Strona główna / Nasze sprawy / Chybione inwestycje nie służą Naszej Unii

GP #7, 24 marca 2012 r.

Chybione inwestycje
nie służą Naszej Unii

JÓZEF ŁUCZAJ

12 marca br. Nowy Dziennik opublikował artykuł pt. „Uczestnicy zebrania krytykują władze Unii”. Tytuł ma w sobie pewną nieścisłość. Oświadczam stanowczo, że ani Społeczny Komitet, ani uczestnicy zebrania informacyjnego, jakie odbyło się 11 marca br. w Polskim Domu Narodowym na Greenpoincie, nie występowali przeciwko władzom Polsko-Słowiańskiej Federalnej Unii Kredytowej w pełnym składzie. Nie krytykowano zarządu Unii Kredytowej jako takiego, a jedynie osoby jej szkodzące. Krytyka nie dotyczyła członków Komisji Nadzorczej Anny Wojnarowskiej i Leona Fuksa. Członkowie nie mieli też zastrzeżeń do większości członków Rady Dyrektorów (których w sumie jest jedenastu). Wyrazili uznanie za pracę dla dobra Unii i jej członków dla Marzeny Wierzbowskiej, Beaty Jakubowskiej, Małgorzaty Grądzkiej, Kai Sawczuk, Marzeny Wojczulanis, Krzysztofa Matyszczyka i Leona Kokoszki.

Nowy Dziennik uważa, że były przewodniczący Tomasz Bortnik lub dyrektor wykonawczy to cała Unia. To nawyk rodem z komunizmu. Cała Unia to, proszę państwa, CZŁONKOWIE. Władze Unii to Rada Dyrektorów i Komisja Nadzorcza jako społecznicy oraz zarząd pobierający pieniądze za swą pracę, którą powinien wykonywać sumiennie i zgodnie z interesem współwłaścicieli. Współwłaściciele mają natomiast prawo żądać wyjaśnień o gospodarowaniu ich funduszami i mają prawo krytykować te osoby, które trwonią bezzasadnie społeczne pieniądze.

Jeżeli Nowy Dziennik uważa, że Wojciech Mleczko, Irena Marchaj i Krystyna Myssura, którzy nie są już dyrektorami, a w przeszłości zrobili dużo złego Naszej Unii, nadal są jej sternikami, to żyje w obłokach i nie zna naszych polonijnych realiów, albo ma inne niezrozumiałe intencje.

Zebranie informacyjne, o którym mowa, zgromadziło ponad 250 osób. Zwyczajem stało się, że zebrania prowadzone przez Społeczny Komitet Członkowski nie angażują żadnej ochrony, a mimo to są nadzwyczaj spokojne i kulturalne – w przeciwieństwie do zebrań organizowanych przez dawnych wodzów Unii, którzy angażowali całe zastępy ochroniarzy.

11 marca br. miało odbyć się zebranie specjalne w celu usunięcia z członkostwa w Unii i z pozycji dyrektorskich: Tomasza Bortnika, Ireny Marchaj, Wojciecha Mleczko, Krystyny Myssury i Andrew Kamińskiego. Petycja członkowska w tej sprawie została złożona 29 stycznia 2010 r., ale ówczesny przewodniczący Rady Dyrektorów Tomasz Bortnik, chcąc obronić własną i swoich popleczników pozycję, złamał prawo  oraz art. 4 Statutu Unii i zebrania specjalnego nie zwołał, mimo dwóch wyroków sądowych nakazujących jego zwołanie. Zakwestionowano petycję, powołując się na art. 78 (CPRL), jako nie podlegającą jurysdykcji sądu stanowego. Sąd federalny orzekł jednak 15 września 2010 r., że sprawę tę powinien rozpatrywać sąd stanowy. Z nieznanych powodów sąd apelacyjny nie zastosował tej interpretacji i ponownie zakwestionował art. 78. Jednak wciąż nie zakwestionował ważności petycji. Nowo wybrana przewodnicząca Rady Dyrektorów, Marzena Wierzbowska, zgodnie z wolą członków i ponownie złożoną 15 lutego br. (pozwala na to statut Naszej Unii i przepisy NCUA) petycją członkowską, zwołała zebranie specjalne na 11 marca br. Wszyscy członkowie Unii otrzymali pisemne o nim zawiadomienie.

Unia poniosła znaczne nakłady finansowe w przygotowanie tego zebrania i wówczas grupa Bortnika przestraszyła się na dobre, że w końcu zostanie odsunięta od źródła polonijnego majątku. 6 marca br. Komisja Nadzorcza P-SFUK oraz Wojciech Mleczko, Irena Marchaj, Tomasz Bortnik, Andrew Kamiński i Krystyna Myssura wnieśli pozew do sądu przeciwko przewodniczącej Marzenie Wierzbowskiej. Wprowadzili przy tym w błąd sędziego Arthura M. Schacka, który wydał zakaz zorganizowania zebrania specjalnego 11 marca br., narażając Unię i jej członków na straty. Sąd, mimo wymogów prawnych, prawdopodobnie nie zarządził wpłaty poręczenia majątkowego od wnioskodawcy. Ponadto sąd uwierzył, że składając pozew, Komisja Nadzorcza P-SFUK miała do tego prawo. Zgodnie jednak ze statutem Unii Kredytowej, Komisja Nadzorcza takiego prawa nie posiada. Ponadto, Statut Unii stanowi, że Komisja Nadzorcza w tak ważnych sprawach prawnych powinna podejmować decyzję przy akceptacji wszystkich pięciu członków Komisji, a tymczasem pani Anna Wojnarowska i pan Leon Fuks, członkowie tej Komisji Nadzorczej, o złożonym pozwie dowiedzieli się dopiero po otrzymaniu emaila od pozwanej do sądu Marzeny Wierzbowskiej, przewodniczącej Rady Dyrektorów.

Andrew Kamiński jest członkiem Komisji Nadzorczej, w związku z tym jego udział w tej akcji stanowi konflikt interesów. Konflikt interesów Andrew Kamiński powodował zresztą wielokrotnie będąc dyrektorem, za co 30 marca 2006 r. został usunięty z Rady Dyrektorów. Wtedy również odwoływał się do sądu, ale sędzia Carolyn E. Demarest wyrokiem z 29 listopada 2006 r. odrzuciła jego skargę jako bezzasadną. Sąd ma rozpatrzeć całą sprawę 15 marca br., gdyż na ten dzień jest wyznaczone przesłuchanie. Mamy nadzieję, że po przedstawieniu argumentów obu stron sąd przywróci należne członkom prawo zorganizowania specjalnego zebrania i przywrócenia w Unii porządku. Członkowie mają do tego prawo zagwarantowane także Konstytucją USA.

O normalności w Unii mówimy od dawna. Od dawna złe duchy Polonii tę normalność zakłócają. Bo czy może być normalnie, gdy jawnie i ciągle łamany jest statut? Tenże statut w art. 1 pkt. 2 pt. „CELE” nakazuje: „Ta Unia kredytowa jest organizacją, której właścicielami są członkowie, działającą na zasadach demokracji, mającą charakter niedochodowy (not-for-profit), zarządzaną przez radę dyrektorów składającą się z wolontariuszy i kierującą się specyficzną misją zaspokajania kredytowych i oszczędnościowych potrzeb konsumentów, w szczególności osób o skromnym mieniu. Celem tej unii kredytowej jest promowanie gospodarności między swoimi członkami poprzez umożliwianie im gromadzenia oszczędności oraz tworzenia dla nich źródeł kredytu przeznaczonego na rozsądne i produktywne cele”.

Bortnik, Kamiński i ich grupa nie stosowali się do statutu i nieregularnie (lub wcale) wypłacali członkom dywidendy, gromadząc wielomilionowe kwoty w nieujawnionym celu. Ich niegospodarność przejawia się także w tym, że Unia poniosła i nadal ponosi olbrzymie straty w wyniku chybionego zainwestowania 554 mln dolarów w ryzykowne obligacje. Tych posunięć nie potrafią wytłumaczyć członkom. Olbrzymie pieniądze przekazane w „obce ręce” mogłyby służyć członkom, biznesom polonijnym, a także zostać dla naszych dzieci. Grupa, której członkowie chcą odwołania, jest jednak zahipnotyzowana zgromadzonym majątkiem i wszelkimi siłami, a także pokrętnymi sposobami chce zawładnąć go dla siebie. W tym jest cały problem!