Strona główna / Moim zdaniem / Rosja Rozbija NATO

GP #21, 20 października 2014 r.

Rosja rozbija NATO

MARIA SZONERT-BINIENDA

Rosja usprawiedliwia swój nawrót do polityki imperialistycznego ekspansjonizmu w Europie Centralno-Wschodniej zagrożeniem ze strony NATO. Wręcz żąda, aby kraje tego regionu, w szczególności Polska i republiki bałtyckie, pozostały de facto strefą zdemilitaryzowaną, odmawiając Polsce równorzędnego prawa do obrony przed historycznym agresorem. Powołuje się przy tym na rzekome rozmowy i deklaracje w tej sprawie, przekonując opinię publiczną, iż bezpieczeństwo Rosji zostanie zagrożone, jeśli Polska i republiki bałtyckie dostaną istotną ochronę militarną NATO.

W efekcie rosyjskiej presji politycznej, kierownictwo NATO przez 15 lat skutecznie powstrzymuje się od rozwijania infrastruktury obronnej na terenie Polski oraz uchyla się od rozmieszczenia tam znaczących sił bojowych. Warto przy tym podkreślić, że NATO nie stosuje podobnej zasady w stosunku do Bułgarii i Rumunii, państw przyjętych do NATO 5 lat później. W wyniku pozaprawnych działań Rosji skutecznie paraliżujących zobowiązania sojusznicze NATO wobec Polski, ma ona status członka gorszej kategorii nawet w stosunku do innych państw członkowskich swojego regionu. Na dzień dzisiejszy NATO nie zapewnia Polsce podstawowych warunków bezpieczeństwa wynikających z aktu jej przystąpienia do traktatu północnoatlantyckiego w 1999 roku. Jest to rezultatem faktycznego weta Rosji w tej sprawie.

W swej info-agresji skierowanej przeciwko statutowym działaniom NATO zapewnienia Polsce bezpieczeństwa, Rosja manipuluje opinią publiczną, stosując demagogiczną narrację, która nie ma żadnych podstaw prawnych. Przykładem jest tu rosyjska interpretacja Aktu Stanowiącego o Wzajemnych Stosunkach, Współpracy i Bezpieczeństwie między NATO a Rosją z 1997 roku. Według Rosjan, Akt ten zapewnia, że NATO nie będzie budować infrastruktury wojskowej w pobliżu granic Rosji oraz nie będzie rozmieszczać tam stałych baz wojskowych. Prezydent Jelcyn, który złożył swój podpis pod Aktem Stanowiącym, oświadczył wręcz, że dokument ten zawiera „zobowiązanie do nierozmieszczania na terytorium państw nowo przyjętych ani sił zbrojnych NATO, ani stałych baz w pobliżu Rosji” oraz określił ten dokument jako „zdecydowane i bezwzględne zobowiązanie wszystkich stron sygnatariuszy tego Aktu”.

Zanim podejmiemy jakąkolwiek dyskusję na temat, czy rzeczywiście Akt ten zawiera zobowiązania NATO do ograniczania zdolności obronnych krajów nowo przyjętych, należy najpierw wyjaśnić, czym ten dokument jest, a czym nie jest. Tak więc Akt Stanowiący jest deklaracją polityczną i w żadnej mierze nie jest wiążącym traktatem międzynarodowym. Dlatego też z punktu widzenia prawa międzynarodowego nie ma mocy prawnej. Jest to klasyczna deklaracja o charakterze politycznym, która odzwierciedla klimat polityczny i wolę współpracy między NATO a Rosją u schyłku lat 90-ych. Amerykańscy negocjatorzy oficjalnie oświadczyli, że Akt ten jest obowiązujący wyłącznie w sensie politycznym, a nie prawnym. Na dowód, że Akt ten nie jest wiążącym traktatem międzynarodowym, Amerykanie wskazali, że nie wymagał on ratyfikacji przez Senat Stanów Zjednoczonych, podczas gdy wszystkie wiążące traktaty międzynarodowe wymagają takiej ratyfikacji. Jeremy Rosner, specjalny asystent prezydenta USA do spraw rozszerzenia NATO, oświadczył, że: – Akt Stanowiący stwierdza jednoznacznie, iż „nie ogranicza zdolności NATO do działania niezależnego i nie zawiera – to znaczy nie zawiera żadnych zobowiązań prawnych – nie dopuszcza żadnych ograniczeń z zewnątrz w stosunku do polityki militarnej NATO.

Tak więc Akt Stanowiący od samego początku był inaczej postrzegany przez Moskwę, a inaczej przez NATO i Waszyngton. Bardzo ciekawa i pouczająca dyskusja toczyła się na temat znaczenia Aktu Stanowiącego w wielu stolicach świata wkrótce po jego podpisaniu. Prezydent Clinton, który był współautorem polityki zbliżenia z Rosją, chwalił tę inicjatywę jako „historyczną zmianę w relacjach NATO z Rosją”, a prasa zachodnia na ogół oceniała ten ruch jako „pogrzebanie zimnowojennej rywalizacji i uznanie przez Rosję rozszerzenia NATO”. Prezydent Chirac, który był gospodarzem ceremonii podpisania Aktu w Paryżu, chwalił porozumienie jako „otwarcie nowego rozdziału w historii Europy, rozdziału bez precedensu, gdyż wyraża on wspólną wizję przyszłości”. Nawet prezydent Jelcyn stwierdził, że Akt ten „będzie chronił Europę i świat przed nową konfrontacją i będzie stanowił fundament dla nowego, sprawiedliwego i stałego partnerstwa, partnerstwa, które weźmie pod uwagę wymogi bezpieczeństwa każdego, kto złożył podpis pod tym dokumentem”.

Mimo entuzjastycznej retoryki płynącej z Paryża, wiele niejasności pozostało w kwestii realnego znaczenia tego dokumentu. Henry Kissinger szczegółowo wyjaśnił swoje obawy. Stwierdził on, że „tak zwany Akt Stanowiący ma na celu zadowolić Rosję za cenę rozwodnienia Paktu Atlantyckiego do poziomu kolektywnego bezpieczeństwa w stylu Narodów Zjednoczonych”. Jako główne zastrzeżenie podał on obawę, że Rosja będzie miała za silny głos w Radzie NATO-Rosja oraz że w praktyce „Rosja dostała prawo weta bez względu na to, ile razy przedstawiciel administracji Clintona będzie powtarzał, że Rosja dostała głos a nie weto”.

Peter Rodman z Centrum Nixona podzielał poglądy konserwatystów w Kongresie oraz prasy amerykańskiej argumentując, że Akt ten gwarantuje skomplikowanie procesu decyzyjnego w ramach NATO w przyszłych kryzysach w Europie i na Bliskim Wschodzie. Stwierdził również, iż „wcale nie jest jasne, że w ten sposób kupiliśmy rosyjską zgodę na rozszerzenie NATO”.

Podsumował, iż „zapłaciwszy taką cenę Rosji, nie mamy innego wyjścia jak tylko iść do przodu. Najgorzej byłoby, gdybyśmy po zapłaceniu takiej ceny nie zrealizowali projektu NATO”.

Reakcja na Akt była równie zróżnicowana w Rosji. Podczas gdy w Paryżu Jelcyn chwalił ten dokument, w przeddzień ceremonii podpisania ostrzegał, że NATO całkowicie podważy swoje stosunki z Rosją, jeśli rozszerzy swoje członkostwo o jakiekolwiek państwo byłego ZSSR, mając na myśli republiki bałtyckie i Ukrainę. Rosyjski minister spraw zagranicznych Primakow oświadczył, że Rosja kategorycznie sprzeciwia się rozszerzeniu NATO o byłe sowieckie republiki. W odpowiedzi Sandy Berger, doradca prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa, w czasie konferencji prasowej cztery dni po szczycie paryskim stwierdził: „Postawiliśmy sprawę bardzo jasno w Akcie Stanowiącym i we wszystkich naszych publicznych i prywatnych dyskusjach z Rosjanami, że nie uważamy, aby jakiś naród był lub powinien być wykluczony z potencjalnego członkostwa w NATO, jeżeli spełni kryteria i będzie się o członkostwo ubiegał”.

Jelcyn w wystąpieniu radiowym do Rosjan w dniu 30 maja 1997 roku określił Akt jako wysiłki w celu zminimalizowania negatywnych konsekwencji rozszerzenia NATO i zapobieżenia nowemu podziałowi Europy. Następnie opisał ten dokument – nieprawidłowo, według zachodnich przedstawicieli – jako enshrining NATO’s pledge, czyli gwarancja natowskiego oświadczenia nierozmieszczania broni nuklearnej na terytorium nowych członków NATO oraz niezwiększania sił bojowych NATO przy naszych granicach, w tym nierozbudowywania infrastruktury służącej do tego celu. Aleksander Lebed, emerytowany popularny generał argumentował, że „rosyjsko-natowskie porozumienie zwiększa polityczne, prawne i militarne ryzyko. Rosja otrzymała od Stanów Zjednoczonych rolę gwaranta powojennego porządku w Europie. Jakakolwiek częściowa zmiana tego porządku poddaje w wątpliwość wszystkie inne komponenty, włącznie z gwarancją nienaruszalności granic”.

Sergiej Rogow, dyrektor Instytutu Moskwa-US-Canada, był zadowolony z Aktu, nazywając go „fundamentalnym krokiem w kierunku powojennej ugody w Europie”. W sprawie taktycznej broni nuklearnej stwierdził: „Mieliśmy 95 procent sukcesu, czyli prawie maksymalny sukces w otrzymaniu deklaracji od NATO. Natomiast w sprawie broni konwencjonalnej nie oszukujmy się: NATO będzie się rozszerzać w kierunku naszych granic. Ale uważam, że udało się nam ograniczyć tę ekspansję około 70 procent. Jestem nawet bardziej optymistyczny, jeśli chodzi o mechanizmy strategicznego partnerstwa między Rosją a Zachodem, które zostały szczegółowo określone w akcie. Kreuje on w sposób skuteczny strukturę równoległą w stosunku do NATO, stałą wspólną Radę z działającymi organami politycznymi i militarnymi”.

Z dyskusji wokół Aktu wypływa wniosek, że nie było jasności co do znaczenia i faktycznych implikacji tego dokumentu. Z punktu widzenia NATO była to deklaracja polityczna bez mocy prawnej. Moskwa jednak sprzeciwiała się takiemu stanowisku. Zrodziło się też wiele obaw, że Rosja otrzymała faktyczne prawo weta w sprawach obronności krajów NATO. Poddawano też w wątpliwośćm czy rzeczywiście udało się zapewnić zgodę Moskwy na rozszerzenia NATO na całą Europę Centralno-Wschodnią.

Po 15 latach od podpisania Aktu Stanowiącego, życie samo napisało odpowiedź na pytania nurtujące komentatorów ceremonii paryskiej z 1997 roku. Dziś widać wyraźnie, że Rosja zdołała skutecznie wykorzystać swą uprzywilejowaną pozycję w relacjach z NATO w celu skutecznego zablokowania lub odroczenia wszelkich decyzji podwyższenia obronności Polski w ramach struktur NATO. Propaganda rosyjska, która nie jest zgodna ani z prawem, ani z żywotnym interesem NATO i jego członków, ani z intencjami negocjatorów Aktu, którzy reprezentowali NATO, została dziś zaakceptowana przez część europejskich przywódców, w szczególności przez Niemcy, i w efekcie przyjęta jako stanowisko NATO. Decyzja nierozmieszczania stałych baz oraz sił bojowych NATO w Polsce została podtrzymana ustami kanclerz Merkel nawet w obliczu jawnego pogwałcenia przez Rosję podstawowych deklaracji zawartych w Akcie Stanowiącym oraz wobec publicznych gróźb ataku kierowanych pod adresem Polski przez najwyższych przedstawicieli Kremla. Jest to ewidentny dowód na „rozmycie”, czyli skuteczne osłabienie siły obronnej NATO za pomocą rosyjskiej info-agresji skierowanej na główne ośrodki decyzyjne NATO. Niestety, Henry Kissinger miał rację twierdząc, że Rosja faktycznie uzyskała prawo weta w stosunku do kluczowych decyzji NATO w zakresie polityki obronnej swych członków.

Jaskrawym przykładem braku woli politycznej NATO wypełniania swej statutowej misji zapewnienia Polsce bezpieczeństwa wobec jawnych gróźb Rosji jest sprawa rozmieszczania stałych baz NATO na terytorium Polski. W Akcie Stanowiącym, który zgodnie ze stanowiskiem NATO jest deklaracją woli politycznej wynikającą z sytuacji międzynarodowej w 1997 roku, zawarte jest następujące oświadczenie NATO:

„W obecnym i możliwym do przewidzenia środowisku międzynarodowym Sojusz będzie realizować kolektywną obronę i inne zadania raczej poprzez zapewnienie niezbędnej interoperacyjności (interoperability), integracji i zdolności wzmocnienia (reinforcement) niż poprzez dodatkowe permanentne stacjonowanie znaczących sił bojowych. W związku z tym [NATO] będzie musiało polegać na zadowalającej infrastrukturze, która musi zapewniać realizację powyższych zadań. W tym kontekście, wzmocnienie sił będzie mogło nastąpić, w razie konieczności, w przypadku obrony przeciwko groźbie agresji”.

Powyższe sformułowanie zawarte w samym Akcie Stanowiącym przewiduje zwiększenie sił bojowych i wzmocnienie infrastruktury wojskowej na wypadek groźby agresji. Nie trzeba się nawet odwoływać do licznych dowodów pogwałcenia przez Rosję podstawowych deklaracji samego Aktu Stanowiącego, które doprowadziły do zawieszenia współpracy NATO z Rosją. Wystarczy wskazać na retorykę wojenną płynącą z Moskwy pod adresem Warszawy, aby uznać za nieważną polityczną deklarację nieumieszczania infrastruktury militarnej i sił bojowych NATO w Polsce, złożoną w warunkach przyjaznych stosunków z Rosją.

Wobec prowokacyjnych ćwiczeń ataku nuklearnego na Warszawę przez wojska rosyjskie, wobec gróźb zmiecenia Polski z powierzchni ziemi oraz żądań wystąpienia Polski z NATO i Unii Europejskiej, wygłaszanych publicznie przez przedstawicieli rosyjskiej Dumy, należy powrócić do zagadnienia rozmieszczenia broni jądrowej na terytorium Polski.

W końcowej części Aktu, która dotyczy spraw o charakterze polityczno-militarnym, NATO stwierdziło, że „nie ma ani zamiaru, ani planu, ani powodu” rozmieszczać lub przechowywać broń nuklearną na terytorium nowo przyjętych państw. Warto przypomnieć, że jest to deklaracja o charakterze politycznym a nie prawnym, której przestrzeganie zależy wyłącznie od woli partnerów w kontekście określonych warunków politycznych. W świetle rosyjskich ćwiczeń ataku jądrowego na Warszawę oraz zapowiedzi rosyjskich dowódców, że priorytetem rozwoju rosyjskich sił zbrojnych do roku 2020 będzie rozwój strategicznych sił jądrowych, NATO winno zweryfikować i uaktualnić „zamiary, plany i powody” w sprawie rozmieszczenia broni nuklearnej na terytorium Polski.

Sytuacja obronna Polski w obliczu narastającej agresji Rosji, która jednocześnie skutecznie paraliżuje wszelkie działania NATO w tym regionie, jest poważna. Zagrożenie bezpieczeństwa Polski ze strony Rosji po 25 latach od formalnego uniezależnienia się od tego kraju to wynik głębokich zaniedbań w utrwaleniu w świadomości społecznej zwycięstwa Solidarności nad zbrodniczym systemem ZSSR. Zarówno Polska, jak i Zachód nie wykorzystały należycie zwycięstwa Solidarności, gdyż nie zabezpieczyły i nie utrwaliły w świadomości międzynarodowej swojego moralnego zwycięstwa nad okrutnym reżimem, jakim była sowiecka Rosja.

W 2009 roku, na krótko przed ogłoszeniem modyfikacji sytemu obrony przeciwrakietowej w Polsce, liderzy krajów Europy Centralno-Wschodniej zwrócili się do prezydenta Obamy z apelem, w którym wyrazili obawy swego regionu przed rosnącą agresją Rosji i wyrazili nadzieję, że Ameryka będzie się kierować moralnym kompasem w swych decyzjach i nie opuści Europy Centralno-Wschodniej.

Były to ważne słowa. Niestety, wdrażając politykę resetu zarówno Zachód, jak i część środowisk władzy w Polsce świadomie minimalizowała i deprecjonowała znaczenie zwycięstwa nad sowiecką Rosją. We wzajemnych relacjach nagminnie pomijano wszelkie sprawy drażliwe bądź niewygodne dla Rosji, w tym tematy związane ze zbrodniami i ofiarami sowieckiej opresji, kosztami społecznymi zimnej wojny oraz moralnym zwycięstwem Solidarności i całej Europy Centralno-Wschodniej nad ZSSR pod przywództwem Ameryki.

Niestety, do dziś nie udało się wprowadzić w Stanach Zjednoczonych dnia upamiętniającego ofiary niemiecko-sowieckiego totalitaryzmu, które symbolizuje Pakt Ribbentrop-Mołotow. Taki stan moralnej ambiwalencji powoduje, że ZSRR nie jest postrzegany jak przestępca rangi hitlerowskich Niemiec. Rosja ten stan świadomości społecznej skutecznie wykorzystuje w prowadzonej wojnie informacyjnej. W efekcie rosyjskiej wyrafinowanej strategii historycznej Zachód wysyłał swych przedstawicieli państwowych na pogrzeb przestępcy komunistycznego Wojciecha Jaruzelskiego.  W ten sposób zwycięzcy uwiarygodnili przestępczy reżim Jaruzelskiego, a co za tym idzie zdeprecjonowali z moralnego punktu widzenia obóz niepodległościowy pod przywództwem Solidarności. Zwycięzcy sami dokonali relatywizacji siły moralnej swojego zwycięstwa, niejako zaprzepaszczając to zwycięstwo własnymi rękami. W ten sposób wywalczona przez Solidarność niepodległość Polski, jako wartość nadrzędna, również została poddana w wątpliwość.

Wdrażając politykę resetu prezydent Obama zaznaczył wprawdzie, iż państwa mają prawo do zapewnienia bezpieczeństwa swych granic oraz prowadzenia własnej polityki zagranicznej, jednak komentatorzy zwrócili uwagę na fundamentalny problem strategii resetu. Podkreślili, że jeżeli Ameryka nie będzie mówić asertywnie o swoim zwycięstwie w zimnej wojnie, wówczas wola obrony tego zwycięstwa również ulegnie osłabieniu, co natychmiast zostanie wykorzystane przez Rosję. Przestrzegali przed kompromisem z Rosją co do fundamentalnych zasad. Alarmowali też, że prezydent Obama na spotkaniu w Moskwie latem 2009 roku nie odniósł się do sukcesu amerykańskiej polityki zagranicznej prowadzonej przez ponad dwa pokolenia w stosunku do Europy Centralno-Wschodniej oraz podkreślali obowiązek obrony tego sukcesu. Wskazywali, że pominięcie moralnego zwycięstwa wolności i demokracji nad tyranią morderczego sowieckiego reżimu pozostawiło gorzki posmak rzekomej moralnej równorzędności stron tego konfliktu i może nieść poważne konsekwencje na przyszłość. W efekcie pomniejszania znaczenia tego sukcesu oraz bierności wobec rosyjskiej kontrofensywy propagandowej zwycięstwo Solidarności zostaje stopniowo zaprzepaszczone.

Jesienią 2014 roku Polska staje w obliczu bezpośredniego zagrożenia swojej niepodległości ze strony Rosji. Obecność wojsk NATO na terytorium Polski nabiera dla niej wagi egzystencjonalnej. Na terytorium Niemiec stacjonuje garnizon 8000 świetnie wyszkolonych żołnierzy USA o wysokiej gotowości bojowej, których potencjał w ogóle nie jest wykorzystywany. Warto przypomnieć, że właśnie obecność sił zbrojnych USA na terenie RFN w czasie zimnej wojny istotnie przyczyniła się do zwycięstwa nad ZSSR. Dziś Polska i republiki bałtyckie znajdują się na pierwszej linii frontu rosyjskiego. Dlatego też obecność garnizonu amerykańskich sił zbrojnych o wysokich kwalifikacjach i gotowości bojowej na terytorium Polski jest sprawą najwyższej wagi. Możliwe nawet, że tak jak przed laty, dziś również jest to warunek konieczny sukcesu Zachodu w obecnym starciu ze spadkobiercą ZSSR.

Niestety, zamiast konkretnych działań, na szczycie w Wales we wrześniu 2014 roku NATO kolejny raz uległo presji politycznej Rosji, utrzymując de facto natowską demilitaryzację Polski i gwałcąc w ten sposób zobowiązania NATO w stosunku do Polski. Co gorsza, to nieodpowiedzialne, sprowadzające się do pustych gestów zachowanie NATO, które jedynie zachęca Rosję do agresji, zostało uznane przez przedstawicieli Polski za sukces. Pytanie tylko, czyj to jest sukces – czy Polski czy Rosji?