Strona główna / Nasze sprawy / Prowadził ich Bóg

GP #18, 5 września 2015 r.

Prowadził ich Bóg

Pielgrzymka
(fot. Sabina Szafrankowska)

MACIEK MAJEWSKI

Sabinę Szafrankowską znają wszyscy pielgrzymi. I to nie tylko dlatego, że po raz 25. uczestniczyła w pielgrzymce do Amerykańskiej Częstochowy w Doylestown, w stanie Pensylwania. Także dlatego, że 77-letnia Sabina jest wszędzie, na szpicy i z tyłu. Ustawia do zdjęć, popędza, wstrzymuje.
Sabina Szafrankowska jest artystką fotografikiem, członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików i Polsko-Amerykańskiego Klubu Fotografika w Nowym Jorku. Od lat rejestruje aparatem fotograficznym historię kolejnych pielgrzymek. Własnym sumptem wydała piękny album The Christian Elite, czyli „Elita Chrześcijaństwa”. – Nas, pielgrzymów, tak właśnie nazywają – wyjaśnia Sabina.

Zaczęłam od 2. pielgrzymki w 1988 r. – opowiada pani Sabina. – W następnych latach dwie pielgrzymki opuściłam, ale tylko dlatego, że szłam z Warszawy do Częstochowy.

Sabina żyje pielgrzymką, jest jej wielką entuzjastką. – Pielgrzymka to rekolekcje w drodze, wzbogaca ducha, wzmacnia siły fizyczne i duchowe – wyjaśnia.

Stąd też pielgrzymki przyciągają nie tylko dorosłych, starszych, ale i młodzież, bo na nich odnajdują Boga, zasady współżycia, normy etyczne, prawdę.

Pielgrzymka ruszyła 6 sierpnia z Great Meadow w New Jersey. Wcześniej, o 4.00 rano wyruszyły z Greenpointu i Ridgewood autobusy z pielgrzymami. Każdy z nich wziął dwie pary butów, dwie pary skarpetek na dzień, płaszcz przeciwdeszczowy, śpiwór, ubranie na cztery dni, plecak i namiot. Nie wszystko było niesione, część bagaży jechała samochodem.

Postoje były robione co kilka godzin. To była przerwa na posiłek, ale i modlitwę czy kontemplację – mówi Sabina.

Pielgrzymka porusza się w grupach: na czele najstarsi, później młodzieżowa, a na końcu amerykańska. Wieczorem, w parku lub na farmie jakiś amerykańskich katolików, odprawiane są zbiorowe msze.

Nad strawą duchową czuwają księża i zakonnicy, a nad siłami fizycznymi pani Zofia Koc. To dzięki niej pielgrzymi mają siły na pokonanie 57 mil z Great Meadow do Doylestown.

Przygotowanie trzech posiłków dziennie dla kilku tysięcy pielgrzymów to nie lada harówka – powiedziała Zofia Koc (65 l.).

Pochodząca ze wsi Frydman (17 km od Nowego Targu) góralka uwielbia jednak swoją misję. Bo jak inaczej można to nazwać? – Przez te cztery dni praktycznie nie śpię, położę się może na 2 godziny, by nogi trochę odpoczęły – mówi Zofia Koc. Ona wszystkim rządzi, ale ma do pomocy 5 osób, nie licząc ochotników.

Najbardziej jednak jestem szczęśliwa z faktu, że nikt nie zachorował, nikt się nie zatruł – podkreśla pani Zofia. A przecież w tych upałach nie było o to trudno. – My jednak wszystko przygotowujemy „na świeżo”, u nas nic nie jest mrożone – dodaje.

A pracy było po łokcie i jeszcze wyżej. – Przygotowałam 3 tys. kurczaków, 2500 porcji kiełbasy – mówi Koc.

Ale najbardziej pani Zofia jest dumna z barszczu, który zrobiła na zakwasie. – Wyszło dziewięć baniaków barszczu (każdy po 150 litrów). Wszystkim bardzo smakował – podkreśla.
To jest harówka, ale pani Zofia Koc już nie może doczekać się następnej. – Ja tym żyję, cieszę się, że w ten sposób mogę służyć Bogu – mówi.

Już w Amerykańskiej Częstochowie odczytano list do pielgrzymów biskupa pomocniczego diecezji brooklyńskiej Witolda Mroziewskiego. „Niech duchowa łączność i wzajemna modlitwa pomagaja nam odnaleźć Boga na drogach naszej ziemskiej pielgrzymki” – napisał nowy polski biskup w Ameryce.

Sabina wróciła zmęczona, ale naładowana energią. – Nabrałam sił do walki z przeciwnościami życia – mówi. – Nie mogę już doczekać się przyszłorocznej pielgrzymki. Na pewno pójdę. Chcę, by przez resztę życia prowadził mnie Bóg. Tak jak teraz, na drodze z Great Meadow do Amerykańskiej Częstochowy w Doylestwon.

Cały czas blisko Boga

Pielgrzymi cały czas w różnej formie chwalą Boga. Dzień zaczyna się od „Ojcze nasz”, potem są godzinki odśpiewane do Najświętszej Marii Panny. W drodze pielgrzymi śpiewają pieśni i odmawiają różaniec.

W piątki odprawiana jest Droga Krzyżowa, na której czytane są intencje i prośby wiernych, a więc to wszystko, co nurtuje pielgrzymów. Pierwszego dnia dołączono także modlitwy o dar Ducha Świętego dla prezydenta Andrzeja Dudy.

W tegorocznej pielgrzymce brali udział wierni z Nowego Jorku, New Jersey, Pensylwanii, Connecticut, Florydy, Chicago, San Francisco, Płn. Karoliny, Kolorado, a także z Polski.

Zaczęło się od pielgrzymki rowerowej

W zakończonej w niedzielę, 9 sierpnia, 28. pielgrzymce do Amerykańskiej Częstochowy w Doylestwon uczestniczyło 4 tys. pielgrzymów. I pomyśleć, że w pierwszej, w 1987 r., tych pielgrzymów była garstka – zaledwie 17 osób. W następnym roku, na drugiej pielgrzymce, było już 84 pielgrzymów, a w 1989 r. szło ich już 300.

Mało kto wie, że to polskie pielgrzymowanie z Great Meadow w New Jersey do Amerykańskiej Częstochowy zaczęła Emilia Gołaszewska, siostra zmarłej przed rokiem jasnogórskiej organistki, kompozytorki i dyrygentki, Alicji Gołaszewskiej. To właśnie jej zawdzięczamy znaną niemal na całym świecie pieśń Czarna Madonna i wiele innych utworów maryjnych.

Emilia Gołaszewska przejechała trasę pielgrzymki na rowerze. W następnym roku była już uczestniczką pieszej pielgrzymki. I tak to się zaczęło.

W pielgrzymce uczestniczą dwie grupy: ci co w drodze, a druga to ci, którzy służą pielgrzymom. Ta ostatnia składa się z ok. 200 osób.

Posiłki w tym roku wydawała młodzież. Nie można nie wymienić Edwarda Kuleszy, który ze swoimi dziećmi i furgonetką służy pomocą pielgrzymom.

Pielgrzymi dziękują także darczyńcom: piekarni Syrena i sklepowi Kiszka na Greenpoincie za przekazane dary, a także różnym polskim biznesom w New Jersey.