Strona główna / Prosto z Polski / „Stawiamy czoła nowym wyzwaniom”

GP #18, 10 września 2011 r.

„Stawiamy czoła nowym wyzwaniom”

10 czerwca 2011 r. Sejm RP wybrał dr. Łukasza Kamińskiego na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, co momentalnie zaktywizowało polityków i dziennikarzy, a wszystkim zainteresowanym dało kolejną nadzieję na unormowanie i szybkie zakończenie tak kontrowersyjnego w Polsce procesu lustracji.

Zainteresowania badawcze dr Łukasza Kamińskiego koncentrują się wokół problematyki opozycji i oporu społecznego wobec reżimu komunistycznego w latach 1944-89. Dr Łukasz Kamiński jest między innymi autorem licznych edycji dokumentów, monografii i opracowań dotyczących tego okresu. Jest także inicjatorem międzynarodowych seminariów oraz konferencji naukowych traktujących o najnowszych dziejach Europy Środkowo-Wschodniej.

Z dr. ŁUKASZEM KAMIŃSKIM, prezesem Instytutu Pamięci Narodowej, rozmawia JAN SIWMIR.

Jan Siwmir: Moje pierwsze pytanie do niedawno zaprzysiężonego, nowego prezesa IPN, Łukasza Kamińskiego, nie może brzmieć inaczej. Jakie są Pana plany, preferencje i wizje działania instytucji badającej najtrudniejsze zagadki najnowszej historii narodu polskiego?

Łukasz Kamiński: Instytut Pamięci Narodowej i jego działalność są w dużym stopniu regulowane ustawą. Misja jest wyznaczona ustawą, a obszary działalności głównych elementów składowych IPN są dokładnie określone, tak więc prezes jedynie może narzucić jakby wizję realizacji ustawowej misji. Ja niewątpliwie chciałbym rozpocząć od pewnej reformy wewnętrznej. Chcę trochę z jednej strony zreformować Instytut, a z drugiej dostosować go do nowych wyzwań, jak na przykład rosnąca rola technologii informatycznych.

Jeśli chodzi o strategiczne kwestie, niektóre z nich były podjęte już wcześniej przez Radę, zanim nastąpił wybór nowego prezesa. To była przede wszystkim decyzja dotycząca podstawowych kierunków badawczych. W tej chwili wyznaczone są cztery priorytety. Pierwszy to kontynuowanie badań nad opozycją, Solidarnością, także rozszerzenie ich na wydarzenia roku 1956. Drugim jest rozpoczęcie badań nad dziejami partii komunistycznej; PZPR była ostatnio jakby w cieniu Służby Bezpieczeństwa, a trzeba opisać partię, która Służbą Bezpieczeństwa kierowała. Trzeci kierunek to są badania nad emigracją, nie tylko w kontekście rozpracowywania jej przez władze PRL, ale i nad całymi dziejami emigracji. Chcielibyśmy przygotować tutaj pewne nowe opracowania. Czwarty kierunek, paradoksalnie, być może najtrudniejszy, bo związany z problematyką, która wydawałaby się już dobrze znana, to znaczy z problematyką II wojny światowej. Wciąż wiele rzeczy wymaga zbadania. Natomiast w takim ustawianiu pewnej hierarchii niewątpliwie celem, jaki sobie postawiłem, jest wzmocnienie działalności edukacyjnej. Chciałbym, żeby te liczne już ustalenia naszych badaczy w większym stopniu przybliżać szerokiej publiczności.

Rozumiem, że w pierwszej kolejności nastąpi rozbudowa strony internetowej?

– Tak, tu na pewno nastąpią zmiany. Duża aktywność Instytutu na polu naukowym, edukacyjnym i archiwalnym jest niedostrzegana przez opinię publiczną. Chciałbym, żeby dostęp do tych informacji, jak też sprawdzonych informacji historycznych był łatwiejszy. W tej chwili IPN posiada aż kilkanaście stron edukacyjnych, lecz są one trochę rozproszone. Chcielibyśmy je w zintegrować i ułatwić dostęp do nich.

Czyżby docelowo pełny katalog i możliwość dotarcia do opracowanych dokumentów?

– Myślimy nad różnymi rozwiązaniami. Jest to dopiero w fazie projektów. Sam dostęp online dla wszystkich jest niemożliwy. Dostęp do dokumentów jako takich reguluje bardzo ściśle ustawa. Bardzo szczegółowo określone są kategorie osób, które mogą mieć dostęp do tych dokumentów, więc jakby takiego bezpośredniego dostępu nie będzie, natomiast będzie lepszy do ustaleń, wyników prac badawczych.

Jako przedstawiciela Gwiazdy Polarnej, pisma polonijnego, szczególnie interesują mnie działania dotyczące trzeciego kierunku w strategii IPN, czyli badania nad emigracją.

– Ja osobiście szczegółowo badaniami nad emigracją się nie zajmowałem. Oczywiście, spotykałem się jeszcze jako dyrektor Biura Edukacji z przedstawicielami środowisk emigracyjnych i polonijnych i wiem, że jest bardzo wiele problemów, które w jakiś sposób oczekują na rozwiązanie. W ramach generalnego opisu polskiej emigracji znajdzie się miejsce na opisanie tych spraw trudnych, związanych przede wszystkim z aktywnością władz PRL. Pamiętajmy jednak, że nie wszystko i nie zawsze da się wytłumaczyć działalnością jakiś złowrogich sił. Czasem naturalne uwarunkowania natury ludzkiej wchodzą w grę i stają się źródłem różnych kłopotów. Warto dopowiedzieć, że dobrze by było, żeby środowiska emigracyjne, czy środowiska polonijne, nie zawsze tylko oczekiwały na głos Instytutu Pamięci Narodowej. Jest w tych środowiskach wielu młodych badaczy, którzy korzystając z ustawowych możliwości dostępu do materiałów archiwalnych zapewne mogliby podjąć się wyjaśnienia różnych spraw. Instytut ma, niestety, ograniczone zasoby i środki i nie wszystkie sprawy jest w stanie opisać i wyjaśnić, natomiast w ramach obowiązującego prawa nasze archiwa są otwarte dla badaczy oraz dla dziennikarzy.

Czy jako dziennikarz miałbym możliwość zapoznania się z dokumentami zgromadzonymi przez IPN?

– Tak. W ramach określonych dość ścisłą procedurą, po wypełnieniu stosownych formularzy, jak najbardziej. Dziennikarze należą do kategorii osób, które ustawa dopuszcza do zasobów archiwalnych. Trzeba zaopatrzyć się w rekomendację ze strony redakcji, która by Pana upoważniła do przeprowadzenia takich badań i uzyska Pan wtedy dostęp do interesujących Pana materiałów, chociaż trzeba pamiętać, że czasem takie badania są rozczarowujące z punktu widzenia czy naukowców, czy dziennikarzy, bo musimy pamiętać o skali zniszczeń. Ogromna część materiałów archiwalnych została zniszczona.

To, co zostało, to jedynie kropla w morzu?

– Może nie aż „kropla w morzu”. Nie są to takie proporcje, natomiast znaczna część została zniszczona.

Po latach, czy teraz, z punktu widzenia Pana jako historyka, nie lepszym wyjściem było wtedy ujawnienie wszystkich materiałów i przeprowadzenie lustracji „metodą czeską”?

– Metoda czeska jest nader zmitologizowana, bo jak dzisiaj wiemy, miała ona szereg mankamentów, natomiast może lepszy byłby tutaj przykład niemiecki, gdzie dostęp do materiałów archiwalnych, przede wszystkim dla osób pokrzywdzonych był w miarę szybki i to pozwoliło rozwiązać dość wcześnie pewne problemy, chociaż do dziś funkcjonowanie naszego niemieckiego odpowiednika budzi emocje, mimo że minęło już dwadzieścia lat. Tak więc myślę, że z tego typu trudnymi problemami trzeba radzić sobie jak najszybciej. Im wcześniej, tym lepiej.

Z tą tezą jak najbardziej się zgadzam i dziękuję za wywiad.