Strona główna / Nasze sprawy / MAK Burdenki

GP #10, 4 maja 2013 r.

MAK Burdenki

MARIA SZONERT

W październiku 1943 r. Armia Czerwona wyparła wojska niemieckie z rejonu Smoleńska, a kontrolę nad katyńskimi dołami śmierci ponownie przejęło NKWD wraz z ekipą kontrwywiadu wojskowego Śmiersz. Grupa ta była kierowana przez Wsiewołoda Mierkułowa, tego samego, który wiosną 1940 r. osobiście realizował katyński rozkaz eksterminacji Polaków. Celem działania ekipy Mierkułowa jesienią 1943 r. było przeprowadzenie tzw. „dochodzenia wstępnego”, czyli przygotowanie miejsca zbrodni dla oficjalnej komisji śledczej ZSSR.

Ekipa Mierkułowa ogrodziła katyńskie doły śmierci i rozpoczęła intensywne prace ziemne – otworzono mogiły i utworzono dwa nowe miejsca pochówku zwłok. Funkcjonariusze NKWD umieszczali w grobach sfałszowane dokumenty, przygotowywali fałszywych świadków, a niewygodnych eliminowali. Działania te trwały trzy miesiące. W tym okresie dostęp do mogił mieli wyłącznie funkcjonariusze NKWD. Po zakończeniu przygotowań prowadzonych przez służby specjalne, 13 stycznia 1944 r. Biuro Polityczne KC WKP(b) podjęło uchwałę powołującą komisję śledczą, zwaną Komisją Burdenki. Komisja ta sporządziła raport znany jako „Raport Burdenki”, który winą za zbrodnię katyńską obciążył Niemców.

10 kwietnia 2010 r. miejsce katastrofy polskiego tupolewa natychmiastowym nadzorem objęła specjalna państwowa komisja Federacji Rosyjskiej, na czele której stanął prezydent Władymir Putin, a w jej skład wszedł minister obrony cywilnej, sytuacji kryzysowych i likwidacji skutków klęsk żywiołowych, Siergiej Szojgu. Na miejscu katastrofy polskiego rządowego statku powietrznego Tu-154M w Smoleńsku jako pierwsi pojawili się funkcjonariusze służb specjalnych Specnazu, którzy kontrolowali miejsce zdarzenia przez pierwsze trzy dni po katastrofie. 13 kwietnia 2010 r. badanie katastrofy smoleńskiej zostało przekazane Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu, zwanemu „MAK”. W styczniu 2011 r. MAK wydał raport obciążający winą za katastrofę smoleńską polskich pilotów, generałów oraz prezydenta RP.

W trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej mamy pełną jasność, że śledztwo rosyjskie zostało przeprowadzone z pogwałceniem podstawowych norm badania wypadków lotniczych, że raport komisji MAK to dokument nierzetelny, oraz że raport polskiej komisji Millera został wydany w oparciu o nierzetelny raport MAK. Warto pamiętać, iż raport komisji Millera z lipca 2011 r. powielił tezy raportu MAK, mimo że jeszcze w grudniu 2010 r. strona polska zgłosiła istotne zastrzeżenia do raportu MAK. Wtedy to strona polska zgłosiła 222 pisemne uwagi oraz wnioskowała o ponowne sformułowanie przyczyn katastrofy. Mimo że MAK zignorował polskie zastrzeżenia, komisja Millera, zgodnie z oczekwaniami wyrażonymi przez Dmitrija Miedwiediewa, wsparła kontrowersyjne tezy raportu MAK, które obciążały winą polskich piltów, generałów oraz prezydenta na podstawie nieprawidłowego odczytu nagrań z kokpitu.

Warto dodać, że rząd polski zaniechał wszelkich działań w sprawie badania przyczyn katastrofy smoleńskiej oraz że polska prokuratura dopuściła się skandalicznych zaniedbań i zaniechań podstawowych czynności procesowych w tej sprawie.

Sposób przeprowadzenia śledztwa smoleńskiego zarówno przez stronę rosyjską, jak i polską jest demonstracją braku szacunku dla poległych w Smoleńsku przywódców państwa polskiego. Pamięć o tych, którzy zginęli składając hołd rodakom pomordowanym z rozkazu katyńskiego, łączy wielu ekspertów i naukowców z całego świata wspierających prace Zespołu Parlamentarnego ds. Badania Katastrofy Smoleńskiej. Od wielu miesięcy niestrudzenie prowadzą oni żmudne i skomplikowane badania w celu wyjaśnienia przyczyn i okoliczności tej największej powojennej polskiej tragedii.

Ramifikacje prawne

Wprawdzie trudno w to uwierzyć, ale rząd polski dopuścił do tego, aby śledztwo katastrofy smoleńskiej zostało przeprowadzone poza nawiasem prawa. W dniu katastrofy z mocy prawa obowiązywało dwustronne porozumienie między Polską a Rosją w sprawie współpracy lotnictwa wojskowego. Trzeciego dnia premier Putin stanął na stanowisku, że lot do Katynia był cywilną pielgrzymką, w związku z czym katastrofa smoleńska winna być badana według Międzynarodowej Konwencji Lotnictwa Cywilnego, zwanej Konwencją Chicagowską. Rząd polski wyraził na to zgodę. Wkrótce potem organizacja nadzorująca implementację Konwencji Chicagowskiej oświadczyła, że polski Tu-154M należący do 36. pułku polskiego lotnictwa wojskowego, który w locie o statusie „Head” uległ katastrofie w Smoleńsku, nie był cywilnym statkiem powietrznym. Był to statek powietrzny państwowy w klasycznym tego słowa znaczeniu. Dlatego też badanie katastrofy smoleńskiej nie mogło podlegać jurysdykcji Konwencji Chicagowskiej, którą stosuje się wyłącznie do statków powietrznych cywilnych. W tej sytuacji Rosja oświadczyła, że wprawdzie Konwencja Chicagowska nie ma zastosowania, ale Rosja sama zobowiązuje się przeprowadzić śledztwo smoleńskie według załącznika 13 do tejże konwencji. Strona polska ponownie nie oponowała. W efekcie Rosja pogwałciła niemalże wszystkie normy badania wypadków lotniczych i większość przepisów załącznika 13. Ponieważ jednak strona polska zgodziła się na procedowanie poza ramami prawnymi zarówno Konwencji Chicagowskiej, jak i umowy dwustronnej, śledztwo znalazło się w luce prawnej, która nie daje stronie polskiej mechanizmu egzekwowania od Rosji należytego przeprowadzenia śledztwa. Krótko mówiąc, zdaje Polskę na dobrą wolę Rosji.

Analiza techniczna

Tymczasem zarówno niezależni eksperci współpracujący z zespołem parlamentarnym, jak i biegli polskiej prokuratury dokonali w ciągu ostatniego roku istotnych ustaleń wskazujących na fałszowanie, niszczenie i manipulowanie dowodami. Udowodnili też poza wszelką wątpliwość, że wnioski zawarte w raporcie MAK-u i komisji Millera są nieprawidłowe, oraz stwierdzili, że tupolew uległ katastrofie w wyniku eksplozji, jaka miała miejsce w powietrzu, na niskiej wysokości.

Hipoteza wybuchu od pierwszych dni po katastrofie budziła wśród Polaków niezdrowe emocje. Do momentu ogłoszenia w Rzeczpospolitej artykułu informującego, że polscy biegli wykryli środki wybuchowe na wraku tupolewa, o wybuchu w Smoleńsku, tak jak kiedyś o mordzie w Katyniu, nie wolno było głośno mówić. Jednak histeryczna reakcja władz oraz żałosne wysiłki polskiej prokuratury, aby zataić wyniki badań przeprowadzonych przez polskich biegłych jesienią 2012 r. w Smoleńsku, przełamały niepisane tabu i dziś można już prowadzić racjonalną debatę nad przesłankami wskazującymi na wybuch w tupolewie.

Na eksplozję w powietrzu wskazuje wiele dowodów. Jak wynika m.in. z rosyjskiego protokołu oględzin miejsca zdarzenia z dnia katastrofy, rozpad samolotu w powietrzu rozpoczął się w odległości ok. 50 metrów przed pancerną brzozą, w miejscu, gdzie czarne skrzynki wykazały drgania silników samolotu oraz awarię generatorów prądu. Według protokołu oględzin miejsca zdarzenia, wiele mniejszych i większych fragmentów samolotu wisiało na drzewach, leżało na dachach pobliskich budynków oraz pokrywało wąwóz i obszary, nad którymi przelatywał tupolew. Kilkadziesiąt metrów za brzozą nastąpiło urwanie końcówki lewego skrzydła w taki sposób, że krawędź przednia tego skrzydła (sloty) nie została zniszczona, a rekonstrukcja skrzydła wykazała powstanie ogromnej dziury wewnątrz, za krawędzią przednią. Skrzydło to urwało się prawdopodobnie w miejscu ukrytego sygnału TAWS 38. Nastąpił też drugi wybuch, który spowodował rozprucie się środkowej części kadłuba wzdłuż osi oraz otwarcie i wywinięcie ściany z sufitem na jedną stronę i drugiej ściany na przeciwną stronę. Taka konfiguracja środkowej części kadłuba została zarejestrowana na zdjęciach z wrakowiska. Symulacja wybuchu kadłuba przeprowadzona przez Sandia National Lab, która tłumaczy zachowanie się kadłuba po wybuchu, zgadza się z konfiguracją kadłuba w Smoleńsku zarejestrowaną na zdjęciach z wrakowiska.

W tym samym czasie, kiedy środkowa część kadłuba ulegała rozpruciu, przód i tył samolotu zostały od niego oderwane. Tak więc z wysokości ok. 30 metrów, gdzie najprawdopodobniej nastąpił wybuch, spadło na ziemię tysiące fragmentów samolotu, niektóre większe części kołami do góry, inne kołami do dołu. Dlatego też nie ma śladu krateru na wrakowisku. Krater taki musiałby powstać, gdyby w miękkie podłoże runął cały samolot jako jedna masa.

Na wybuch wskazuje również stan zwłok. Rzadko spotykane rozczłonkowanie zwłok, fakt, że wiele ciał na wrakowisku znaleziono bez odzieży wierzchniej, oraz duży rozrzut szczątków ludzkich to tylko nieliczne przykłady z całej masy faktów wskazujących na wybuch. Obecność środków wybuchowych zidentyfikowana przez polskich biegłych została potwierdzona przez niezależne specjalistyczne badania laboratoryjne fragmentów ubrania jednej z ofiar wykonane na zlecenie rodziny.

Dowody w sprawie katastrofy smoleńskiej były systematycznie niszczone, manipulowane, zatajane i fałszowane. Szeroko znane są fakty przeniesienia fragmentu samolotu w nocy z 11 na 12 kwietnia 2010 r., rażąco błędna interpretacja nagrań z kabiny pilotów czy też ukrycie na mapie bardzo istotnego punktu TAWS 38, oraz brak połowy sekundy danych natychmiast po sygnale TAWS 38, kiedy to samolot gwałtownie zmienił kierunek lotu i zaczął spadać. Ponadto trajektoria pionowa wyznaczona za pomocą sygnału TAWS udowadnia, że samolot nie znajdował się na wysokości 5-7 metrów nad ziemią w okolicy pancernej brzozy. Jednak nawet gdyby był na takiej wysokości i uderzył w brzozę, to w wyniku tego zderzenia nie mógł utracić 6 metrów lewego skrzydła. Są to jedynie przykłady całej masy problemów wynikających z raportów MAK i Millera.

Niestety, progres w dochodzeniu do prawdy o katastrofie smoleńskiej jest okupiony wysoką ceną. Osoby angażujące się w obywatelskie śledztwo smoleńskie są systematycznie oczerniane i dyskredytowane w oczach polskiej opinii publicznej przez rządowe media oraz Komisję Millera. Kilka osób związanych z obywatelskim śledztwem smoleńskim zmarło w niewyjaśnionych okolicznościach. W październiku 2012 r. Remigiusz Muś, nawigator polskiego JAK-a 40, który wylądował w Smoleńsku na krótko przed tupolewem, został znaleziony martwy w piwnicy swojego bloku. Remigiusz Muś, który po wylądowaniu w Smoleńsku rozmawiał z załogą nadlatującego tupolewa oraz przysłuchiwał się rozmowie kapitana Protasiuka z rosyjską wieżą kontroli lotów, był najważniejszym świadkiem w śledztwie smoleńskim.

Ofiary i rodziny

Nie tylko naukowcy, dziennikarze i świadkowie są prześladowani za Smoleńsk. Również rodziny ofiar katastrofy są traktowane przez rząd, media i prokuraturę w sposób okrutny.

Przypomnijmy tylko niektóre ciosy, jakie spadły na rodziny ofiar.

Szczątki ciał ich najbliższych nie zostały dokładnie zebrane z miejsca katastrofy. W efekcie szczątki ofiar, szczególnie z kabiny, w której znajdowali się generałowie, były dowożone do kraju przez kilka tygodni, kremowane za radą przedstawicieli rządu, a następnie oddawane rodzinom w celu tzw. dochowków.

Dziś wiadomo, że nikt z Polaków nie był obecny w momencie zamykania i lakowania trumien w Moskwie. Wiadomo również, że w czasie identyfikacji zwłok w Moskwie rodziny poinformowano, że nie będzie im wolno otwierać trumien w Polsce. Z niewiadomego powodu polska prokuratura zaniechała przeprowadzenia autopsji zwłok po powrocie trumien do kraju, mimo że prawo polskie nakłada na prokuraturę obowiązek przeprowadzenia autopsji z urzędu, jeśli zgon obywatela polskiego następuje za granicą.

Telefony komórkowe ofiar katastrofy nie zostały rodzinom zwrócone. Znane są przypadki niszczenia rzeczy osobistych ofiar katastrofy przez polskie władze bez zgody rodziny oraz kradzieży kart kredytowych ofiar z miejsca katastrofy przez Rosjan.

Raporty sądowo-medyczne otrzymane z Rosji okazały się w takim stopniu nieprawidłowe, że zaistniało podejrzenie pomylenia zwłok. W efekcie sześć ciał do tej pory ekshumowanych pochowano w niewłaściwych grobach. Ten stan rzeczy powoduje, że pozostałe rodziny nie mają żadnej pewności, że w ich rodzinnych grobach rzeczywiście zostali pochowani ich najbliżsi.

W trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej warto przypomnieć, że legitymacja demokratycznej władzy opiera się na odpowiedzialności rządzących i uczciwości w relacjach międzyludzkich, a nie na użyciu siły, podstępu, przekupstwa i kłamstwa. Musimy pokonać strach i obalić mury, które uwięziły prawdę smoleńską. Nie wolno nam ustawać w dochodzeniu do prawdy, gdyż tylko prawda zagwarantuje nam bezpieczną i godną przyszłość oraz zapewni Polsce niepodległy byt.