Strona główna / Nasze sprawy / Nasza Unia – wtedy i dziś

GP #3, 28 stycznia 2012 r.

Nasza Unia – wtedy i dziś

35 lat temu, 27 grudnia 1976 r., została oficjalnie zarejestrowana przez władze federalne Nasza Unia. Uroczystego otwarcia instytucji, która wówczas nazywała się Przemysłowo-Handlowa Federalna Unia Kredytowa (Industrial and Commercial Federal Credit Union), dokonano trzy miesiące później, 6 marca 1977 r. Jej pierwszym prezesem był inż. Mirosław Łuniewski, który zgodził się podzielić swoimi wspomnieniami z tego okresu. Jednocześnie o wypowiedź poprosiliśmy obecnego prezesa Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej, Oskara Mielczarka.

Maciej Kazimierz Sarbiewski
Mirosław Łuniewski i Oskar Mielczarek

Marcin Żurawicz: Drodzy Panowie, jest sprawą naprawdę niebywałą, że możemy jednocześnie rozmawiać z osobą, która nadawała kształt naszej instytucji 35 lat temu i osobą, która kształtuje ją dzisiaj.

Oskar Mielczarek: To dla mnie ogromny zaszczyt, że mam okazję uścisnąć dłoń osobie, która kierowała pierwszymi krokami naszej wspaniałej instytucji.

Mirosław Łuniewski: A mnie jest bardzo miło, że nie zapomnieli Państwo o korzeniach Naszej Unii. Cieszę się również, że mogę dziś podziwiać, jak przez te 35 lat fenomenalnie rozwinęła się Nasza Unia.

– Zacznę od pytań do pana Łuniewskiego. W jaki sposób trafił Pan do Unii?

Mirosław Łuniewski: Założycielem Unii był świętej pamięci ks. Longin Tołczyk, który był bardzo zręcznym organizatorem i doskonale rozumiał zarówno potrzeby, jak i mentalność Polonii. Ks. Tołczyk doszedł do wniosku, iż wokół nowej instytucji trzeba stworzyć klimat zaufania, uwiarygodnić ją bo przecież było to coś nowego, jakaś „unia”, w dodatku zlokalizowana w stołówce Centrum Polsko-Słowiańskiego. Kto chciałby takiej „instytucji” powierzyć pieniądze? Ks. Tołczyk zaprosił więc do współpracy znanych przedstawicieli polonijnego biznesu i przywódców różnych organizacji. Ja byłem wówczas prezesem istniejącej do dziś organizacji „Polonia Technica”, przyjąłem to zaproszenie, bo ujęła mnie idea stworzenia czegoś, co byłoby czymś więcej niż bankiem, a w dodatku zupełnie polską instytucją, która mogłaby pomóc rodakom stawiać pierwsze kroki na obczyźnie.

– A jakie były pierwsze kroki Naszej Unii?

– Wielka improwizacja! Nie mieliśmy niczego, żadnego kapitału zakładowego, nawet nie mieliśmy najprostszego wyposażenia biurowego. Maszyna do pisania była pożyczona, maszyna do liczenia również. Używaliśmy prywatnego sprzętu wolontariuszy. Pomieszczenie było malutkie i niezbyt okazałe.

– Kto wówczas pracował w Unii?

– Pracowała grupka zapaleńców, ale wynagrodzenie otrzymywała tylko jedna osoba – pierwsza kasjerka Naszej Unii, pani Irena Slewin. Jej pierwsze wypłaty musieliśmy pokrywać z prywatnych pieniędzy, między innymi moich i innych wolontariuszy. Trudno było znaleźć kogoś chętnego do pracy społecznej, więc pierwszych członków Rady Dyrektorów, których zdaje się było wtedy tylko siedmiu, musieliśmy dosłownie „łapać na lasso”. Zapewniam Pana, że nic nie wróżyło wówczas, iż z tej naszej raczkującej „Unii” wyrośnie taki finansowy potentat, z półtora miliardem dolarów w aktywach, że będzie zaliczana do ścisłej czołówki wśród amerykańskich unii kredytowych.

– Jakie były największe wyzwania w tym czasie? Z jakimi problemami borykała się Unia?

– Kłopoty były dosłownie ze wszystkim, ale największym problemem było zdobycie doświadczenia. Brakowało nam jakiegokolwiek profesjonalizmu finansowego. Pierwsza kasjerka uczyła się obsługi finansowej „na robocie”, była przecież sekretarką. Bardzo pomocny był wówczas dla nas wielki przyjaciel Polonii, pan Marian Kots – Ukrainiec z zaprzyjaźnionej ukraińskiej unii kredytowej. To on wprowadzał nas w tajniki świata finansów i ruchu amerykańskich unii kredytowych, to właśnie on pomógł nam złożyć u władz federalnych wymagane dokumenty. On pomagał Komisji Pożyczkowej, która przyznawała kredyty, jak określić, komu można przyznać pożyczkę, żeby była potem dobrze spłacana. Często kierowaliśmy się po prostu zdrowym rozsądkiem.

Innym problemem było to, co wynika z naszego charakteru narodowego – przykro mi, że muszę o tym mówić – zawiść, podkładanie nóg, oczernienie, nieustanna, bezpodstawna krytyka. Doświadczył tego ks. Tołczyk, któremu nawet zorganizowano protesty pod domem – z obraźliwymi transparentami. Najbardziej nas nie lubili ci, którym udowodniliśmy, że można coś wspólnie budować, a którzy nas na początku wyśmiewali i przepowiadali nam rychłe zamknięcie.

– Czy w związku z tym zebrania członków Unii wyglądały już wtedy tak jak dzisiaj?

– Nie wiem, jak obecnie wyglądają zebrania, ale gdy byłem prezesem, stawiałem sprawę na ostrzu noża. Postawiłem warunek moim kolegom i osobom pragnącym zabrać publicznie głos: żadnej krytyki dla samej krytyki! Jeżeli ktoś chciał coś skrytykować, musiał również zaproponować, jak coś poprawić. Zawsze było wokół Naszej Unii wielu chłopków-roztropków, którzy chcieli się popisać w środowisku i zaistnieć dzięki opluwaniu naszej instytucji i jej społeczników, a zwłaszcza tych, którym się coś udało w życiu dokonać. To smutne, ale taką mamy paskudną wadę narodową.

– Ajak Unia rosła, jak zdobywała pierwszych członków?

– Głównie z osobistego polecenia. Nie mieliśmy przecież pieniędzy na żadne reklamy. Informacje o naszej Unii zamieszczał bezpłatnie szacowny Nowy Dziennik, a jego dziennikarz Józef Dubicki często uczestniczył w naszych spotkaniach i potem je relacjonował. Ludzie garnęli się do nas sami, bo w owych czasach nikt w okolicznych bankach nie mówił po polsku. U nas mogli się dogadać. Wymyśliliśmy też sposób, by otwierać konta dla imigrantów bez podawania numeru Social Security, bo przecież przeważająca większość nowej Polonii go nie miała. Wraz z powstaniem w Polsce „Solidarności” nastąpił dosłowny wybuch emigracji z Polski, to oni szukali „Unii” – a nie odwrotnie, bo u nas czuli się jak w domu. Wyniki finansowe, które Nowy Dziennik chętnie publikował, mówiły też za siebie. Po niespełna roku działalności mieliśmy już $600 tys. kapitału, 540 członków i udzieliliśmy 75 pożyczek. To może dzisiaj nie brzmi zbyt imponująco, ale wtedy było fenomenalnym wynikiem. Pod koniec 1977 r. mieliśmy już prawie milion dolarów w aktywach.

– Couznaje pan za największy sukces w tym okresie?

– Ogromne tempo wzrostu, które w niespełna dwa lata pozwoliło nam zakupić własny budynek, przy 138 Greenpoint Avenue. Kupiliśmy go za $120 tys. dolarów, co było wówczas ogromną sumą. W budynku tym mieścił się wcześniej bank Chase Manhattan, jeden z tych banków, który nie widział w polskim Greenponcie tego potencjału, który widzieliśmy my. Banki takie uważały dzielnicę za zbyt ryzykowną, a Polaków za kiepskich klientów. Jednak naszą największą ambicją było szybkie dogonienie ukraińskiej unii. Gdy my mieliśmy milion dolarów w aktywach, oni już mieli siedemnaście.

– Dlaczego nastąpiła zmiana nazwy Naszej Unii?

– Początkową nazwę zasugerował pewien woluntariusz ze Staten Island, którego nazwiska już nie pamiętam. Nazwa poszła pod głosowanie i wygrała. Ale wkrótce ks. Tołczyk zorientował się, że pierwotna nazwa sugerowała, iż Unia to instytucja finansowa, głównie dla polonijnego biznesu, natomiast najwięcej pożyczek udzielaliśmy właśnie prywatnym osobom. Dlatego zdecydował się ją zmienić. W dodatku obecna nazwa podkreślała związek między Unią a Centrum, które było wówczas jedyną organizacją sponsorującą Naszą Unię.

– Dlaczego odszedł pan z Naszej Unii?

– Byłem w Naszej Unii prezesem prawie trzy lata. W międzyczasie pracowałem jako inżynier przy bardzo ważnej budowie, prawie 300 metrów pod Manhattanem. Budowaliśmy wówczas rurociąg wodny, który z rezerwuarów poza miastem doprowadzał wodę do ogromnego zbiornika pod miastem. Nie mogłem wygospodarować odpowiedniego czasu, a praca w Unii była coraz bardziej czasochłonna. Moją funkcję przejęli inni. Jestem naprawdę dumny z ich dokonań.

– W tym miejscu wypada mi zwrócić się do obecnego prezesa z zapytaniem, jak Nasza Unia radzi sobie dziś?

Oskar Mielczarek: Słuchałem wypowiedzi pana Łuniewskiego z ogromnym zainteresowaniem. Jestem zafascynowany historią naszej instytucji i jej ówczesnym sukcesem, osiągniętym w tak trudnych czasach. Tak wiele się przez te 35 lat w Naszej Unii zmieniło, a jednocześnie wiele pozostaje bez zmian. Po 35 latach działalności radzimy sobie bardzo dobrze, chociaż sytuacja ekonomiczna kraju jest również bardzo trudna. Unia ma w chwili obecnej 15 oddziałów, oddział mobilny oraz bardzo popularną bankowość internetową – z której korzysta już ponad 30 tys. osób. Działamy w trzech stanach, a nasz zasięg, dzięki Internetowi i darmowym bankomatom, jest już ogólnokrajowy. Jest nas już 75 tysięcy! Aktywa instytucji przekroczyły 1,4 miliarda dolarów. Nie tylko dogoniliśmy unię ukraińską, co było początkową ambicją Naszej Unii, ale znacznie ją przerośliśmy, zarówno pod względem finansowym, jak również pod względem liczby oddziałów, zakresu oferowanych usług i dostępności naszej instytucji. Członkowie Naszej Unii mogą być ze swojej instytucji bardzo dumni.

– Czy udzielanie pożyczek jest nadal jednym z priorytetów Naszej Unii?

– Unia dobrze spełniła się i nadal spełnia się w roli instytucji wspierającej potrzeby kredytowe Polonii, oferując pożyczki hipoteczne naszym rodakom. Pod moim kierownictwem pragniemy jednak powrócić do pierwotnej idei założycieli Unii. Zaczynamy oferować więcej produktów i usług dla polonijnych biznesmenów, albowiem finansując potrzeby i inicjatywy biznesowe, będziemy mogli wspierać tak naprawdę całą Polonię. Te produkty obejmują różne linie kredytowe dla firm oraz m.in. pożyczki budowlane, samochodowe, na koncesje dla taksówkarzy oraz na sprzęt i wyposażenie. To przecież pomoże stworzyć nowe miejsca pracy, zapewni rozwój i kolejne inwestycje dla naszych rodaków. Zależy nam na sukcesie gospodarczym naszego środowiska, mimo niesprzyjającej sytuacji makroekonomicznej. Zorganizowaliśmy już jedno z serii spotkań z polonijnymi biznesmenami, które mają na celu jak najlepsze dopasowanie naszej oferty do potrzeb polonijnych firm. Takich spotkań będzie więcej, bo okazuje się, że zainteresowanie jest naprawdę duże.

– Czy Unia oferuje już dostęp do bezpłatnych bankomatów, poza siecią swoich oddziałów? Na to członkowie Unii czekali 35 lat!

– Tak! Jest to bardzo nowe udogodnienie, które właśnie wprowadzamy w życie. Członkowie Unii mogą już korzystać z ponad 40 tys. darmowych bankomatów sieci Starsf i Allpoint, zlokalizowanych w takich miejscach jak m.in. CVS, Target, Walgreen’s, 7-Eleven oraz na wielu stacjach benzynowych. Adresy darmowych bankomatów można ustalić przy pomocy lokalizatora, który zamieszczamy na naszej stronie internetowej. Wkrótce zaczniemy reklamować ten fakt na większą skalę, bo jest to również duża oszczędność dla wielu naszych członków, którzy mieszkają daleko od naszych oddziałów.

– Rzeczywiście, to ogromny postęp A co pozostaje takie same?

– Wraz z Radą Dyrektorów postawiliśmy sobie cel, który przyświecał założycielom Naszej Unii: jak najlepsze oprocentowanie depozytów oraz jak najniższe oprocentowanie pożyczek. Jest to w praktyce bardzo trudne do osiągnięcia, bo sprawy te są bardzo powiązane. Jeżeli stosujemy niższe oprocentowanie pożyczek, to mniej zarabiamy i mniej mamy pieniędzy na wypłacanie dywidend. Ale jestem pewien, że uda nam się to osiągnąć dzięki modernizacji instytucji i obcinaniu kosztów operacyjnych – czyli dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii informatycznych. Pod koniec ubiegłego roku udało nam się obniżyć oprocentowanie bardzo wielu kategorii pożyczek. W tym roku będziemy dbali o to, by nasze oprocentowanie było jak najlepsze, a co najmniej nie gorsze niż oferowane przez naszych bezpośrednich konkurentów. Będzie to stopniowy proces, którego powodzenie zależy od podniesienia wydajności naszej instytucji.

Uśmiechnąłem się, gdy pan Mirosław wspomniał troskę ówczesnych przywódców Unii o profesjonalizm. Jest to też moja pasja. Mamy bardzo dobrych pracowników, którzy często poświęcili naszej instytucji całe swoje życie zawodowe. W tych trudnych warunkach musimy iść z postępem, a to wymaga stałego podnoszenia kwalifikacji. O ważności tego zagadnienia przekonałem się, pracując w czołowych instytucjach finansowych i podczas studiów na Harvardzie. Będę starał się o to, by nasi pracownicy mieli zawsze dostęp do najnowszych kursów i szkoleń – cieszy mnie to, że nasi pracownicy chcą być najlepszymi w swoim zawodzie.
Uśmiechnąłem się również, gdy pan Mirosław wspomniał o mało konstruktywnej krytyce i rozpowszechnianiu często niesprawdzonych, bądź zupełnie nieprawdziwych informacji. Jestem w Unii ponad osiem miesięcy, a już doświadczyłem tego na własnej skórze. Ale staram się nie zwracać na to uwagi, tylko robić to, co należy do moich obowiązków. Moja praca polega na zapewnieniu właściwej obsługi siedemdziesięciu pięciu tysięcy członków, a nie kilku hałaśliwych osób chcących zwrócić na siebie uwagę. Nie chcę o tym zbyt wiele mówić, bo nie warto, a zamieszanie dotyczy głównie spraw z okresu przed moją „kadencją”.

Nadal próbujemy podnieść poziom wiedzy finansowej naszych rodaków i jesteśmy w trakcie przygotowania nowej sekcji na www.NaszaUnia.com, na której znajdzie się dużo cennych informacji dla członków. Pierwszym krokiem było opublikowanie tam zaudytowanych bieżących wyników finansowych.

– JakUnia będzie świętowała 35. rocznicę swego powstania?

– Bardzo dobre pytanie! Mam zaszczyt oznajmić, że przygotowujemy coś bez precedensu. Coś, z czego członkowie będą mieli bezpośrednią korzyść. Przygotowujemy ogromną promocję, w ramach której można będzie wygrać forda SUV, 4 główne nagrody oraz 30 dodatkowych – w sumie 35 wspaniałych nagród! Nie będziemy organizować bankietów czy zabaw. Chcemy, by z 35. rocznicy najbardziej skorzystali nasi członkowie, a zwłaszcza ci najstarsi stażem. O szczegółach promocji wkrótce poinformujemy za pośrednictwem mediów.

Chciałbym w tym miejscu podziękować wszystkim członkom, zwłaszcza tym najstarszym, za lojalność wobec naszej instytucji. To właśnie dzięki ich lojalności Nasza Unia osiągnęła tak ogromne sukcesy w swojej 35-letniej historii.

– Chciałbym w tym miejscu ponownie zwrócić się do pierwszego prezesa. Panie Mirosławie, jako osoba, która budowała naszą instytucję od podstaw, jaką ma pan radę dla obecnego prezesa Naszej Unii?

Mirosław Łuniewski: Nie wolno przejmować się tymi, którzy nonstop krytykują, a sami nic nie osiągnęli w życiu. Jeżeli ktoś wysuwa bezsensowne zarzuty, trzeba ten bezsens obnażyć – oczywiście bez ubliżania komukolwiek – i robić to, co jest logiczne i co pomaga Naszej Unii się rozwijać. Najważniejszy jest profesjonalizm i wola tworzenia nowego jutra dla naszej instytucji.

– Dziękuję serdecznie obu Panom za rozmowę.