Strona główna / Moim zdaniem / Ufaj, ale kontroluj

GP #5, 8 marca 2014 r.

Ufaj, ale kontroluj

JOHN CZOP

Angielskie wyrażenie „ufaj, ale kontroluj” było na ustach wielu członków Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark, w stanie New Jersey, którzy dzwonili do mnie na przestrzeni kilku ostatnich tygodni. Wszyscy oni martwią się o przyszłość PFK. Część z nich planuje uczestniczyć w zebraniu członków fundacji, które ma się odbyć 19 marca.

Wielu moich rozmówców wyraziło obawę współpracy z innymi członkami z powodu – jak to określili – „frakcji” popierającej byłego prezesa PFK, Freda Czuladę. Woleli też rozmawiać ze mną, zamiast z przedstawicielami trójki członkowskiej wybranej do reprezentowania ich przed Radą Dyrektorów PFK (Board of Trustees – BOT). Kiedy próbowałem dowiedzieć się, czego konkretnie się obawiają, odpowiedziano mi, że „tych, którzy traktują Polską Fundację Kulturalną jako swój prywatny folwark”.

Większość wyrażała zaufanie do Marka Ruszały, obecnie kierującego PFK. Mają również wielkie zaufanie do jego poprzednika, Dana Domogały, który piastował ten urząd między styczniem 2012 a 24 października 2013 r., a zrezygnował z niego ze względów moralnych, dotyczących nielegalnych postępowań pana Czulady, aprobowanych przez BOT. Jest dla nich jasne, że tak Marek Ruszała, jak i Dan Domogała otrzymali w spadku po prezesie Czuladzie duże braki finansowe w budżecie PFK.

Większość moich rozmówców, członków PFK, jest zawiedziona tym, że BOT wykazuje nieumiejętność w zarządzaniu i administrowaniu fundacją, a szczególnie oburzona brakiem zainteresowania wydawaniem przez Freda Czuladę funduszy fundacji – w trakcie piastowania przez niego najpierw stanowiska zastępcy prezydenta, a później prezydenta – na cele niezwiązane z działalnością PFK. Tak właśnie było w przypadku rozdysponowania Funduszu Awaryjnego PFK na zupełnie nieistotne cele, przy całkowitym braku zainteresowania ze strony BOT i niekwestionowaniu tych wydatków pana Czulady. A przecież te pieniądze to majątek wszystkich członków Polskiej Fundacji Kulturalnej w Clark! Dlaczego Rada Dyrektorów tak lekkomyślnie wówczas postępowała? Co stało się z około $300 tys., które były na koncie Funduszu Awaryjnego w chwili, gdy pan Domogała rozpoczynał swoją prezydenturę w styczniu 2012 r.?

Gdyby BOT w czasie prezydentury Dana Czulady sprawował swoją funkcję statutową tak jak powinien, to pieniądze z Funduszu Awaryjnego nie ulotniłyby się bez żadnej kontroli i mogłyby zostać wykorzystane w 2012 r. na naprawę lub wymianę dachów budynków Fundacji zniszczonych przez huragan „Sandy”.

Obawy członków wyrażają się brakiem zaufania do przejrzystości działań w PKF, czego przykładem może być znikoma odpowiedź na wezwanie pani Joanny Szymańskiej o zbiórkę pieniędzy, które mogłyby się przyczynić do utrzymania Fundacji przy życiu. Zbiórka ta przyniosła jedynie $160!

Przed odezwą Joanny Szymańskiej była wcześniej inna, w tym samym celu, od Rona Syslo – przewodniczącego Rady Dyrektorów przy PFK, wzywająca wszystkich członków fundacji do wpłacenia $100. Gdyby każdy z nich odpowiedział na to wezwanie, fundacja mogłaby liczyć na przyrost gotówki w wysokości $800 tys. Ja sam przekazałem swoją część na ręce Rona Syslo i proszę wszystkich czytelników o zrobienie tego samego.

Niedawno pani Szymańska wzywała do zebrania $90 tys., które fundacja musi zapłacić na poczet naprawy dachu budynku nr 1 (całość rachunku wynosi $176,550). 9 lutego br., o 3.30 p.m., według strony internetowej www.crowdrise.com/PKFroof, która rejestruje wszystkie datki na wezwanie pani Szymańskiej, suma wpłaconych funduszy wynosiła… $160.

11 grudnia 2013 r., podczas zebrania członków fundacji prezes Ruszała oszacował, że na początku czerwca br. PFK nie będzie w stanie wywiązać się ze swoich zobowiązań finansowych, w związku z tym będzie musiała zostać zamknięta ze względu na brak pieniędzy na opłatę bieżących rachunków, które co miesiąc wynoszą $30 tys.

Tak, nasza fundacja będzie zamknięta z powodu braku dodatkowych dochodów! Tymczasem jedynym możliwym sposobem byłoby zwiększenie przychodów z trzech podstawowych źródeł, jakie posiada Fundacja w Clark: corocznych składek członkowskich, wpływów ze sprzedaży żywności podczas organizowanych przez nią imprez oraz podniesienie opłat za użytkowanie budynków fundacji przez organizacje społeczne pracujące dla dobra lokalnej polonijnej społeczności, które nie płacą sprawiedliwie swojej części udziałów w używaniu tych nieruchomości. Dwie największe z nich to Polska Szkoła Dokształcająca i Polscy Harcerze.

Wobec widma zamknięcia PFK jej członkowie są przerażeni i zdumieni informacją, która nadeszła z zebrania Rady Dyrektorów w czerwcu 2013 r., że większość dyrektorów, stojąc po stronie pani Anisko – reprezentującej Polską Szkołę Dokształcającą przy fundacji, odmówiła przyjęcia oferty bezprocentowej pożyczki na remont dachu od Fundacji Adama M. Bąka, a reprezentowanej przez jego żonę, Avę Polansky-Bąk, która w tym czasie piastowała także stanowisko jednego z dyrektorów PFK. Oferowana pożyczka miała później zostać przekształcona w zwykłą dotację na rzecz Polskiej Fundacji Kulturalnej.

Na dzień dzisiejszy PFK pilnie potrzebuje każdych pieniędzy, aby utrzymać się przy życiu. $100 tys. z Fundacji Adama Bąka pozwoliłoby na opłacanie rachunków przez 3 miesiące. Być może, czas ten przyniósłby też większy wkład wszystkich członków dla dobra fundacji. Niektórzy twierdzą, że odrzucenie oferty Fundacji Adama Bąka było oparte na ideologii, inni – iż to była sprawa czysto osobista. Ja sam mam nadzieję, że obiekcje pani Anisko nie były spowodowane opozycją do pracy całej fundacji.

Dla przypomnienia, Fundacja Adama M. Bąka jest czołowym ofiarodawcą z sumy $2 milionów dolarów, jakie otrzymała Katedra Studiów Polskich im. Tadeusza Kościuszki przy Instytucie Polityki Międzynarodowej (IWP) w Washington DC, założona w 1990 roku przez Amerykanina polskiego pochodzenia, dr. Johna Lenczowskiego, który jednocześnie pracował jako ekspert od spraw ZSRR i ruchu komunistycznego w świecie dla prezydenta Ronalda Regana w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego.

Instytut Polityki Międzynarodowej wraz z polską Katedrą im. Kościuszki stał się de facto pierwszym polsko-amerykańskim instytutem w randze uczelni po Alliance College, założonym w Cambridge Spring, PA przez Związek Narodowy Polski w 1912 r. Jakkolwiek w 1987 roku Alliance College był zmuszony zamknąć swoją działalność z powodu braku funduszy i poparcia środowiska polonijnego, trzeba nadmienić, że uczelnia ta posiadała Wydział Polski oraz obejmowała również Instytut Techniczny ze specjalizacją metalurgii.

Profesor Marek Jan Chodakiewicz jest dziekanem Katedry im. Kościuszki przy IWP. Jego prace naukowe i publicystyczne przedstawiają prawdziwą strategiczną pozycję Polski i Polaków podczas II wojny światowej oraz strategiczne znaczenie Polski pomiędzy Bałtykiem i Morzem Czarnym. Profesor Chodakiewicz jest promotorem demokratycznych wartości i zapewnienia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej w sojuszu z potęgą Stanów Zjednoczonych. Ta inicjatywa nosi imię Partnerstwa Wschodniego i wskazuje drogę do działalności organizacji charytatywnych i politycznych w rozwijaniu Europy Wschodniej. Ponadto, profesor Chodakiewicz przekonująco udowadnia, że ciągłość polityczna od czasów komunistycznych przeważa w teraźniejszych politycznych działaniach Polski.

Fundacja Adama M. Bąka jest znaczącym liderem w promowaniu i wspieraniu badań naukowych i subsydiowaniu rozmaitych spotkań i sympozjów dotyczących propagowania polskich tradycji politycznych w budowaniu lepszej Europy i lepszych kontaktów światowych.

Pani Anisko w swojej ideologicznej opozycji do wszystkiego, co jest głęboko patriotyczne i polskie, przeciwstawia się działaniom IWP wraz z polską Katedrą im. Kościuszki, tylko dlatego, że są współfinansowane przez Fundację Adama M. Bąka.

Większość zaniepokojonych członków PFK, z którymi rozmawiałem, szanuje integralne wartości jako niezbędny element w zarządzaniu Polską Fundacją Kulturalną. Panią Bąk i pana Domogałę widzą jako osoby nietolerujące kłamstwa, oszustwa i kradzieży. Oboje nadają się na wyprowadzenie fundacji z cienia bankructwa i mogą zapewnić jej przetrwanie przez następne dziesięciolecia. Ale to musi być poparte chęcią pomocy wszystkich członków fundacji.

Pani Bąk, która służyła w BOT jako jeden z dyrektorów, zrezygnowała z tej pozycji w czerwcu 2013 r., a następnie prezydent Domogała poszedł w jej ślady, gdy oboje odkryli, że Dan Czulada, który w czasie głosowania zarządu powinien zostać usunięty z BOT za swoje niechlubne działanie na niekorzyść PFK, nie został usunięty ani nie postawiono go w stan oskarżenia za malwersacje finansowe. Po ujawnieniu tego na zebraniu BOT, pan Czulada zwrócił pieniądze do fundacji. Dzięki stanowczej postawie pani Bąk i pana Domogały Dan Czulada sam zrezygnował ze stanowiska dyrektora BOT.

Z przykrością należy jednak stwierdzić, że BOT nie pozbawił członkostwa Dana Czulady w PFK. Tymczasem wszyscy członkowie uważają, że w Fundacji nie powinno być miejsca dla malwersantów i cwaniaków. Pozostawienie Dana Czulady jako zwykłego członka fundacji powoduje, że za parę miesięcy ponownie będzie mógł w niej kandydować na stanowiska kierownicze. Trzeba również nadmienić, że niegodziwe i sprzeczne głosowanie za pozostawieniem pana Czulady w fundacji nie ma poparcia wśród zwykłych członków tej organizacji.

Zarząd PFK od kilku dobrych lat nie ma już żadnego kontaktu ze swoimi członkami. Większość Rady Dyrektorów od lat nie była obecna na comiesięcznych spotkaniach z członkami fundacji i nie ma pojęcia o ich bolączkach i problemach. Lepszy kontakt BOT z członkami spowodowałby przywrócenie ich zaufania do zarządu i jego wsparcia. To z kolei wyraziłoby się w zwiększeniu aktywności członków i ich rodzin w różnych działalnościach fundacji. Lepsze wsparcie również mogłoby przyjść od dużych sponsorów. Fundacja pana Bąka mogłaby wznowić swoją ofertę pomocy, ale to wszystko powinno być poparte konkretnymi pozytywnymi działaniami podjętymi dla wsparcia PFK, a nie ludzi malwersantów, którzy kryją się pod płaszczykiem BOT. Jednym z nich jest oczywiście pan Czulada.

Frakcja „pro-Czulada” ma się dobrze w zarządzie BOT i dopóki ci ludzie nie podadzą się do dymisji, życie w PFK będzie obumierać i w czerwcu 2014 r. dojdzie do bankructwa – PFK będzie niewypłacalna – tak jak powiedział pan Ruszała na zebraniu członków.

Na koniec chciałbym również przedstawić głosy członków fundacji pytających o liczbę kont bankowych w Polish & Slavic Federal Credit Union (P-SFCU). Od dawna wiadomo, że PFK płaci swoje rachunki z kont nie należących do P-SFCU. Trzeba przypomnieć wszystkim, że P-SFCU sponsoruje naszą fundację, jak i inne polskie organizacje, zbierając kwartalnie składki od ich członków. PFK powinna przechowywać pieniądze otrzymane od polskich członków w polskim banku. To by dawało korzyści każdej ze stron. Tylko, że BOT przy PFK stracił już dawno kontakt nie tylko ze swoimi własnymi członkami, ale również z polskimi organizacjami. Inaczej mówiąc, „król jest nagi”, czego zarząd PFK nie jest w stanie zrozumieć.

Jak doprowadzić do odbudowy nadszarpniętego zaufania Polskiej Fundacji Kulturalnej i co zrobić, żeby organizacja ta przetrwała nie tylko do czerwca bieżącego roku? Jak znaleźć te $30 tys. na każdy miesiąc? Na te i inne pytania będziemy próbowali razem odpowiedzieć 19 marca br. na zebraniu członków fundacji, na które osobiście wszystkich zapraszam.

Proszę pamiętać: „ufaj, ale kontroluj”!