Strona główna / Moim zdaniem / Wspieranie spraw ważnych

GP #1, 10 stycznia 2015 r.

Wspieranie spraw ważnych

Maria Szonert
Maria Szonert-Binienda

Maria Szonert Binienda – doktor praw, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i dziennikarskich studiów podyplomowych oraz Szkoły Prawa Uniwersytetu Rutgers. Jest założycielką i prezesem Instytutu Libra, którego głównym celem jest budowanie trwałych dobrych stosunków między Polską a Stanami Zjednoczonymi. Jest również prezesem Fundacji Kresy-Syberia USA. Ekspert prawny w sprawach dotyczących Rodzin Smoleńskich. Autorka kilku książek na temat najnowszej historii Polski. Publicystka specjalizująca się w tematach prawnych i historycznych i spraw międzynarodowych. W październiku 2014 roku została wybrana wiceprezesem ds. polskich Kongresu Polonii Amerykańskiej.

Z MARIĄ SZONERT-BINIENDĄ rozmawia GRZEGORZ WORWA.

GRZEGORZ WORWA: Czy była Pani przygotowana programowo do pełnienia tej ważnej funkcji?

MARIA SZONERT-BINIENDA: Zawsze trudno oceniać samego siebie. Dlatego odwołam się do innych. O tym, czy byłam przygotowana programowo do pełnienia tej funkcji, zadecydowali wyborcy.

– Jakie są Pani plany, co jest dla Pani priorytetem?

– Jest ogromnie dużo do zrobienia, ponieważ przez ostatnie lata władze KPA stały na stanowisku, że sprawami polskimi KPA nie będzie się zajmować. Ja stanęłam na stanowisku, że sprawy polskie są dla KPA kluczowe. Przecież KPA powstał w celu zajmowania się sprawami polskimi. Moja wygrana była świadectwem tego, że Polonia oczekuje, iż KPA powróci do swej historycznej misji wspierania spraw ważnych dla Polaków. Jeżeli tego nie zrobi, zostanie w sposób naturalny zmarginalizowany, po prostu przestanie się liczyć.

– Jakie są Pani doświadczenia w pracy z Polonią, czy jest to obraz raczej pozytywny?

– Od wielu lat działam w różnych organizacjach polonijnych. Doświadczenia mam mieszane. Generalnie sytuacja jest taka, że osoby, które angażują się w pracę społeczną na rzecz Polonii, na ogół nie są przez Polonię doceniane. Wręcz odwrotnie, często stają się obiektem ataków i wrogości. Jednocześnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, że Polonia cierpi na chroniczny brak liderów.

Dlatego chciałabym zaapelować do rodaków o większą wyrozumiałość dla wszystkich tych, którzy angażują własny czas, wiedzę, doświadczenie zawodowe, wysiłek i środki finansowe w pracę na rzecz Polonii i Polski. Chciałabym zaapelować o większą tolerancję w ocenie tych działań. Jak mówi stare polskie przysłowie, „jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził”. Ja również nie zawsze będę działać po myśli wielu. Czasami będę popełniać błędy. Oczywiście to, co będę robiła, zawsze będzie można zrobić lepiej, szybciej, skuteczniej, inaczej. To prawda. Prosiłabym jednak, aby oceniać oraz zgłaszać swoje uwagi w sposób, który nie będzie pozostawiał trwałych wzajemnych urazów, gdyż nie służy to naszej wspólnej sprawie. Koniecznie musimy nauczyć się różnić kulturalnie i dyskutować nad meritum bez personalnych ataków.

– W kilka dni po wyborze senator Barbara Borys-Damięcka powiedziała: „nie wyobrażam sobie współpracy ambasady i konsulatu z taką osobą jak pani Binienda”. Jaka była Pani reakcja na te słowa, jak skomentowałaby Pani tę wypowiedź wiceprzewodniczącej senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą? Co mogło wpłynąć na luki w wyobraźni senator Borys-Damięckiej?

– Jest to syndrom choroby partyjniactwa, która niszczy dziś Polskę. Proszę zauważyć, że Pani Senator atakując moje poglądy nt. katastrofy smoleńskiej atakuje podstawową zasadę demokracji, czyli zasadę wolności przekonań gwarantowaną konstytucyjnie zarówno w Polsce, jak i w USA oraz chronioną europejską konwencją praw człowieka. Takie działanie godzi w podstawy demokratycznego państwa prawa. Można też je potraktować jako przykład strategii wykluczania osób o niewygodnych poglądach. Jak wiemy z historii, strategia taka była stosowana z dużym powodzeniem w hitlerowskich Niemczech, czyli jest to strategia wywodząca się z ideologii faszystowskiej.

Miejmy nadzieję, że dobiegają końca czasy, w których prześladuje się ludzi za poglądy na temat tragedii smoleńskiej czy na temat przestępstw wyborczych, problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości czy mediów rządowych. Liczę na to, że Polacy sięgną dziś do swych historycznych doświadczeń w sprawie zbrodni i kłamstwa katyńskiego oraz zniewolenia powojennego i wyciągną z tej naszej najnowszej historii należyte wnioski. Wówczas z pewnością nie pozwolą na to, aby kolejny raz poniżano i upokarzano Polaków oraz odbierano im prawa i swobody obywatelskie tak ciężko wywalczone przez pokolenie Solidarności.

– Jakie jest Pani stanowisko w sprawie czynnego uczestnictwa Polonii w życiu Polaków mieszkających w Polsce? Są opinie, że mieszkający na stałe za granicą nie powinni mieszać się do spraw w Polsce, ale też są przeciwne opinie, które mówią, że obywatel Polski niezależnie od miejsca zamieszkania powinien brać czynny udział, włącznie z opcją „bycia kandydatem do władz RP”…

– Relacje Polska-Polonia to wielki problem wszystkich Polaków. Bardzo złe doświadczenia historyczne w tej sprawie ciągną się za nami od okresu stalinowskiego do dziś. Proszę pamiętać, że po wojnie kraj opanowali moskiewscy kolaboranci, a poza granicami kraju zostały środowiska niepodległościowe. Przez prawie pół wieku rząd w Warszawie zawzięcie zwalczał i niszczył emigrację niepodległościową, gdyż widział w niej zagrożenie dla swego wasalskiego układu. W efekcie w Polsce wyrosło kilka pokoleń, które nie dość, że o emigracji nic nie wiedziały, ale były wrogo do niej nastawione.

Ten stan świadomości społecznej wcale się nie zmienił po 1989 roku, gdyż żaden rząd III RP nie podjął wysiłku edukacji i zmiany tych postaw społecznych. W efekcie przez ostatnie 25 lat stosunek Warszawy do Polonii ograniczał się głównie do zapraszania kapitału polonijnego do kraju. Warto tu podkreślić, że Polsce udało się uniknąć recesji w 2008 roku przede wszystkim dzięki kapitałowi polonijnemu, który po wejściu Polski do Unii Europejskiej rzeką popłynął do Kraju. Szkoda, że o tym w ogóle się nie mówi. W efekcie to bardzo znaczące wsparcie polskiej gospodarki przez Polonię zostało zaliczone na czyjeś inne konto, a Polonia nie dość, że nie dostała za do żadnego kredytu, ale jeszcze usłyszała, iż ma się nie wtrącać do polskich spraw.

Taka polityka Warszawy jest szkodliwa dla Polski. Wszystkie kraje europejskie, które są eksporterem swojej ludności, prowadzą wyrafinowaną politykę budowania swej siły na arenie międzynarodowej właśnie w oparciu o swoje własne środowiska emigracyjne poza granicami kraju. Przykładem są tu Włochy, Irlandia a ostatnio również Ukraina. Diaspora ukraińska okazała się bardzo silna i skuteczna w walce o obronę niepodległości Ukrainy tu, na terenie Stanów Zjednoczonych. Dzięki ich wysiłkom Kongres USA przyjął ostatnio dwie bardzo ważne dla Ukrainy ustawy. Natomiast jeśli chodzi o Polskę, to sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie. Niestety, po tragedii smoleńskiej władze w Warszawie podjęły bardzo energiczną i skuteczną politykę pacyfikowania Polonii, co doprowadziło do wielkich podziałów i odnowiło rany wzajemnej nieufności z okresu komunistycznego.

Nie da się ukryć, że tak w Polsce, jak i tutaj, za granicą, z mieszanymi uczuciami przyjmujemy informację, że wybory do władz samorządowych nie miały prawidłowego przebiegu. W niektórych przypadkach sądy nakazują powtórzenie wyborów, mówi się o zbyt dużym rozdźwięku pomiędzy wynikami exit poll a tymi końcowymi; słyszymy też, że zdarzały się przypadki znieważania godła państwowego przez umieszczenie naszego symbolu narodowego na koszu na śmieci, z którego zrobiono urnę wyborczą. To są zanotowane przez prasę fakty. Czy Polonia powinna zająć w tej sprawie stanowisko? Oczywiście, że tak. Przecież duża część Polonii to obywatele polscy, których prawa obywatelskie zostały w sposób oczywisty pogwałcone. Jednak wszelkie protesty napotykają na opór osób nadal posłusznych symbolicznemu już przekazowi rządu w Warszawie pod tytułem „Polacy, nic się nie stało!”. Tego typu strategia pacyfikacyjna nadal działa.

– W przyszłym roku w Polsce odbędą się wybory prezydenckie. Czy Polonia powinna mieć możliwość wysunięcia swojego kandydata, czy Kongres powinien poprzeć konkretnego kandydata? W ogóle jak Pani widzi przygotowania Polonii do wyborów w Polsce? O czym powinniśmy wiedzieć, idąc do wyborów?

– To jest obszerny temat, któremu warto poświęcić osobną rozmowę. Zwrócę tylko uwagę na fakt, że mniejszość niemiecka ma swoją reprezentację w polskim Sejmie, natomiast 20-milionowa Polonia nie ma w Sejmie swoich przedstawicieli, czyli osób, które przede wszystkim reprezentują interesy Polonii. Ponadto Polonia w ogóle nie ma możliwości uczestniczyć w wyborach samorządowych, gdyż wybory te nie są organizowane poza granicami kraju. A przecież jako inwestorzy i właściciele nieruchomości Polacy mieszkający poza granicami kraju nie tylko płacą w Polsce podatki od nieruchomości, ale też mają żywotny interes w tym, aby wpływać na wybór lokalnych władz samorządowych, które przecież mają wpływ na kształtowanie się wartości rynkowej tych nieruchomości.

Jeżeli chodzi o wybory prezydenckie i parlamentarne, to są one dostępne dla Polonii, tyle, że w bardzo ograniczonym zakresie, gdyż przykładowo jest za mało komisji wyborczych. W wyborach parlamentarnych Polonia nie wystawia swoich przedstawicieli, a co za tym idzie nie ma możliwości głosowania na ludzi, którzy przede wszystkim reprezentują ich interes. Ciekawe, że w krajach takich jak Włochy czy Irlandia diaspora ma swoją liczną reprezentację w parlamencie krajowym. Natomiast Polska nadal traktuje swoją diasporę jak zło konieczne, zażarcie promując absurdalną i szkodliwą dla kraju tezę, że Polonia nie powinna się wtrącać do spraw polskich.

– Nad czym obecnie Pani pracuje, czy powstały jakieś zarysy tego, co powinno się zmienić w Kongresie Polonii Amerykańskiej?

– Staram się pracować nad wszystkimi tematami ważnymi dla Polonii. Jest ich bardzo dużo. Wymienię chociażby takie jak ochrona dobrego imienia, polityka historyczna, problem bezpieczeństwa kraju, jego suwerenności oraz praworządności, problematyka edukacji polonijnej, spraw socjalnych, wreszcie relacje Polonii z Polską. Każdy z tych tematów to ogromne osobne przedsięwzięcie i wszystkie one wymagają pilnego działania.

Aby uporać się z tymi sprawami, potrzebne jest większe zaangażowanie Polonii. Zachęcam więc bardzo do angażowania się w sprawy polonijne w ramach struktur Kongresu Polonii Amerykańskiej. Bardzo potrzebni są nam profesjonaliści z doświadczeniem zawodowym, wiedzą i ekspertyzą. Historycznie środowiska te stronią od działalności w ramach Kongresu, co bardzo osłabia Polonię na terenie USA. Apeluję więc, aby wbrew przyzwyczajeniom angażować się w prace na rzecz Polonii w ramach struktur Kongresu, gdyż jest to organizacja, która z racji swej historycznej rangi daje Polonii największe szanse odbudowy jej siły politycznej w tym kraju.