Strona główna / Moim zdaniem / Nie jest łatwo być starszym...

GP #3, 26 stycznia 2013 r.

Nie jest łatwo być starszym...

KATARZYNA MURAWSKA

Staruszkowie na ławce

Szóstego stycznia symbolicznymi odwiedzinami stajenki Betlejemskiej przez Mędrców Wschodu – Trzech Króli, kończy się okres świąt Bożego Narodzenia. Okres ten to przede wszystkim czas świąt rodzinnych, przypominających, że podstawą życia i siły społeczeństw jest rodzina. Jakie są relacje w rodzinach, takie są społeczeństwa. O ważności tych relacji mówi najstarsze chrześcijańskie prawo moralne zawarte w Dekalogu. Jeśli rodziny szanują się i wspierają wzajemnie, jest szansa, że przetrwają najtrudniejsze czasy.

W światowej literaturze pięknej jest wiele przykładów rodzin wielopokoleniowych. Dzisiejsze rodziny to często trzy, a nawet cztery pokolenia. Odzwyczailiśmy się już od tego, że takie rodziny żyją razem. Każde pokolenie chce mieć własne cztery ściany, i słusznie.

W Polsce w latach dziewięćdziesiątych XX w. zaczęto realizować politykę „rodzina na swoim”. Były łatwo dostępne kredyty na mieszkania i na wyposażenie gospodarstw domowych. Wszycy zachłysnęli się nowym kapitalizmem, promującym przedsiębiorczość i aktywność. Szybko upowszechniły się medialne ideały, że najlepiej jest, jeśli jesteśmy młodzi, zdrowi, piękni i bogaci. Rezultatem tych ciągle trwających tendencji jest wykluczenie społeczne słabszych i starszych. Nie wszyscy z własnej woli nie są piękni i przedsiębiorczy. „Słabość” wynikająca ze stanu zdrowia, miejsca i czasu urodzenia, już na starcie eliminuje z biegu o godne życie. Jakże mądre było postępowanie rodziny, która gromadziła siły i środki, aby wynosić w górę najzdolniejszego z jej członków! Jeśli jemu się powiodło, był zobowiązany zwrócić dług, pomagając innym członkom rodziny.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku w Polsce próbowano zabezpieczyć najsłabszych przed losem podobnym do tego, jaki spotkał Agatę, jedną z bohaterek Chłopów Władysława Reymonta. W siermiężnym socjalizmie Polski Ludowej nikt nie musiał żebrać, ani umierać z głodu. Można zobaczyć też sytuację z pozycji pesymisty i powiedzieć, że wszyscy dzielili biedę po równo, ale w tamtym czasie doceniono rolę dziadków w życiu rodziny. Dziadkowie, ponieważ mieli środki na swoje utrzymanie, nie tylko nie byli obciążeniem dla rodziny, ale mogli ją wspierać finansowo i moralnie. W powszechnym użyciu było powiedzenie „jak macie babcie, to się nie trapcie”.

W 1964 roku w tygodniku Kobieta i Życie pojawił się pomysł ustanowienia święta „Dzień Babci”. Już rok później święto to zaczął popularyzować Ekspres Poznański. W roku 1966 również Ekspres Wieczorny ogłosił dzień 21 stycznia Dniem Babci. Później powstała jeszcze tradycja obchodzenia 22 stycznia jako Dzień Dziadka.

Instytucja „dziadków” jest dziś zbawieniem dla zapętanych w spłacanie kredytów wziętych we frankach szwajcarskich, albo innej walucie, wnuków. Zdarza się, że emerytura dziadków jest jedynym zabezpieczeniem socjalnym dla bezrobotnych polskich magistrów. Paradoksalnie, statystyki wykazują, że emeryci są w Polsce zamożnymi ludźmi. Jeśli popatrzeć na to tak, że mają stały dochód, to prawda, ale ten dochód jest statystycznie tak mały, że często nie starcza dla samych emerytów, gdy dopada ich choroba wieku podeszłego, albo stają się niedołężni i sami potrzebują pomocy.

W Polsce jest półtora miliona emerytów w podeszłym wieku, a tylko 750 miejsc na oddziałach geriatrycznych. W niektórych województwach nie ma ani jednego takiego miejsca w szpitalach. Chorymi na choroby wieku podeszłego zajmuje się tylko 270 lekarzy, gdy w Wielkiej Brytanii czterokrotnie więcej. Często odmawia się pomocy medycznej ludziom w podeszłym wieku.

Niełatwo żyje się też tym, którzy „jeszcze się trzymają” i wcale to nie wynika z braku pieniędzy, a z braku akceptacji społecznej. Ludzi starych nie zauważa się na ulicy, w środkach komunikacji miejskiej, w miejscach publicznych. Nie ma odruchu, aby seniorowi ustąpić miejsca w autobusie, pomóc nieść siatkę z zakupami, zapytać, czy nie potrzebuje pomocy, albo zwyczajnie po ludzku powiedzieć „dzień dobry”, zapytać o samopoczucie, porozmawiać. Zwykle narzeka się, że jeżdżą w nieodpowiednich porach, stoją w kolejkach do lekarza i psują widok w parku, wysiadując na ławce. Jak rzadko zdarza się zobaczyć starszych ludzi w restauracji, w teatrze, albo nawet na spacerze. Starsza para trzymająca się za ręce na ulicy to widok unikalny, a przecież tak możliwy i pożądany. Dzieci (szczególnie te w wózkach) spacerujące z dziadkami – tak, ale młodzież w towarzystwie dziadków, nawet na lodach, to widok raczej niespotykany.

Myślę, że nadszedł już czas, żeby do polityki prorodzinnej wpisać również seniorów. Czas przekształcić niektóre wydziały na uczelniach pedagogicznych w specjalizujące się w opiece nad seniorami, bo ich (seniorów) będzie przybywać i taka specjalność będzie potrzebna. Czas, żeby na lekcjach wychowania w rodzinie może trochę mniej mówić o seksie, a więcej czasu poświęcić na rozmowy o wzajemnym szacunku członków rodziny. Seniorzy nie są balastem. Dzięki nim mamy to, co mamy, a następne pokolenia będą mieć to, co im teraz stworzymy.

Problem seniorów dostrzegł dyrygent Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Jurek Owsiak. 21 stycznia WOŚP grała dla noworodków i seniorów, czyli dla tych, którym żyje się najtrudniej i z tego powodu trzeba im pomagać i ochroniać. Chwała jej za to, ale chciałoby się wyrazić życzenie, aby każdy z nas miał taką orkiestrę w swoim sercu, w swojej duszy, i aby ta nasza orkiestra grała cały rok, żeby stawiała tamę wykluczeniu seniorów z życia społecznego, a tych, którym się to zdarzyło, przywracała społeczeństwu.

W Dniach Babci i Dziadka życzymy wszystkim Seniorom, żeby ich życie było godne i radośniejsze!