Strona główna / Ze sportu / Hiszpania rozbiła Włochów

GP #15, 14 lipca 2012 r.

Hiszpania rozbiła Włochów

JERZY STOLAREK

Golf_1
Zwycięzcy Euro 2012 – dryżyna Hiszpanii. Fot. EPA

Do Kijowa było daleko, w dodatku nie miałem biletu na stadion, więc finał piłkarskiego święta – EURO 2012 – postanowiłem obejrzeć w telewizji. Miało to również i tę dobrą stronę, że pod ręką stała buteleczka schłodzonego piwa, z którą na stadion raczej nie wszedłbym…

Od samego początku mecz zapowiadał się pasjonująco, gdyż naprzeciw siebie stanęły utytułowane „jedenastki” Hiszpanii i Włoch. Zwłaszcza z drużyną Italii wiązałem spore nadzieje, po jej wspaniałym półfinałowym meczu z Niemcami w Warszawie. Ale niemal tuż po gwizdku sędziego rozpoczynającego finał okazało się, że to Hiszpanie odegrają w turnieju główną rolę.

Hiszpańska reprezentacja jako pierwsza w historii futbolu obroniła wywalczony przed czterema laty tytuł mistrzów Europy i zdobyła trzeci złoty medal z rzędu na wielkiej imprezie (EURO 2008, EURO 2012 i mistrzostwo świata w 2010 r.)! W finałowym meczu EURO 2012 rozgrywanym na Stadionie Olimpijskim w Kijowie, La Furia Roja rozbiła reprezentację Włoch 4:0 (2:0). Włosi przeżyli wielki dramat – już od 62. minuty musieli grać w dziesiątkę, po tym jak kontuzji nabawił się Thiago Motta, a Cesare Prandelli wykorzystał wcześniej komplet zmian. Piłkarzem meczu został Andres Iniesta.

Tworzenie historii? Chyba jednak nie to interesowało żadnego z piłkarzy, którzy wybiegli na murawę kijowskiego stadionu. Liczyło się tylko tu i teraz. Bycie wielkim, w świadomości kibiców i przede wszystkim własnej. Już w czasie grania hymnów narodowych łatwo można było dostrzec skupienie na twarzach wszystkich zawodników. Włosi, po dwóch nieudanych turniejach, przystąpili wreszcie do finału jako najładniej grająca dotąd drużyna na EURO 2012. Hiszpanie są natomiast wielcy i nikomu nie muszą tego udowadniać.

Ale od początku spotkania finałowego postanowili to jednak udowodnić. Mimo że ich trener Vicente del Bosque kolejny raz postanowił użyć zestawienia bez nominalnego napastnika, to właśnie jego drużyna od początku wyglądała nieco lepiej.

Sporo pracy miał zwłaszcza włoski obrońca Giorgio Chiellini, zazwyczaj absolutny twardziel nie do przejścia. Tym razem okazał się tym, który niespodziewanie nie udźwignął trudów spotkania o złoto... Dla ostoi włoskiej defensywy wszystko zaczęło się dobrze, bowiem na początku spotkania – wybijając piłkę spod nóg Davida Silvy – zapobiegł utracie bramki. Później Chiellini przeżył już swój osobisty dramat. W 14. minucie Włoch nie zdołał zablokować piłki pod linią końcową, gdy o tę walczył z Ceskiem Fabregasem. Hiszpan z sytuacji skorzystał, dogrywając ją idealnie na głowę wbiegającego na ósmy metr Davida Silvy. Strzał obok odprowadzającego futbolówkę wzrokiem Gianluigiego Buffona był już tylko formalnością.

Chwilę później Chielliniego już nie było na boisku, gdyż przy próbie wyprowadzenia akcji doznał kontuzji. Co ciekawe, to właśnie jego zmiennik, Federico Balzaretti, stworzył jak najlepszą szansę dla Włochów w pierwszych dwóch kwadransach. Obrońca Palermo kapitalnie dośrodkował piłkę z lewego skrzydła, czym sprawił ogromne kłopoty Ikerowi Casillasowi. Ten strącił wrzutkę przed siebie i miał ogromne szczęście, że nie stał tam akurat żaden z rywali.
Strzału z tej akcji nie było, ale rozpędzający się Włosi wcale nie mieli zamiaru się poddawać. Dużo ochoty do gry miał Antonio Cassano, który w 28. minucie ładnie „położył” w polu karnym Alvaro Arbeloę, ale uderzył wprost w hiszpańskiego bramkarza.

Znacznie więcej problemów Casillas miał z kolejną próbą napastnika reprezentacji Włoch, gdy ten huknął zza pola karnego. Ostatecznie skończyło się na strachu dla Hiszpanów.

Włosi coraz częściej dochodzili do sytuacji bramkowych, ale to Hiszpanie prowadzili grę. La Furia Roja z łatwością przedostawała się pod pole karne rywali, ale nie potrafiła sprawdzić czujności Buffona. Sprawdziła za to w 41. minucie czujność Leonardo Bonucciego. Okazało się, że ten nieco zaspał, bo złamał linię spalonego przy podaniu Xaviego do Jordiego Alby. Lewy obrońca Hiszpanów znalazł się sam przed włoskim bramkarzem i z zimną krwią tę sytuację wykorzystał.

Włoski trener Cesare Prandelli próbował ratować wynik zmianami. Po przerwie na boisku zameldował się Antonio Di Natale, a później – Thiago Motta. To ostatnie posunięcie włoskiego szkoleniowca okazało się fatalne w skutkach. Piłkarz błyskawicznie nabawił się kontuzji uda i z grymasem bólu musiał zejść do szatni.

To była 62. minuta i chyba tylko najwięksi optymiści wspierający drużynę w niebieskich trykotach mogli przypuszczać, że ich ulubieńcy odmienią losy spotkania. Stało się zupełnie przeciwnie. Hiszpanie zupełnie rozbijali raz za razem obronę Włochów. Trudno się dziwić, skoro ci mieli problemy z powstrzymaniem dziesiątków krótkich podań grając w komplecie, a co dopiero grając w osłabieniu...

Hiszpanie się bawili, próbując wjechać z piłką do bramki rywali. Zawodził jednak ostatni ruch – podanie, przyjęcie lub strzał. I tak było aż do 84. minuty. Właśnie wtedy wprowadzony 10 minut wcześniej na boisko Fernando Torres znalazł się, po kapitalnym podaniu od Xaviego, sam przed Gianluigim Buffonem. Precyzyjny strzał w długi róg znalazł drogę do siatki.
Jak się okazało, nie był to ostatni cios La Furia Roja w podłamanych Włochów. W 88. minucie Torres zamiast strzelać w doskonałej sytuacji, wystawił piłkę Juanowi Macie do pustej bramki. Ten natomiast przypieczętował trzeci w historii triumf Hiszpanów na mistrzostwach Europy!

I tak EURO 2012 dobiegło końca. Wbrew przewidywaniom i wieszczeniom niektórych mediów, okazało się ono sukcesem organizacyjnym Polski i Ukrainy – krajów organizatorów turnieju. Podkreślali to zarówno przedstawiciele UEFA z Michelem Platinim na czele (który już po wręczeniu medali Włochom i Hiszpanom powiedział: – Thank you Poland, thank you Ukraine, thank you Spain...), jak i akredytowani przy turnieju dziennikarze. Najważniejsze jednak, że pozytywne głosy na temat organizacji i przebiegu imprezy popłynęły z ust tysięcy kibiców, którzy odwiedzili areny piłkarskich zmagań w Polsce i na Ukrainie. Wielu z nich było wprost zaskoczonych polską gościnnością i atmosferą stworzoną wokół EURO 2012. Wygląda na to, że w świadomości Europejczyków wizerunek zapitego, brudnego Polaka przejdzie do lamusa. Pokazaliśmy się Europie z dobrej strony. Żeby tylko jeszcze wynik sportowy naszej reprezentacji był nieco inny...