Strona główna / Moim zdaniem / Na ławeczce

GP #16, 26 sierpnia 2011 r.

Na ławeczce

STANISŁAW KWIATKOWSKI

Moja szanowna małżonka wygania mnie z paleniem z domu. Wiem, że grzeszę, i bez większych protestów wychodzę na dwór. Moim ulubionym miejscem do delektowania się nikotyną i smrodem papierosa jest ławeczka z tyłu domu. Szczególnie po południu, kiedy dom ocienia to miejsce i chroni przed palącym słońcem, a otaczająca zieleń działa kojąco i inspiruje do rozmyślań.

W miarę swoich możliwości intelektualnych i czasowych staram się śledzić to, co dzieje się we współczesnym świecie. Muszę przyznać, że niepokojem napawa mnie sytuacja w krajach, gdzie islam jest dominującą religią. Niektórzy nawet twierdzą, że jest to już otwarta wojna z cywilizacją europejską, u której podstaw jest chrześcijaństwo. Inni uspokajają, że jest to tylko wynikiem działalności ekstremalnych odłamów islamu. Mnie niepokoi to, że opierając się na tym, co do mnie dociera, dochodzę do wniosku, że jedni i drudzy mają częściowo rację, a ja – ze swoimi umiarkowanymi poglądami – pozostaję zdezorientowany.

Ostatnio, porządkując nieco swoją bibliotekę, natrafiłem na książkę Ryszarda Kapuścińskiego Szachinszach. Czytałem to kiedyś, bardzo dawno temu, i niewiele pamiętałem. Uważam Kapuścińskiego za wielkiego pisarza, a jego przemyślenia o współczesnym świecie są naprawdę warte lektury. Potwierdza to zresztą tłumaczenie jego książek na kilkadziesiąt języków. Teraz wziąłem Szachinszacha do ręki i zaintrygowany swoją niepamięcią otworzyłem na pierwszych stronach. We wstępie przeczytałem zdanie napisane przez czeskiego tłumacza Dusana Prowaznika: Już po pierwszych stronach wiedziałem, że przekładam arcydzieło.

Usiadłem i zacząłem czytać. Lekturę przerywałem tylko na konieczne obrządki dnia codziennego. Po skończeniu zamyśliłem się: Boże Drogi, gdyby tę książkę przeczytali prezydenci Stanów Zjednoczonych i innych krajów, prawdopodobnie nie mielibyśmy sprawy Iraku, Afganistanu i okolic, setek tysięcy ofiar oraz niestabilnej ekonomii. Tej wojny nie da się wygrać przy pomocy czołgów i samolotów. Nie można zabić wszystkich, a przecież co kilka lat dorasta następne pokolenie i chwyta za kałachy i bomby. Tak zwane rewolucje w krajach arabskich idą też dokładnie w kierunku opisanym przez Kapuścińskiego.

Kiedyś-gdzieś tam napisałem, że łatwo jest zbudować nową fabrykę czy jeszcze jeden odcinek autostrady, ale problem poziomu cywilizacyjnego kraju leży zwykle w mentalności ludzkiej, której przebudowanie zajmuje całe pokolenia. Sądzę, że najlepsze rezultaty daje wykształcenie. Powinno ono uczyć krytycznego myślenia i analizy. Człowiek wykształcony nie poddaje się tak łatwo idiotycznym nieraz zwyczajom swojego środowiska czy słowom księdza, mułły, albo propagatora partyjnego, a zaakceptowanie określonej ideologii powinno być świadomym wyborem.

Nieraz słyszę negatywne opinie o umasowieniu wyższego wykształcenia w Polsce i jego poziomie. Że dla tych wszystkich ludzi nie ma pracy, nie są potrzebni itp. Mnie to nie martwi. Ci lepsi, albo z lepszymi znajomościami znajdą pracę. Taka jest rzeczywistość. Ale nikt mi nie wmówi, że pracownik z wyższym wykształceniem wykonujący nawet prostą robotę będzie takim samym pracownikiem jak ten ledwo czytający czy piszący. Na ogół szare komórki dają o sobie znać wcześniej czy później i zostają docenione. A Polacy nigdy już nie będą takim samym narodem, jakim byli, chociaż nie wszystkim się to podoba.

Najważniejszym wyróżnikiem wielkiego dzieła jest to, że przetrwało próbę czasu. Kapuściński napisał Szachinszacha trzydzieści lat temu. Jest to książka nadal aktualna. Bardzo aktualna...