Strona główna / Nasze sprawy / Matematyka jest sztuką

GP #3, 8 lutego 2014 r.

Matematyka jest sztuką

Kuperberg
Prof. Włodzimierz Kuperberg

Z wybitnym polskim matematykiem PROF. WŁODZIMIERZEM KUPERBERGIEM, pracującym obecnie na Uniwersytecie w Auburn, w Alabamie, rozmawia ALICJA MARIA KUBERSKA

ALICJA MARIA KUBERSKA: Urodziłeś się na terenach obecnej Białorusi. Proszę, opisz w paru słowach swoje najwcześniejsze wspomnienia i dom rodzinny.

PROF. WŁODZIMIERZ KUPERBERG: Wojna zmusiła moich rodziców do opuszczenia domu rodzinnego w Warszawie i ucieczki na wschód. Prawda, urodziłem się na Białorusi, ale wkrótce potem cała rodzina (rodzice, starsze rodzeństwo i ja) została przesiedlona dalej na wschód, aż do Kirgizji. Wróciliśmy do Polski tuż po wojnie, gdy miałem 5 lat; osiedlono nas w Szczecinie.

Z pobytu w Kirgizji mam głównie ciepłe, dziecięce wspomnienia, choć pamiętam też okresy chorób i głodu... Szczecin to moje miasto rodzinne. W Szczecinie się wychowałem, chodziłem do szkoły i prawie dorosłem. Mówię „prawie”, bo w końcu chyba nigdy nie dorosłem.

Kto pierwszy zauważył, że masz wybitny talent matematyczny?

– Dziękuję za miły komplement, ale trudno mi na to pytanie odpowiedzieć: jak dotąd nikt mnie jeszcze o takowym talencie nie powiadomił.

Czy nauczyciele stosowali w stosunku do Ciebie jakieś specjalne metody nauczania?

– Metody nauczania stosowane w mojej szkole nie wyróżniały nikogo. Byłem wtedy i jestem po dziś wdzięczny za to, że traktowano mnie tak jak innych. Moje wspomnienia ze szkoły podstawowej i liceum (LO5 w Szczecinie – świetna szkoła!) są niezwykle miłe i wzruszające.

Jaka była pierwsza nagroda w szkole za osiągnięcia na polu matematyki?

– Największą nagrodą były dla mnie pochwały – choć na ogół rzadkie – z ust nauczycieli. Rozpuścił mnie pod tym względem jedynie nauczyciel matematyki prof. Mirowski jeszcze w szkole podstawowej. Po maturze w roku 1959 na uroczystym zakończeniu roku szkolnego, w nagrodę za sukces w X Olimpiadzie Matematycznej, otrzymałem czterotomową Analizę matematyczną Pogorzelskiego oraz olbrzymi bukiet kwiatów. Byłem dosłownie oszołomiony...

Czym było dla Ciebie zdobycie nagrody Fieldsa? W którym roku i za co ją otrzymałeś?

– To był dowcip, na który pozwoliłem sobie około 15 lat temu. W.C. Fields (1880-1946) nie miał nic wspólnego z matematyką, natomiast był wspaniałym amerykańskim aktorem komediowym. Medal srebrny na jego cześć został wybity w roku 1971. Udało mi się zdobyć jeden z tych „medali Fieldsa” za niską cenę przez wygranie aukcji internetowej Ebay. Zdjęcie umieściłem na mojej stronie w Internecie jako dowcip.

Natomiast najwyższa nagroda dla matematyków, zwana Medalem Fieldsa (nazwa pochodzi oczywiście od innego Fieldsa, kanadyjskiego fundatora tej nagrody), jest przyznawana co 4 lata wybitnym młodym matematykom (w wieku do lat 40) za wyjątkowo ważne odkrycia w różnych dziedzinach. Niezasłużone gratulacje z okazji zdobycia nagrody Fieldsa, które czasami otrzymuję, przyjmuję z wielką uciechą i przymrużeniem oka!

Czy brałeś udział w olimpiadach matematycznych?

– Tak, mówiłem o tym przed chwilą. Dodam jeszcze, że wspomnienia mam wciąż świeże, wyraźne i szczegółowe, bo sukces ten był dla mnie zupełnie nieoczekiwanym, najwspanialszym w życiu wydarzeniem. Największe wrażenie wywarło na mnie przemówienie prof. Kazimierza Kuratowskiego w czerwcu roku 1959 w Warszawie na uroczystości wręczenia dyplomów laureatom X Olimpiady Matematycznej. Dwa lata później zdawałem u niego egzamin ze wstępu do topologii, a cztery lata później byłem zaszczycony jego członkostwem w mojej komisji magisterskiej. Moim promotorem do magisterium i doktoratu był prof. Karol Borsuk, mistrz niedościgły i najszlachetniejszy człowiek z wszystkich, których w życiu spotkałem.

Których ze swoich nauczycieli akademickich wspominasz z sentymentem?

– Wspomniałem właśnie profesorów Kuratowskiego i Borsuka. Miałem też szczęście widywać na Wydziale Matematyki UW lub słuchać ich wykładów kilku innych luminarzy Polskiej Szkoły Matematycznej z jej najświetniejszego okresu rozwoju, w latach międzywojennych. Należą do nich profesorowie: Stanisław Mazur i Wacław Sierpiński. Prof. Samuela Eilenberga, który opuścił Polskę tuż przed wybuchem wojny, widziałem podczas jego wizyty w Warszawie, gdy jeszcze byłem studentem. Profesorów Stanisława Zygmunda, Marka Kaca i Stanisława Ulama spotkałem i poznałem osobiście dopiero w Ameryce, w późnych latach siedemdziesiątych.

Dlaczego wyjechałeś z Polski, w którym roku się to stało? Jakie były Twoje losy na emigracji?

– To historia bardzo długa, na którą składa się wiele przeżyć osobistych wiążących się z wydarzeniami burzliwego okresu lat 1967-69. Mówić o tym niełatwo, ale chętnie opowiedziałbym szczegóły w rozmowie przy kawie lub kieliszku...

Dotarła do mnie informacja, że jesteś uzdolniony muzycznie. Na jakim grasz instrumencie? Czy muzyka wiąże się z matematyką?

– „Uzdolniony” to gruba przesada. Gram (a raczej brzdąkam) na gitarze i na banjo oraz próbuję z zapałem grać na harmonijce ustnej (instrument zaskakująco trudny). Czynię to wyłącznie, gdy nie ma nikogo w pobliżu...

Napisałeś esej o związku matematyki z poezją. Jakie są Twoje upodobania literackie i poetyckie?

– Literatura i poezja to niezbędny element intelektu dla wszystkich – matematycy nie są tu wyjątkiem. Lubię wszelkiego rodzaju literaturę i poezję, a zwracam szczególną uwagę na kunszt pisarski autorów, czasem nawet bardziej niż na temat ich utworów. Odczuwam wielkie zaległości w tej dziedzinie, bo za młodu, niestety, nie przykładałem dostatecznej wagi do tych spraw. Po wyjeździe z kraju odczułem dużo bardziej potrzebę czytania, żeby języka ojczystego nie zapomnieć.

Czy napisałeś kiedyś wiersz?

– Nie. Nie czuję w sobie takiego powołania, a bez powołania lepiej się do takich rzeczy nie zabierać.

Jakie masz hobby i jak lubisz spędzać wolny czas?

– Muzyka, oczywiście, oraz różne inne takie tam. Lubię układać mozaiki z kolorowych kafelków ceramicznych, szczególnie według własnego projektu. Bawię się troszkę fotografią. Kolekcjonuję różne starocie: scyzoryki, pióra wieczne (czasem je sam naprawiam), kałamarze, sprzączki, spinki do mankietów, monety, medale z brązu, etc. A w wolnym czasie najczęściej rozmyślam o rozmaitych zagadnieniach matematycznych, bo matematyka nie jest dla mnie pracą. Nie jest też ona moim hobby, lecz czymś dużo ważniejszym i poważniejszym.

– No właśnie, jakie miejsce w Twoim życiu zajmuje matematyka, a zwłaszcza topologia i geometria?

– Jak już wspomniałem, matematyka to pasja mojego życia i główne moje zajęcie. Czasem doznaję dzięki niej głębokiej satysfakcji, ale wciąż pragnąłbym więcej wiedzieć, móc ogarnąć szerzej, widzieć jaśniej i wyraźniej... Geometria i topologia mają to do siebie, że zagadnienia, pojęcia, obiekty i ich własności mogą być „oglądane” wewnętrznym okiem wyobraźni, niemal jak prawdziwe, rzeczywiste, fizyczne obiekty, uwzględniając ich kształty, wzajemne położenie, a nawet możliwość ich ruchu oraz deformacji. Taki „wgląd” często prowadzi do formalnego dowodu twierdzeń czy też umożliwia zaskakujące uproszczenia skomplikowanych obliczeń.

Jakie znaczenie, z Twojego punktu widzenia, ma matematyka we współczesnym świecie?

– Od zarania cywilizacji matematyka była (i nadal jest) i rzemiosłem, i narzędziem dla innych dziedzin, i nauką samą dla siebie, i wreszcie sztuką prawdziwą. Niewiele się pod tym względem zmieniło. Oczywiście, zmienny świat i zmienne okoliczności wymagają zmian w matematyce, więc i ona się rozwija i dostosowuje do zmian – w każdej ze swoich postaci. Dawno już nazwana „królową wszech nauk” jest nią w dalszym ciągu, zarówno jako nauka, jak też i sztuka.

Dziękuję Ci, Włodku, za rozmowę i liczę na dalsze wspomnienia przy kawie… lub lampce wina.