Strona główna / Nasze sprawy / Fundacja Kościuszkowska

GP #22, 1 listopada 2014 r.

Fundacja Kościuszkowska: najwspanialszy „most”
Bohatera Obojga Narodów

Wśród Amerykanów Tadeusz Kościuszko jest jedną z mniej znanych postaci historycznych. W dodatku jego nazwisko przekręcane jest na wszelkie sposoby, zarówno w piśmie, jak i w mowie. Wielu kojarzy jednak, że „Kos-kyasko” to ktoś, kto zasłużył się dawno temu w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych – zdolny generał-inżynier, który ufortyfikował West Point. Pytani o szczegóły, Amerykanie zazwyczaj stwierdzają, że Kościuszko był ważnym i godnym szacunku Polakiem, ale na tym praktycznie kończy się ich wiedza.

Kościuszko w Polsce i wśród Polonii to jeden z największych bohaterów, chluba naszego narodu. Bojownik o „waszą wolność i naszą”. Ktoś, kto 24 marca 1794 r., ogłaszając zbrojne powstanie przeciwko zaborcy rosyjskiemu, złożył przysięgę na krakowskim Rynku, zapewniając rodaków, że „powierzonej mi władzy na niczyj prywatny ucisk nie użyję, lecz jedynie jej dla obrony całości granic, odzyskania samowładności narodu i ugruntowania powszechnej wolności używać będę”.

Za swoje zasługi Kościuszko uhonorowany jest wieloma pomnikami, zarówno w Polsce, jak i w USA, a najsłynniejsze z nich zostały umieszczone na Wawelu i w West Point. Jego nazwisko nosi niezliczona ilość ulic w Stanach Zjednoczonych i w Polsce. Nie ma też chyba większego miasta w Ameryce, gdzie nie byłoby mostu Kościuszki.

Ale najwspanialszym pomnikiem-mostem zbudowanym na jego cześć – przynajmniej dla mnie – jest Fundacja Kościuszkowska, która już od 89 lat łączy Stany Zjednoczone z Polską. Łączy ona nasze kraje w dziedzinach edukacji, nauki i kultury. Dzięki niej, co roku do Polski przybywa wielu amerykańskich studentów, naukowców czy autorów. Ruch na tym „moście” odbywa się też w odwrotną stronę – do USA przyjeżdżają polscy stypendyści, badacze, inżynierowie i dziennikarze. Taki właśnie jest cel działania Fundacji, która w miarę swojego rozwoju zajęła się również popularyzowaniem kultury polskiej w USA.

Fundacja została formalnie stworzona w 1925 r., dokładnie 150 lat po tym, jak Tadeusz Kościuszko przybył do Ameryki, by wstąpić w szeregi nowo powstałej armii powstańczej walczącej o niepodległość 13 zbuntowanych kolonii. Pomysłodawcą Fundacji i zarazem jej głównym „budowniczym” był polski emigrant z maleńkiej Rakszawy, Szczepan Mierzwa, który jako 17-letni chłopak przybył w 1910 r. do Stanów, by rozpocząć nowe życie w wolnym kraju. Młody Mierzwa uwierzył w potęgę edukacji i dzięki niej zaczął robić karierę naukową, kończąc studia magisterskie na Harvardzie i stając się w 1922 r. wykładowcą w Drake University.

Mimo że zmienił nazwisko na Stephen Mizwa, Szczepan Mierzwa był bardzo dumny ze swojej polskości i pragnął zainicjować wymianę naukową pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a rodzinną Polską, która właśnie odzyskała niepodległość. W tym zamierzeniu pomógł mu profesor Henry Noble MacCraken, rektor Vassar College, który odwiedził właśnie Kraków i w pochlebnych słowach oceniał działalność Uniwersytetu Jagiellońskiego. Tak powstał Polsko-Amerykański Komitet Stypendialny, prekursor Fundacji Kościuszkowskiej. Pierwszym posunięciem Komitetu był zakup maszyny do pisania, na której Mizwa mozolnie wystukiwał listy do potencjalnych sponsorów i donatorów, a pierwszym sukcesem była dotacja w wysokości 5 dolarów.

Wkrótce potem Mizwa poprosił profesora Władysława Wróblewskiego, by objął kierownictwo Komitetu. W ten sposób nowa organizacja od początku związała się z Uniwersytetem Jagiellońskim, ponieważ przed przybyciem do Waszyngtonu, gdzie wysłał go tymczasowy rząd odrodzonej Polski, Wróblewski wykładał prawo na UJ. Dzięki entuzjazmowi i zaradności Mizwy, Komitetowi udało się zebrać dostateczną sumę, by pomóc dziewięciu studentom z Polski podjąć studia na Harvardzie, Yale i Columbii. Jednocześnie Komitet wysłał jednego amerykańskiego profesora do Krakowa, by prowadził wykłady na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Zachęcony tym sukcesem, Mizwa postanowił stworzyć „żywy pomnik dla Tadeusza Kościuszki” – by upamiętnić 150. rocznicę jego przybycia do Stanów Zjednoczonych. W tym celu chciał zebrać milion dolarów na tzw. „fundusz żelazny”, który, odpowiednio zainwestowany, mógłby generować potrzebne dochody, a dzięki temu – jak to sam później ujął – „umożliwić przyszłym pokoleniom w odrodzonej Polsce studia w Ameryce, by poznać naród, za którego wolność walczył Kościuszko. Aby również młodzi Amerykanie mogli studiować w Polsce i poznać naród, który Kościuszkę dał światu”. Ponieważ do zarządzania takim Funduszem potrzebna była korporacja, Mizwa zarejestrował w Nowym Jorku Kosciuszko Foundation, Inc.

Fundacja pierwszą swoją siedzibę miała w Polskim Konsulacie w Nowym Jorku, przy Trzeciej Alei i 57. Ulicy. W wyniku ogromnych wysiłków, początkowo udało się zebrać $43.575, z czego większość ofiarowali życzliwi Polsce Amerykanie. Nie zniechęciło to profesora Mizwy, który trudne początki skomentował żartobliwie: „Miałem wytrwałość polskiego chłopa, entuzjazm fanatyka i wiarę, że prędzej czy później zbierzemy milion dolarów”. Na ten milion trzeba było jednak długo poczekać. Dopiero w 1969 r. audyt finansowy Fundacji wykazał, że „Fundusz Żelazny” osiągnął $1.029 .948.

Pierwszym prezesem Fundacji został, za namową Mizwy, profesor MacCraken. Było to bardzo trafne posunięcie ze strony Mizwy, a zarazem pokazujące, że nie chodziło mu o zaszczyty dla siebie, ale o dobro przedsięwzięcia. Mizwie udało się również przekonać znanego przemysłowca, Samuela Vauclaina, prezesa Baldwin Locomotives Works (przedsiębiorstwa, które sprzedawało lokomotywy do Polski), by zasiadł w Radzie Powierniczej Fundacji. Jeszcze innym osiągnięciem Mizwy, który znacznie podniósł prestiż Fundacji, było uzyskanie w 1927 r. pozwolenia od profesor Marii Skłodowskiej-Curie, by jej nazwiskiem nazwać program stypendialny. Poparcie laureatki Nagrody Nobla otworzyło Fundacji wiele drzwi.

Od tego momentu profesor Mizwa prawie dwadzieścia lat niestrudzenie przemierzał Stany Zjednoczone, by skłonić rodaków i sympatyków Polski do finansowego wsparcia Fundacji. Poparcie nadchodziło też z najbardziej nieoczekiwanych stron. W odpowiedzi na list Mizwy do wydawcy Afro-amerykańskiego czasopisma, w którym Mizwa wspomniał, że kiedyś Kościuszko swoją generalską gażę przeznaczył na uwolnienie niewolników, wydawca ów skierował apel do czarnoskórych dzieci z Bilkens Club z prośbą o dotację. Efekt był wzruszający. Fundacja otrzymała tysiąc dziesięciocentówek od dzieci, które chciały odwdzięczyć się Kościuszce za jego szlachetność.

Bardzo ważnym zdarzeniem w historii Fundacji było uzyskanie stałej siedziby w prestiżowej części Manhattanu. W 1944 r. na rynku nieruchomości pojawiła się piękna kamienica „Van Alen”, przy 65 Ulicy i Madison Avenue. Właścicielka, pani Patterson – wdowa po znanym przemysłowcu amerykańskim – wystawiła go na sprzedaż za $275.000. Profesor Mizwa tak ujmująco przedstawiał cel, jakiemu kamienica miała służyć, że pani Patterson w niezwykle szlachetnym geście obniżyła cenę do $85.000. W następnych latach, widząc efekty działalności Fundacji, pani Patterson dołożyła nawet $16.000, by pomóc spłacić pożyczkę.

Osobiście zetknąłem się z Fundacją po raz pierwszy w 1983 r., gdy pracowałem jako wykładowca języka polskiego w Instytucie Polonijnym przy Uniwersytecie Jagiellońskim oraz jako opiekun studentów zagranicznych Letniej Szkoły Kultury i Języka Polskiego. W tym trudnym roku (był to drugi rok stanu wojennego), Fundacja przysłała do Polski kilkadziesiąt osób, które uczyły się języka, historii i polskiej kultury na cztero- i sześciotygodniowych kursach. Moi podopieczni byli pierwszymi „prawdziwymi” Amerykanami, jakich miałem okazję bliżej poznać. Rola „mostu” między USA i Polską, jaką Fundacja zawsze spełniała, była wówczas szczególnie ważna, bo komunistyczna Polska zabraniała kontaktów z Wolnym Światem. Uniwersytet Jagielloński, z racji swoich historycznych powiązań z Fundacją, był wówczas jedną z nielicznych uczelni, które mogły prowadzić wymianę naukową ze Stanami Zjednoczonymi.

Fundacja miała wówczas swojego czwartego prezesa; był nim profesor Albert Juszczak, wykładowca New York University. W okropnych czasach polskiego stanu wojennego, gdy komunistyczny reżim pod wodzą znienawidzonego generała Jaruzelskiego starał się zniszczyć Solidarność i odizolować Polskę od zachodnich wpływów, profesorowi Juszczakowi udało się utrzymać ścisłe kontakty między Fundacją Kościuszkowską a Uniwersytetem Jagiellońskim i Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. Była to kontynuacja ważnej tradycji – niemal od samego początku swojego istnienia Fundacja angażowała się w akcje charytatywne na rzecz Polski oraz polskich żołnierzy i patriotów, którzy znaleźli się na obczyźnie po zakończeniu II wojny światowej.

Profesor Albert Juszczak był prezesem przez dziewięć lat, do 1987 r. Warto tu wspomnieć, że profesor MacCraken pełnił swoją funkcję najdłużej, bo aż 30 lat. I trzeba podziwiać profesora Mizwę, że przez tyle lat cierpliwie działał w cieniu, będąc siłą sprawczą prawie wszystkich ważniejszych przedsięwzięć Fundacji. Został on zasłużenie drugim prezesem w 1955 r. i funkcję tę sprawował przez 16 lat. Potem przez 8 lat szefem Fundacji był profesor Eugene Kusielewicz, wykładowca historii na St. John’s University.

W momencie mojego kolejnego kontaktu z Fundacją Kościuszkowską, gdy próbowałem zorganizować wycieczkę absolwentów UJ na uroczyste otwarcie roku akademickiego, jej prezesem był Joseph Gore, z wykształcenia prawnik. Dzięki niemu doszło do pierwszego poważnego zbliżenia Fundacji z Polsko-Słowiańską Federalną Unią Kredytową („Naszą Unią”) – potężną polonijną instytucją finansową założoną w 1976 r. na brooklyńskim Greenpontcie, a skupiającą już wtedy prawie 70 tys. członków.

Przez wiele lat Nasza Unia i Fundacja rozwijały się jakby równolegle. Unia kojarzona była z Polonią z Greenpointu, z „nową” emigracją, która masowo rozpoczęła się na początku lat 80. ubiegłego stulecia. Fundacja zaś postrzegana była jako organizacja elitarna, zdominowana przez „starą” emigrację, która od nowej, populistycznej emigracji wolała utrzymywać wygodny dystans. Ale sytuacja ta i związane z nią percepcje stopniowo ulegały zmianie. W 2006 r., gdy pełniłem funkcję szefa marketingu i PR w Naszej Unii, prezes Gore zgodził się na przeprowadzenie pierwszej promocji Unii na Balu Fundacji, podczas którego debiutantki otrzymały karty debetowe, stając się „Debetantkami Unii”. Ten prosty gest rozpoczął nowy rozdział w historii tych dwóch zasłużonych instytucji. Unia regularnie zaczęła popierać finansowo przedsięwzięcia Fundacji, a przedstawiciele Rady Dyrektorów zapraszani byli na wszystkie jej imprezy i uroczystości.

W 2008 r. prezesem Fundacji został nie kto inny, jak były prezes Rady Dyrektorów Naszej Unii, pan Alex Storożyński. Wkrótce potem obie organizacje związały się instytucjonalnie, gdy Fundacja Kościuszkowska została uznana za tzw. „organizacją sponsorującą” Polsko-Słowiańską Federalną Unię Kredytową. (Unia może otworzyć konto tylko tym osobom, które zostaną wcześniej członkami sprzymierzonych organizacji sponsorujących, których obecnie jest już osiem). W praktyce oznacza to, że corocznie Nasza Unia przekazuje Fundacji $10 od każdego członka Unii, który otwierając konto, za swoją organizację wybiera właśnie Fundację Kościuszkowską. Fundacja zachęca natomiast swoich członków i sympatyków do korzystania z usług Unii, co ogromnie wzmacnia prestiż tej największej polonijnej instytucji finansowej. Obopólnie korzystna współpraca Fundacji i Unii to niewątpliwie duży sukces całej Polonii.

Po rezygnacji pana Storożyńskiego ze stanowiska prezesa Fundacji, Rada Powiernicza powierzyła je w kwietniu 2014 r. profesorowi Johnowi Micgielowi. Był to bardzo fortunny wybór i w pewnym sensie powrót do tradycji mianowania na to zaszczytne stanowisko ludzi nauki. Profesor Micgiel przez 25 lat wykładał na Uniwersytecie Columbia, w Szkole Stosunków Społecznych i Międzynarodowych, gdzie m.in. kierował Instytutem Studiów Europy Środkowo-Wschodniej. Od 2007 r. jest on również wykładowcą Uniwersytetu Warszawskiego, w Ośrodku Studiów Wschodnich. Jego silne związki ze światem polskiej nauki są dla Fundacji szczególnie cenne, bo wspaniale nawiązują to misji Fundacji Kościuszkowskiej, określonej na stronie internetowej Fundacji (www.theKF.org) jako „propagowanie wymiany kulturalno-naukowej pomiędzy Polską a Stanami Zjednoczonymi oraz popularyzacja polskiej kultury i historii wśród Amerykanów”.

Wybór profesora Micgiela na kluczowe stanowisko w Fundacji to bardzo dobre posunięcie jeszcze z innego powodu. Profesor Micgiel był pomysłodawcą stworzenia prestiżowej Katedry Studiów Polskich na Uniwersytecie Columbia. Podobnie jak Mizwa 80 lat wcześniej, profesor Micgiel postanowił zebrać co najmniej $3 miliony na stworzenie „funduszu żelaznego”, który mógłby finansować bieżącą działalność Katedry.

Jego poprzednik, profesor Mizwa, nigdy nie zraził się niechętną postawą niektórych rodaków do pomysłu stworzenia Fundacji. Kiedyś, za pośrednictwem 40 wydawnictw polonijnych, Mizwa wysłał apel do Polonii, prosząc o wsparcie finansowe. Wielu ówczesnych przywódców polonijnych odpowiedziało, że Mizwa był „niewłaściwym człowiekiem, z niewłaściwym pomysłem, w niewłaściwym czasie”. Z 800 parafii, do których Mizwa zwrócił się o pomoc, przyszła odpowiedź tylko od jednego proboszcza, który pochwalił, że „jest to dobra idea”. W 2003 r., gdy profesor Micgiel zaczął zbierać fundusze na założenie Katedry, reakcja środowiska polonijnego była podobna. Udało mu się wtedy zebrać tylko $23.500, z czego aż $20.000 pochodziło z dotacji Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej.

Podobnie jak Mizwa, profesor Micgiel nie zraził się trudnym początkiem. Dzięki jego sześcioletnim staraniom, zarówno w USA, jak i w Polsce, udało się jednak zebrać potrzebną kwotę, a Nasza Unia dołożyła do tego przedsięwzięcia aż $500.000. Obecnie „fundusz żelazny” Katedry ma ponad $5.200.000, co pozwoliło Katedrze rozpocząć normalną działalność dydaktyczną. Zdolność przekonywania innych siłą swojego entuzjazmu i ogromny sukces, jaki profesor Micgiel odniósł przy zbieraniu funduszy na stworzenie Katedry Studiów Polskich, na pewno przyda mu się w pracy, jaka czeka go w Fundacji Kościuszkowskiej.

A pracy jest sporo. Fundacja Kościuszkowska to nie tylko instytucja zbierająca fundusze i organizująca programy wymiany kulturalno-naukowej między Polską a USA. Fundacja w ciągu swojej długoletniej działalności zgromadziła fantastyczną kolekcję polskiej sztuki, w tym imponujący zbiór malarstwa. Zbiory powiększały się dzięki zakupom poszczególnych dzieł, jeżeli były wystawione na sprzedaż, bądź przez darowizny od kolekcjonerów. Okres okupacji Polski oraz wczesne lata powojenne były szczególnie ważne pod tym względem, bo Fundacji chodziło o ratowanie polskiego dziedzictwa kulturowego na obczyźnie. Dzisiaj kamienica „Van Alen” przy 65. Ulicy to de facto bardzo ważne muzeum polskiej sztuki. Oczywiście, eksponaty wymagają okresowej konserwacji, co jest ogromnie kosztowne.

Jednym ze sposobów pokrycia kosztów utrzymania kolekcji jest wynajmowanie pomieszczeń Fundacji na prestiżowe spotkania i imprezy. Między innymi, Fundacja wynajmuje swoją salę konferencyjną organizacji PABC (Polish-American Business Club), której mam zaszczyt być członkiem. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że spotkania w budynku, gdzie na ścianach wiszą dzieła Jana Matejki, Józefa Brandta, Alfreda Wierusz-Kowalskiego czy Jacka Malczewskiego, robią ogromne wrażenie na uczestnikach. A lista dostojnych gości, jakich w swojej długiej historii podejmowała Fundacja, jest imponująca: wystarczy przypomnieć, że z jej zaproszenia skorzystał w 1943 r. Albert Einstein, który był głównym mówcą podczas serii odczytów naukowych w Carnegie Hall, a w 1976 r. Fundacji złożył wizytę kardynał Karol Wojtyła.

Dwadzieścia lat temu siedziba Fundacji Kościuszkowskiej poddana została renowacji. Cała kolekcja sztuki została wtedy dokładnie skatalogowana, łącznie z obrazami, plakatami, rysunkami, drukami, fotografiami i rzeźbami. Prezes Joseph Gore wydał nawet wspaniałą książkę Polish Masters from the Kosciuszko Foundation Collection, która cieszy się ogromnym wzięciem wśród znawców polskiego malarstwa. Oczywiście, obrazy Fundacji Kościuszkowskiej wymagają stałej konserwacji. Jednym z pierwszych zadań profesora Micgiela będzie zdobycie odpowiednich środków na ten ważny cel.

Każdy obraz ma inne problemy, które wynikają z techniki, w jakiej został stworzony. Jedne obrazy malowane są na desce, inne na płótnie. Czasem po prostu wymagają czyszczenia. Niektóre mają krzywe ramy, a ich wyprostowanie mogłoby spowodować trwałe uszkodzenie obrazu. Konserwacja tych droższych dzieł jest bardzo kosztowna, bo konserwatorzy często żądają wynagrodzenia w wysokości proporcjonalnej do wartości obrazu – tłumaczy profesor Micgiel. – Nie jestem w tej dziedzinie specjalistą. Mamy natomiast 25 osób w Radzie Powierniczej, która wybiera komisję zajmującą się sprawami naszych kolekcji. Komisja zatrudnia fachowców i rozpatruje warianty konserwacji i ich koszt.

Przy tej okazji warto wspomnieć, że w Radzie Powierniczej Fundacji zasiadają i zasiadali wybitni przedstawiciele polonijnego i polskiego świata nauki, kultury, biznesu i polityki, a jej członkami honorowymi są m.in.: Zbigniew Brzeziński, Czesław Miłosz i Krzysztof Penderecki.

Innym ważnym zadaniem, jakie Rada Powiernicza postawiła przed nowym prezesem Fundacji, jest zwiększenie liczby członków, których obecnie jest ponad 2100. Profesor Micgiel przygotowuje właśnie kampanię promocyjną, której celem jest pozyskanie nowych zwolenników. Zamierza on również dotrzeć do nowych partnerów w Polsce, gdzie przez wiele lat Uniwersytet Jagielloński był monopolistą w dziedzinie kontaktów z zagranicznymi uczelniami. Profesor Micgiel ma zamiar nawiązać współpracę z nowymi uczelniami, które w ostatnich latach poszukują kontaktów zagranicznych i mają na ten cel fundusze.

Nowy prezes Fundacji ma również zamiar „wejść w teren”. Między innymi, Fundacja pomogła już w zorganizowaniu konkursu w rodzinnej miejscowości Szczepana Mierzwy. Dwaj młodzi laureaci tego konkursu pojadą do USA na koszt Fundacji i będą mieli okazję skorzystać z kilku kursów oferowanych przez Pace University.

Profesora Micgiela cieszy fakt, że obecnie stypendystami Fundacji są również osoby spoza głównych ośrodków akademickich Polski: z Białegostoku, Rzeszowa, Zielonej Góry czy Gdańska, którzy wcześniej nie mieli praktycznie żadnych szans, by przyjechać do Stanów Zjednoczonych, by się kształcić. Ten trend Fundacja na pewno będzie starała się kontynuować. A zostać stypendystą Fundacji to niewątpliwie duży zaszczyt, płynący z faktu dołączenia do wyborowej grupy, w skład której wchodzą m.in.: Leszek Balcerowicz, ekonomista; Norman Davis, pisarz i historyk; Karol Estreicher, wybitny historyk sztuki, czy tacy luminarze świata filmu jak Feliks Falk czy Juliusz Jan Machulski.

Jednakże profesor John Micgiel (który notabene znakomicie mówi po polsku) za swoje najważniejsze zadanie uważa zwiększenie liczby stypendystów. Nie chodzi mu o wydanie takich samych środków na mniejsze stypendia dla większej liczby osób, ale o realne zwiększenie stypendiów o 10 proc. Jest to bardzo ważna inicjatywa, zwłaszcza wobec faktu, że Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa (drugi co do wielkości polonijny fundator stypendiów) w ostatnich latach zmniejszyła nakład na swoje stypendia o ponad 40 proc. rocznie (z $350.000 w 2009 r. do $200.000 w roku bieżącym).

Profesor Micgiel chciałby też zwiększyć zakres kierunków studiów objętych stypendiami. Jest to dość skomplikowana sprawa, bo w przeszłości fundatorzy stypendiów często zastrzegali sobie, by ofiarowane przez nich pieniądze wydane były na jeden rodzaj stypendiów, np. na stypendia w dziedzinie dziennikarstwa. Takich „restricted funds”, czyli funduszy przeznaczonych na konkretny cel, Fundacja ma ponad 100. Dopasowanie stypendystów do poszczególnych rodzajów stypendiów to nie lada zadanie dla komisji stypendialnej Fundacji. Pozyskanie funduszy nie objętych restrykcjami dałoby Fundacji możliwość nagradzania stypendiami tych osób, które ze względu na obrany „inny” kierunek nie mogły kiedyś otrzymać finansowego wsparcia.

W tym roku ponad 50 osób z Polski otrzymało stypendia, na różny okres. Cieszę się, że specjaliści z dziedziny fizyki i medycyny byli w czołówce. Chodzi o osoby, które od dłuższego czasu zajmują się jakimś bardzo specyficznym zagadnieniem – umożliwiliśmy im pracę badawczą w najlepszych laboratoriach i ośrodkach naukowych Ameryki, ponieważ takie warunki do pracy nie istnieją jeszcze w Polsce – komentuje profesor Micgiel. – Do Polski pojedzie natomiast około 80 studentów amerykańskich, w tym doktorantów, którzy będą tam kontynuować swoje prace. Jest to chyba najbardziej ambitny program w historii Fundacji, który udało nam się sfinansować dzięki dobrym wynikom finansowym z naszych inwestycji giełdowych.

Przyznawanie stypendiów, na które przeznaczony jest ponad milion dolarów rocznie, to bardzo ważny aspekt działalności Fundacji, ale oczywiście nie jedyny. Nie sposób opisać w jednym artykule wszystkich programów, jakie Fundacja obecnie prowadzi. (Jest to znakomicie przedstawione na stronie internetowej instytucji, www.theKF.org). Między innymi, Fundacja organizuje konkursy muzyki poważnej, programy nauki języka angielskiego w Polsce i wyjazdy do „szkół letnich” języka i kultury polskiej. Od wielu lat Fundacja pomaga polonijnym nauczycielom oraz przyznaje nagrody i wyróżnienia w wielu dziedzinach.

Żeby przyjrzeć się bliżej działalności Fundacji, wystarczy przyjść na jeden z wielu organizowanych przez nią koncertów czy spotkań ze znanymi ludźmi. Osoby, które choć raz przekroczą próg kamienicy „Van Allen”, bądź odwiedzą jeden z regionalnych oddziałów Fundacji (np. w Warszawie czy Waszyngtonie), zazwyczaj stają się członkami Fundacji. Członkiem Fundacji można również zostać „online”, wypełniając formularz dostępny na wspomnianej stronie internetowej.

Ze względu na ogromny dorobek oraz na rozmach bieżącej działalności, Fundacja Kościuszkowska zasługuje na wsparcie każdego, kto czuje się dumny ze swojego polskiego pochodzenia i komu zależy na utrzymaniu bliskich więzi między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Ja osobiście podziwiam Fundację również za to, że przez prawie 90 lat udało jej się uniknąć tych negatywnych zjawisk, które tak dotkliwie trapią inne polonijne organizacje. Uważam też, że Fundacja jest najlepszym, najtrwalszym, najwspanialszym mostem, jaki kiedykolwiek zbudowano na cześć Tadeusza Kościuszki.