Strona główna / Prosto z Polski / Magia Krynicy Zdroju

GP #18, 28 sierpnia 2010 r.

Magia Krynicy Zdroju

JAN SIWMIR

Dawno, dawno temu, pośrodku malowniczo położonej doliny w Beskidzie Sądeckim żył młody, zamożny rycerz i uboga pastereczka. Nikt nie dawał szans ich miłości, skoro nawet ojciec rycerza sprzeciwiał się małżeństwu z niczego nie posiadającą dziewczyną. A jak bardzo się sprzeciwiał, niech świadczy fakt, iż wysłał syna na wojnę. Tylko po to, by rozdzielić zakochanych. Rycerz wojnę szczęśliwie przeżył, lecz gdy wracał do domu, zaatakował go dziki zwierz, poranił i już wydawało się, że młody człowiek umrze, gdy jego głos usłyszała pastereczka, obmyła go wodą z tryskającego nieopodal źródła i... jej ukochany wyzdrowiał. Odtąd żyli długo i szczęśliwie. Ale diabeł nie odpuścił. Doszły do niego słuchy, że jest takie źródło, które przywraca życie i zdrowie, więc postanowił je zniszczyć. Podniósł wielki głaz z zamiarem zrzucenia go na źródło, jednak gdy zaczął dochodzić do celu, trzykrotnie zapiał kur, co – jak wiadomo – zwiastuje świt. Diabeł rzucił głaz tam, gdzie stał, i czmychnął wystraszony niczym zając. Źródło przetrwało, a kamień sam widziałem pod szczytem krynickiej Jaworzyny, toteż musi to być prawda. Chociaż czy kogut uratował źródło, czy też człowiek z krwi i kości – można by dyskutować. Czy rycerzem tym był Danko z Miastka, któremu przywileju założenia sołectwa Krzenycze w 1547 r. udzielił biskup krakowski Samuel Maciejowski?Niby Krzenycze wywodzą się od greckiego słowa krene czyli źródło, lecz tak naprawdę historia Krynicy rozpoczyna się od zupełnie innego człowieka.

W 1793 r., w czasie, gdy we Francji trzaskało raz za razem ostrze gilotyny, Bonaparte został mianowany generałem, Polska ulegała drugiemu rozbiorowi i właśnie rodził się nasz wybitny komediopisarz Aleksander Fredro, pewien austriacki urzędnik, Franciszek Stix von Saunbergen, pełniący wtedy funkcję komisarza cyrkularnego, wyasygnował całe 240 zł i kupił źródło oraz przyległe do niego grunty. Pierwszy właściciel uzdrowiska zdążył jedynie ocembrować źródło, zbudować dwa pierwsze budynki mieszkalne i stajnie. W 1800 r. musiał sprzedać posiadłość c.k. Zarządowi Państwa Muszyńskiego, gdyż został przeniesiony do Galicji Wschodniej. I może żałować, gdyż interes życia prawdopodobnie przeszedł mu koło nosa.

Kuracjusze, a przypominam, że wtedy „do wód” byle kto nie jeździł, wystosowali memoriał do samego cesarza, skarżąc się na brak pomieszczeń do kąpieli i zamieszkania na czas pobytu. W 1806 r. komisja zaleciła budowę łazienek i domów mieszkalnych, drogi z Nowego Sącza do Krynicy, oraz ustanowienie stanowiska lekarza zdrojowego. Lata 1808-16 to dalsza rozbudowa i rozkwit uzdrowiska. Przyjeżdżali tu możni z kraju i z zagranicy. Sielanka. Lecz już w 1852 r. uzdrowisko zaczęło upadać. Wojny napoleońskie, epidemia cholery, kiepskie zarządzanie... Nowa specjalna komisja z przewodniczącym prof. Józefem Dietlem otrzymała zadanie zakończenia istnienia przynoszącego same straty uzdrowiska. Jednakże przewodniczący nieoczekiwanie zakochał się w Krynicy i opracował plan ratunkowy. Plan ten przedstawiony pod obrady rządu został zaakceptowany. Chociaż już w 1877 r. przyjmowało kuracjuszy 11 domów uzdrowiskowych oraz 64 domy prywatne, pod koniec stulecia przyjeżdżało tu rocznie prawie 6000 osób.

Początek XX w. to następne dwa wydarzenia, które wpłynęły na renomę i wzrost popularności uzdrowiska. Doprowadzenie linii kolejowej w 1911 r. zwiększyło dostępność miejsca i podniosło wygodę podróżnych. Rok później zaczął swoje odwierty na terenie Krynicy prof. Rudolf Zuber. Podczas poszukiwań geolog trafił na nowe źródło, które zawierało najsilniejszą w Europie wodę leczniczą. Została ona nazwana od nazwiska odkrywcy Zuber. I pomyśleć, że geolog na całym świecie szukał ropy, a we własnym kraju znalazł wodę, która przecież w niektórych krajach jest droższa niż ropa. Ba, nie tylko woda jest tak cenna. Także gaz, który wydostaje się z tego źródła, jest wykorzystywany w celach medycznych a nawet spożywczych, służy bowiem do kąpieli suchych, nasycana jest nim woda Kryniczankaoraz piwo Okocim (beczkowane).

Okres międzywojenny to złoty wiek perły polskich uzdrowisk. Miejsce wypoczynku elit. Przyjeżdżały tu koronowane głowy. Tu swój kapitał ulokował Jan Kiepura, budując willę „Patria”. Powstały „Nowe łazienki Mineralne” i „Nowy Dom Zdrojowy”, lodowisko, tor saneczkowy, skocznia narciarska, pijalnia Jana i Józefa, elektrownia, kolejka linowa na Górę Parkową. Okres świetności niestety przerwała wojna. W czasie jej trwania tylko obywatele niemieccy mieli prawo korzystać z uzdrowiska, potem zaś niemieckie wojska, wycofując się, zabrały całe wyposażenie ośrodków. Dzieła zniszczenia dopełniła Armia Czerwona.

Dopiero pod koniec lat 50. nastąpiło odrodzenie, systematyczna odbudowa i rozbudowa połączona z konserwacją zabytków, które to prace trwają do dziś. Znajdą  Krynicy wszelkiego typu atrakcje zarówno ci, którzy chcą aktywnie spędzić czas, jak i ci, którzy nastawiają się na wypoczynek i relaks. Są stoki narciarskie, kryte baseny, basen otwarty, korty tenisowe, atrakcyjne szlaki turystyczne i widokowe, jak choćby szlak architektury drewnianej, kryte lodowisko, trasy rowerowe, trasy na narty biegowe, ścieżka zdrowia w przepięknym parku na zboczach Góry Parkowej, gdzie można wcześnie rano lub późnym popołudniem dostrzec pasące się jelenie i sarny.

Nie ma dnia, by coś się nie działo na deptaku lub w Pijalni Głównej, będącej jednocześnie dyżurnym miejscem rozrywki i kultury. To tu odbywa się Europejski Festiwal im. Jana Kiepury, Międzynarodowy Festiwal Gitarowy, Forum Ekonomiczne i wiele innych imprez od rangi regionalnej po światową. Warto odwiedzić Muzeum Nikifora, obejrzeć Przegląd Orkiestr Strażackich czy prezentację tańców regionalnych zespołów nie tylko polskich, ale i zagranicznych. Dla osób nastawionych na wypoczynek i relaks przeznaczone są gabinety odnowy, SPA, masaże, sauny, solaria, jaskinie solne, miejsca spacerowe w zadbanych parkach, a dla wybitnych leniwców powstało nawet kino 3D. Można pojechać zimą na kulig, a latem przejechać się dorożką. Koniecznie z rodowitym bacą, z którym potem zabalujemy do rana przy ognisku i pieczonym baranie.

Młodzi mogą poszaleć na dyskotekach, starsi na dancingach z muzyką z dawnych lat. W Krynicy także przebywają na turnusach odstresowujących żołnierze, którzy wrócili z misji i sam słyszałem i widziałem, jak zapewniali, że w dansoterapii biorą czynny udział nie dyskryminując żadnej kuracjuszki. A i żeńskiemu personelowi sanatorium też nie przepuszczą. Długo będę pamiętał pląsy i podśpiewywania kelnerki, chwalącej się, jakiego to młodego, fajnego żołnierza poderwała. Cały nasz stolik dostał z tej okazji dokładkę. Przejedliśmy się wtedy niemożliwie, bo co jak co, ale gotować to górale umieją. Jestem pewny, że nie znajdziecie w Krynicy miejsca, gdzie jedzenie zostało spaskudzone. Zwykła zapiekanka ze świeżej bułki, świeżych pieczarek i sera rozpływa się w ustach, co dopiero mówić o smażonym oscypku z żurawiną czy rydzach na maśle...

No tak, ja jak zwykle o jedzeniu, a tymczasem pobyt leczniczy w Krynicy zaczyna się już od pierwszego dnia przyjazdu, tutejszy klimat bowiem (porównywany z podalpejskim) z racji niskiej zawartości tlenu ma charakter bodźcowy, wzmacniający siły obronne organizmu. Tu trenują sportowcy nie tylko polscy, ale i zagraniczni. Czyste powietrze zawiera duże ilości ozonu i olejków eterycznych, wysoki stopień zalesienia okolicznych wzgórz koi nerwy. A to i tak nic w porównaniu z bogactwem wód mineralnych o właściwościach leczniczych. Aż przykro mówić, ale leczeniem przez wodę szczycą się przeróżne SPA na całym świecie, podczas gdy w większości z nich wykorzystywana jest zwykła woda. Oczywiście kąpiel w jacuzzi przy użyciu zwykłej wody będzie na pewno relaksująca, trudno ją jednak nazwać kąpielą leczniczą. W Krynicy jest inaczej. Weźmy chociażby prężne Uzdrowisko Krynica-Żegiestów S.A, które posiada 23 ujęcia wody, z czego siedem stosuje się do kuracji pitnej i do produkcji wody butelkowanej. Jeśli odkręcicie kran w Nowym Domu Zdrojowym, Łazienkach Mineralnych czy dawnym pensjonacie Kiepury „Patrii”, popłynie woda mająca walory lecznicze. Z pozostałych ujęć dostarczana jest woda do przeróżnego typu kąpieli mineralnych czy inhalacji. Prawdziwe sanum per aquam! Przy czym nie myślcie sobie Państwo, że sami musicie wiedzieć, którą wodę pić, jakie zabiegi stosować. Pacjent musi umieć tylko wykręcić numer +48 18 4715522, a kto ma trochę obycia z Internetem, może napisać na adres centralna-rezerwacja@krynica.com.pl. Pracownicy nie tylko pokierują, jak i co należy zrobić, ale też po przybyciu na miejsce pokażą okolicę, poinformują, w jaki sposób i z czego korzystać, i przede wszystkim skierują do lekarza. To jego zadaniem jest dobrać taki zestaw wód i taki zestaw zabiegów, żeby nie tylko nie zaszkodzić, ale skutecznie pomóc.

A jest w czym wybierać: bicze szkockie (moje ulubione), kąpiele perełkowe, solankowe, czterokomorowe, masaże klasyczne, wirowe, aquavibron – to zaledwie wierzchołek góry z zabiegami. Chciałbym zwrócić uwagę tylko na te, które są rzadkością w innych rejonach, czyli przede wszystkim na kąpiele gazowe, zawijania borowinowe i kuracje pitne. Najbardziej znaną wodą jest wielokrotnie nagradzana Kryniczanka. Dzięki wysokiej zawartości odpowiednich składników mineralnych zapobiega ona zawałom serca, obniża cholesterol, działa antystresowo i przeciwalergicznie. Słotwinka z racji potężnej zawartości magnezu jest skuteczna w leczeniu, nerwic i chorób neurologicznych oraz przewlekłych chorób przewodu pokarmowego, zawiera też sporo żelaza. Zuber zaś jest niezastąpiony w chorobie wrzodowej żołądka i dwunastnicy, w leczeniu chorób wątroby i dróg żółciowych, obniża poziom cukru we krwi a nawet... łagodzi objawy kaca. Tyle że przed wypiciem lepiej go rozcieńczyć na przykład wodą Jan, sam w sobie jest bowiem tak silną szczawą, że przeciętne kubki smakowe potocznie mówiąc wymiękają. Jan natomiast zalecany jest przede wszystkim w chorobach nerek i dróg moczowych. Moczopędny jak wszyscy diabli. Sprawdziłem.

Wprawdzie dawniej zalecano picie wody w ilościach ściśle odmierzanych (wg uncji) i po wypiciu zrobienie określonej ilości kroków, ale czasy się zmieniają, tempo życia i świadomość wzrasta, szamańskie dodatki nie są zatem potrzebne, wystarczy, gdy będziemy pili 1 szklaneczkę pół godziny przed jedzeniem. Trzeba też pamiętać, że niektóre wody należy lekko podgrzać przed wypiciem, ale z tym w Krynicy nie ma problemu, w każdej pijalni stoją mosiężne podgrzewacze, w które wstawiamy kubek (oj, mają tu wymyślne kubki, mają) lub szklankę, czekamy chwilę i gotowe.

Drugą rzeczą, dla której warto tu przyjechać, są zawijania borowinowe. Borowina jest rodzajem torfu leczniczego. Śmierdzi i wygląda jak nie przymierzając łajno krowy, która akurat dostała rozstroju żołądka, ale działa lepiej niż najlepszy antybiotyk. Wypakowany z worka torf wkłada się w gardziel maszyny wyglądającej jak gigantyczna maszynka do mięsa, nasyca się parą wodną, podgrzewa do temp. 42° Celsjusza i taka papka spływa do podstawionego wiadra, a stamtąd bezpośrednio wędruje na ciało pacjenta. Potem pacjent zawijany jest w folię, prześcieradło i dodatkowo okrywany kocem. Wszystko po to, by wywołać przegrzanie tkanek. Następuje pobudzenie krążenia krwi, spadek ciśnienia i przyspieszenie procesów przemiany materii, co oczyszcza organizm. Borowina działa też przeciwzapalnie i potęguje procesy immunizacyjne, stąd też stosowana jest w schorzeniach narządów ruchu, zespołach bólowych kręgosłupa, ginekologii, neurologii i urologii. Na kuracje borowinowe często przyjeżdżają panie, które mają problemy z zajściem w ciążę.

Natomiast kąpiel gazowa CO2 jest unikalnym wynalazkiem w skali Europy. Wykorzystuje ona naturalne pokłady gazów z zastosowaniem dwutlenku węgla, a przy tym eliminuje czynnik wodny. Zabieg ten jest skuteczny przy niektórych chorobach serca, chorobach reumatycznych czy zwężającym zapaleniu tętnic, a na tyle łagodny, że mogą z niego skorzystać osoby starsze i bardziej schorowane.

Generalnie Krynica słynie z leczenia chorób cywilizacyjnych związanych z przemianą materii, jak choćby cukrzyca, chorób układu pokarmowego, płuc, układu moczowego, schorzeń ginekologicznych, opóźniania procesów starzenia, a także słynie z rehabilitacji pourazowej ze względu na rozbudowaną bazę zabiegów na bazie wody i zabiegów ruchowych.

Na te zabiegi przyjeżdżają nie tylko Polacy, ale i pacjenci z Czech, Niemiec, Rosji i Izraela, a coraz częściej nawet ze Stanów Zjednoczonych, wysoki poziom usług bowiem za ułamek ceny, którą za podobne usługi musieliby zapłacić w swoim kraju, przyciąga coraz więcej ludzi zza granicy. Jarosław Handzel, prezes Uzdrowiska Krynica-Żegiestów, zapewnia, że jest w stanie dostosować zarówno ofertę indywidualną, jak i zbiorową dla klientów zza granicy, pomoc w transporcie z lotniska, pomoc w oswojeniu terenu, zapoznać z Krynicą tak, by nawet starsi czy bezradni ludzie mogli czuć się komfortowo od pierwszych dni pobytu w Krynicy. Dopiero co podpisana została umowa partnerska z uzdrowiskiem w Niemczech, dlaczego podobna nie miałaby być podpisana z uzdrowiskiem w Stanach Zjednoczonych? Dziś trzeba być otwartym na świat i szanować każdego pacjenta, który ma ochotę, czas i finanse, by korzystać z dóbr, jakie oferuje współczesna cywilizacja. A z tego, co wiem, nie tylko rodowici Niemcy czy Amerykanie tu przyjeżdżają, wiele osób pochodzenia polskiego wraca, żeby odwiedzić rodzinę lub wraca do kraju rodzinnego na stałe. Taki pobyt mógłby być świetnym pakietem aklimatyzującym w Polsce. Ja bywam w Krynicy od 15 lat, co dwa lata, wyjeżdżam stąd zrelaksowany, kipiący energią i co najważniejsze – z większym dystansem do oczekujących na mnie w domu problemów. Wszystko nagle przestaje być aż takie ważne i pilne, jak mi się to wcześniej wydawało. Po trzech tygodniach w sanatorium można z powrotem brać się z życiem za bary.

Po Krynicy oprowadzali: Małgorzata Komarnicka, która zaraziła mnie miłością do wód leczniczych, i Władysław Graban – poeta i fotograf odsłaniający magię i duszę perły polskich uzdrowisk.