gdy będę prezydentem, będę odpowiadał za swoje działania. Trzeba uczestniczyć w integracji europejskiej. Trzeba powiedzieć jasno: w UE nie wolno mieć kompleksów, które dziś są widoczne na każdym kroku.

Pan prezydent Komorowski na trzy dni przed wyborami udaje gwałtowne zainteresowanie wsią, którą dotychczas znał chyba tylko z polowań na chłopskich polach.

Wbrew temu, co się wydaje, Bronisławowi Komorowskiemu i jego współpracownikom naród jest suwerenem przez cały rok, a nie tylko w czasie wyborów i to jego ma słuchać rząd!

W wieczór wielkiego zwycięstwa Andrzej Duda mówił:

Jest wielkim moim marzeniem, by spełniły się słowa, które mówiłem w trakcie kampanii: że prezydent jest wybierany przez Naród, że w każdym, najmniejszym zakątku Polski ludzie idą i głosują na prezydenta RP. Gdy zostaje wybrany, ma służyć narodowi i ma słuchać, być otwartym. Dlatego drzwi pałacu będą otwarte – dla inicjatyw, z którymi się zgadzam, i dla tych, z którymi zgadzał się nie będę. (…) To nie będzie prezydentura zamknięta, będziemy rozmawiali.

Oto kilka opinii po wyborze Andrzeja Dudy na prezydenta.

Jarosław Kaczyński: – Powiem, że jestem tak bardzo zadowolony i tak szczęśliwy, że od trzech dni kładę się już rano spać, bo całą noc nie jestem w stanie powstrzymać się przed świętowaniem. Andrzej Duda przerósł oczekiwania. Fantastyczna zdolność przemawiania, kontakt z ludźmi, determinacja, niezrażanie się, odporność, pracowitość...

Antoni Macierewicz (PiS): – Powiedzieć, że wszyscy przeżywamy wielką radość, to powiedzieć za mało. To nic nie powiedzieć. Wszyscy mamy świadomość, że przeżywamy czas wielkiego przełomu.

Aktor Jerzy Zelnik: – Jest świetnie wychowany, mądry. (…) To wspaniała osobowość!

Prof. Bogusław Wolniewicz: – Andrzej Duda podkreślał w kampanii wielokrotnie, że chce być prezydentem wszystkich Polaków. I chce wznieść Polskę ponad partyjne kontrowersje. Mam nadzieję, że to mu się uda. Chyba można powiedzieć, że obudziliśmy się dziś w nowej Polsce. Zaczął się nowy rozdział w historii naszego kraju. Patrzę na to z otuchą. Człowiekowi znowu chce się żyć w naszym kraju.

Beata Szydło: – Na razie jeszcze do końca nie dochodzi do mnie ten sukces, ale cieszę się, bardzo się cieszę i przede wszystkim mam ogromną satysfakcję dlatego, że jak startowaliśmy nikt nam nie dawał szans – Andrzejowi jako kandydatowi a też niewielu mi jako szefowej sztabu. Daliśmy radę.

The Economist: „Wybór nowego prezydenta Polski to przejaw młodego, pełnego energii konserwatyzmu”.

Chyba najlepiej nadzieje Polaków wyrazają słowa rodziców Andrzeja Dudy:

Całą jego działalność traktujemy jako misję. Liczymy na to, że uda mu się być prezydentem wszystkich Polaków, prezydentem, którzy szanuje każdego człowieka, że nas Polaków podniesie, żebyśmy czuli się godni i dowartościowani. I, to co wziął od Lecha Kaczyńskiego, żebyśmy na arenie międzynarodowej byli narodem dumnym, żebyśmy podnieśli się z kolan. Ta prezydentura będzie dla Polaków ostoją godności i wartości najwyższych. Prezydent to osoba, która myśli o wszystkich Polakach.

Zwolennicy Andrzeja Dudy powtarzają: Udał się nam Duda.

Oficjalne wyniki: Andrzej Duda uzyskał 51,55 proc., Bronisław Komorowski 48,45 proc. głosów.